18 stycznia
czwartek
Piotra, Małgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co byśmy zrobili bez czyśćca?

Ocena: 4.94
1889

W listopadowy czas w sposób szczególny pamiętamy o naszych zmarłych, nawiedzamy groby, modlimy się za tych, którzy odeszli... W centrum tego wszystkiego stoi prawda o czyśćcu. Ci, którzy są w niebie, naszych modlitw nie potrzebują. To raczej oni wstawiają się za nami. Tym, którzy odrzucili Boga, wybierając to, co nazywamy piekłem, modlitwa już nie pomoże. Zresztą zapadający się w swej pysze potępieni nie oczekują żadnej pomocy. Ale są i ci, którzy, tak jak my, jeszcze pielgrzymują po drodze ku rzeczom ostatecznym, tyle że po tamtej stronie, czyli w czyśćcu.

Czyściec to przepiękna prawda wiary. Z jednej strony nie odrzucamy Boga, chcemy być w jego Królestwie, ale z drugiej jesteśmy grzeszni, słabi, nieprzygotowani do przejścia bram nieba i radowania się w Duchu Świętym. W tej sytuacji przychodzi sam Bóg, który nas oczyszcza, uzdalnia do przyjęcia nieba. Czyściec nie jest miejscem jakichś wymyślnych tortur, które miałyby być spłaceniem długów za popełnione grzechy. To nie jest tak, że Bóg mógłby nas zaprosić do nieba od razu, ale tego nie czyni, bo chce nas jeszcze ukarać. Czyściec nie jest potrzebny Bogu, ale nam. Jesteśmy brudni, obdarci, zagubieni. W czyśćcu sam Bóg nas obmyje, ubierze w piękne szaty i wskaże ścieżkę do wieczystej uczty weselnej. Bez czyśćca sami byśmy sobie nie poradzili.

W czyśćcu człowiek już wie, że pójdzie do nieba. Ale rozumie także, że choć nieba pragnie, to jeszcze nie jest na nie w pełni gotowy. Można by porównać czyściec do sytuacji, w której dziecko nabroi, nabałagani; wie, że mama przebaczy, przytuli, ale pomimo to wstydzi się i ucieka od wzroku matki. Nie umie jeszcze z całą radością wtulić się w matczyne ramiona. Analogicznie w czyśćcu człowiek czuje się kochany przez Jezusa, ale jeszcze nie umie złożyć głowy na Jego piersi. Nasze modlitwy, nasza solidarność z duszami czyśćcowymi pomaga im porzucić to, co jeszcze je ogranicza w całkowitym przyjęciu Bożej miłości.

W Biblii nie ma wyraźnej nauki o czyśćcu. Ale mamy wystarczające wskazówki. W Drugiej Księdze Machabejskiej (12,39-42) mowa jest o modlitwie za poległych żołnierzy, którzy dopuścili się grzechu, nosząc pogańskie amulety. Chodzi o zatem o oczyszczenie z grzechu po śmierci. A na tym właśnie polega czyściec. W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy tajemniczy tekst, który także nasuwa nam na myśl czyściec: „Ten, którego dzieło, wzniesione na fundamencie, przetrwa, otrzyma zapłatę, ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (3,14-15). Za zmarłych modlono się już w Kościele starożytnym, czego jednym ze świadectw jest fragment z „Wyznań” św. Augustyna, który modlił się za swoją zmarłą matkę. Pomimo to aż do XII w. w tekstach Magisterium Kościoła nie spotyka się terminu „czyścieć”. Do oficjalnego nauczania pojęcie to weszło na Soborze Liońskim II w 1274 r.

Najsłynniejszy literacki opis czyśćca znajdujemy w „Boskiej komedii” Dantego. Poeta ukazuje czyściec jako górę pogrążoną dnem w oceanie, a wierzchołkiem sięgającą nieba. Składa się ona z dziewięciu części. W przedsionku znajdują się dusze opieszałe i leniwe w czynieniu pokuty. Potem następuje siedem poziomów, na których dusze oczyszczają się z grzechów głównych: pychy, zazdrości, gniewu, chciwości, nieumiarkowania, nieczystej zmysłowości. Na samym wierzchołku góry, czyli na poziomie dziewiątym, dusze piją z dwóch źródeł: zapomnienia swoich błędów i przypomnienia swoich zasług. Wierzchołek otacza czysty eter, poprzez który ulatuje się do nieba. Z teologicznego punktu widzenia jednak czyściec to nie kolejne poziomy prób, ale spotkanie z Jezusem Chrystusem, którego miłość wypala w nas wszelkie zło.

Czasem mówimy o czyśćcu na ziemi, wskazujemy, że cierpienie na ziemi oczyszcza, uszlachetnia. Jednak nie zawsze jest to prawda. Niekiedy cierpienie miażdży człowieka fizycznie i duchowo. Co robić, aby to, co nas bardzo boli, nie prowadziło do rozpaczy, ale stało się raczej pełnym nadziei czyśćcem? Uczy nas tego o. Maksymilian Kolbe, który piekło hitlerowskiego obozu, w tym bunkra głodowego, przemienił w sobie w znak nadziei przejścia do nieba. Uczy nas tego wietnamski kardynał Nguyen Van Thuan, który spędził w więzieniu 13 lat, z czego dziewięć w izolacji, a potem napisał książkę „Modlitwy nadziei”. Tak! Chrześcijańska nadzieja przemienia ziemskie piekła w prowadzący do nieba czyściec.

Idziemy nr 45 (631), 5 listopada 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły