Chrystus bez wąsów
Który ze współczesnych artystów zdecydowałby się malować anioły, archanioły, Matkę Bożą nie profanując „modela”, a jednocześnie pracując bez etykietki malarza religijnego?- zastanawia się Małgorzata Ziętkiewicz.
Nigdy nie domaluję Chrystusowi ani wąsów, ani pirackiej przepaski czy karabinu, ani okularów Harry`ego Pottera – powiedział niedawno w wywiadzie do katalogu swojej wystawy w Galerii Art przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie artysta Jacek Łydżba. Zaintrygowała mnie jego odwaga. Bo który ze współczesnych polskich młodych artystów mógłby powiedzieć publicznie coś takiego? Który z nich zdecydowałby się malować anioły, archanioły, Matkę Bożą nie profanując „modela”, a jednocześnie pracując bez etykietki malarza religijnego?
Przecież dziś o wiele łatwiej jest twórcom walczyć o widza stosując metodę prowokacji, szoku, nawet profanacji sacrum. To robi skutecznie niejaki Maurizio Cattelan z Włoch. Poznaliśmy go 12 lat temu, kiedy w Zachęcie wystawiono jego rzeźbę przedstawiającą Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. O artyście zrobiło się głośno. I o to chodziło. Jego prace zaczęły osiągać wtedy ceny powyżej kilku milionów dolarów, a uczuciami religijnymi katolików nikt się przejmował!
Jacek Łydżba (1966), niemal rówieśnik Maurizia Catellana (1960) poszedł inną drogą. Gdy zobaczyłam jego figury świętych i Madonny w płaszczach w kwiaty, w gwiazdy i w serca, czasem krwawiące, ze słowami modlitwy, gdy zobaczyłam św. Antoniego Padewskiego w habicie w białe lilie, u którego stop wyrosła łąka pełna kwiatów – zobaczyłam nową jakość. Nową sztukę.

O Łydżbie krytycy mówią „polski Andy Warhol”. Bo jest to dokładnie ten sam pop-art, ale u Łydżby wyrasta z sacrum. Polski malarz wykorzystuje symbole religijne bez buntu, nie obraża nas, proponuje nam swoją wizję Madonn, świętych, aniołów. Kupuje gipsowe figurki i „ubiera je” w szaty o mocnych kolorach, stosuje tylko czyste barwy, podkreśla ich piękno. Madonny i święci skąpani są w błękitach, czerwieniach, żółcieniach, ale figurki Łydżby nie są tymi ze sklepów z dewocjonaliami, mimo że mają identyczny kształt jak te z odpustowych straganów. Są inne. Są sztuką.
Artysta miał właśnie swoją wystawę w Galerii Art. Po wystawie można było kupować jego prace. Nie były tanie. Ale sprzedały się wszystkie, a przecież tym, którzy przyszli na wernisaż, nie chodziło o przekaz religijny dzieła. Przeciwnie, chodziło jedynie o przekaz artystyczny. Pomyślałam, że może to znak czasu. Może dziś Catellan nie odniósłby już takiego sukcesu. Bo w prawdziwej sztuce chodzi jednak o coś zupełnie innego.
Małgorzata Ziętkiewicz
Autorka jest dziennikarką TV Polsat
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
fot. Jacek Łydżba
Wstecz...
Przecież dziś o wiele łatwiej jest twórcom walczyć o widza stosując metodę prowokacji, szoku, nawet profanacji sacrum. To robi skutecznie niejaki Maurizio Cattelan z Włoch. Poznaliśmy go 12 lat temu, kiedy w Zachęcie wystawiono jego rzeźbę przedstawiającą Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. O artyście zrobiło się głośno. I o to chodziło. Jego prace zaczęły osiągać wtedy ceny powyżej kilku milionów dolarów, a uczuciami religijnymi katolików nikt się przejmował!
Jacek Łydżba (1966), niemal rówieśnik Maurizia Catellana (1960) poszedł inną drogą. Gdy zobaczyłam jego figury świętych i Madonny w płaszczach w kwiaty, w gwiazdy i w serca, czasem krwawiące, ze słowami modlitwy, gdy zobaczyłam św. Antoniego Padewskiego w habicie w białe lilie, u którego stop wyrosła łąka pełna kwiatów – zobaczyłam nową jakość. Nową sztukę.

O Łydżbie krytycy mówią „polski Andy Warhol”. Bo jest to dokładnie ten sam pop-art, ale u Łydżby wyrasta z sacrum. Polski malarz wykorzystuje symbole religijne bez buntu, nie obraża nas, proponuje nam swoją wizję Madonn, świętych, aniołów. Kupuje gipsowe figurki i „ubiera je” w szaty o mocnych kolorach, stosuje tylko czyste barwy, podkreśla ich piękno. Madonny i święci skąpani są w błękitach, czerwieniach, żółcieniach, ale figurki Łydżby nie są tymi ze sklepów z dewocjonaliami, mimo że mają identyczny kształt jak te z odpustowych straganów. Są inne. Są sztuką.
Artysta miał właśnie swoją wystawę w Galerii Art. Po wystawie można było kupować jego prace. Nie były tanie. Ale sprzedały się wszystkie, a przecież tym, którzy przyszli na wernisaż, nie chodziło o przekaz religijny dzieła. Przeciwnie, chodziło jedynie o przekaz artystyczny. Pomyślałam, że może to znak czasu. Może dziś Catellan nie odniósłby już takiego sukcesu. Bo w prawdziwej sztuce chodzi jednak o coś zupełnie innego.
Małgorzata Ziętkiewicz
Autorka jest dziennikarką TV Polsat
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
fot. Jacek Łydżba
Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




