Czwarty filar
Kiedyś sądziłem, że prognoza mówiąca o 32 mln mieszkańców naszego kraju w roku 2050 nie sprawdzi się. Jednak nowe dane GUS nie pozostawiają złudzeń – pisze Krzysztof Ziemiec.
Gdy 10 lat temu przygotowywałem się do programu telewizyjnego, którego tematem był spadek liczby narodzin, a dokładniej fakt, że po raz pierwszy liczba zgonów w Polsce przewyższyła liczbę narodzin, nie dowierzałem siedzącym w studiu demografom. Sądziłem, że prognoza mówiąca o 32 mln mieszkańcach naszego kraju w 2050 roku nie sprawdzi się. Jednak nowe dane GUS nie zostawiają złudzeń.
W zeszłym roku przyrost naturalny w Polsce był minimalnie dodatni. Urodziło się jedynie 391 tys. dzieci, a to już blisko 351 tys. z najgorszego 2003 roku, kiedy narodzin było najmniej w całym okresie powojennym. Współczynnik dzietności na poziomie 1,36 nie gwarantuje w żadnym stopniu zastępowalności pokoleń; powinien on wynosić co najmniej 2,1. To, że będzie nas coraz mniej, uderza w nasz interes narodowy. Dziś bowiem na świecie liczą się nacje silne gospodarczo i demograficznie. W społeczeństwach starszych gospodarka przestawia się z produkcji na odtwarzanie, a jako siłę roboczą wykorzystuje imigrantów, także przedstawicieli obcych kultur, na których zalew, przynajmniej na razie, raczej nie jesteśmy przygotowani.
Wielu ekspertów przyczynę tej sytuacji widzi w stanie gospodarki. Centrum im. Adama Smitha policzyło, że wychowanie dziecka i jego edukacja kosztuje łącznie około 190 tys. zł, choć zapewne w Warszawie będzie to nawet dwa razy więcej. A jeśli weźmiemy czas do ukończenia studiów, to lepiej nie liczyć! Nie ma się co dziwić, że młodzi ludzie nie podejmują ryzyka, gdy bezrobocie w grupie wiekowej do 25 lat sięga 30 proc., a zarobki tych pracujących w znacznej mierze odbiegają od ich oczekiwań.
Jednak od lat brakuje też spójnej, długoterminowej polityki prorodzinnej, choć przed wyborami obiecuje ją każde ugrupowanie. Zmierzamy do sytuacji, w której dziecko staje się luksusem dostępnym dla najbogatszych. Rodzice coraz więcej płacą za żłobki, przedszkola, szkoły, dodatkowe zajęcia. W wielu placówkach nie ma wolnych miejsc, wiele z nich się zamyka, bo samorządy nie są w stanie ich utrzymać, a dotacji z budżetu państwa mimo zapowiedzi wciąż nie ma. Zresztą w ostatnich miesiącach, w celu poprawienia „ogólnobudżetowej księgowości”, na budżety samorządowe spadło zbyt wiele zobowiązań, z którymi nie są one w stanie sobie poradzić! Niewiele miast wprowadziło dotychczas Karty 3+, uprawniające rodziny wielodzietne do zniżek. Rosną ceny żywności, ubrań, podręczników, i to głównie przez podwyżki VAT-u. Do posiadania dzieci państwo nie zachęca właściwie w żaden sposób. Bo nie jest nim becikowe czy nawet nieznaczna ulga podatkowa.
Ale warto podkreślić: spadek liczby narodzin wiąże się też z poważnymi zmianami kulturowymi. To po prostu efekt zmian obyczajowych, jakie przyjęło pokolenie dzisiejszych 20-30-latków. Ludzie później zawierają małżeństwa, kobiety później rodzą dzieci, nie chcą też mieć ich wiele. Młodzi nastawiają się na maksymalnie długie korzystanie z uroków życia. A potem na karierę zawodową, a nie tę rodzinną, mimo że to właśnie rodzina jest nadal stawiana jako najważniejsza w życiu. Czy coś można tu zmienić? To tylko zależy od nas samych. Jeśli my, rodzice, pokażemy naszym dzieciom, jak piękną wartością jest dom i rodzina oparte na wartościach i miłości, to za kilka lat one z pewnością będą chciały to powtórzyć. Społeczne przyzwolenie na osłabianie rodziny, mimo wielkich słów i deklaracji, wydaje się coraz większe. Jeśli nie stworzymy „mody na dzieci”, nie pomoże nawet poprawa sytuacji gospodarczej.
A dla tych, którzy patrzą na życie przez pryzmat finansów – przecież lepsza inwestycja niż dzieci nie istnieje! Tego „czwartego filaru” nie zastąpi nam emerytura w żadnym ZUS-ie, OFE czy lokata w banku. A poza tym stare porzekadło mówi: „Jak Bóg daje dzieci, to daje i na dzieci”.
Krzysztof Ziemiec
Idziemy nr 7 (336), 12 lutego 2012 r.
Wstecz...
W zeszłym roku przyrost naturalny w Polsce był minimalnie dodatni. Urodziło się jedynie 391 tys. dzieci, a to już blisko 351 tys. z najgorszego 2003 roku, kiedy narodzin było najmniej w całym okresie powojennym. Współczynnik dzietności na poziomie 1,36 nie gwarantuje w żadnym stopniu zastępowalności pokoleń; powinien on wynosić co najmniej 2,1. To, że będzie nas coraz mniej, uderza w nasz interes narodowy. Dziś bowiem na świecie liczą się nacje silne gospodarczo i demograficznie. W społeczeństwach starszych gospodarka przestawia się z produkcji na odtwarzanie, a jako siłę roboczą wykorzystuje imigrantów, także przedstawicieli obcych kultur, na których zalew, przynajmniej na razie, raczej nie jesteśmy przygotowani.
Wielu ekspertów przyczynę tej sytuacji widzi w stanie gospodarki. Centrum im. Adama Smitha policzyło, że wychowanie dziecka i jego edukacja kosztuje łącznie około 190 tys. zł, choć zapewne w Warszawie będzie to nawet dwa razy więcej. A jeśli weźmiemy czas do ukończenia studiów, to lepiej nie liczyć! Nie ma się co dziwić, że młodzi ludzie nie podejmują ryzyka, gdy bezrobocie w grupie wiekowej do 25 lat sięga 30 proc., a zarobki tych pracujących w znacznej mierze odbiegają od ich oczekiwań.
Jednak od lat brakuje też spójnej, długoterminowej polityki prorodzinnej, choć przed wyborami obiecuje ją każde ugrupowanie. Zmierzamy do sytuacji, w której dziecko staje się luksusem dostępnym dla najbogatszych. Rodzice coraz więcej płacą za żłobki, przedszkola, szkoły, dodatkowe zajęcia. W wielu placówkach nie ma wolnych miejsc, wiele z nich się zamyka, bo samorządy nie są w stanie ich utrzymać, a dotacji z budżetu państwa mimo zapowiedzi wciąż nie ma. Zresztą w ostatnich miesiącach, w celu poprawienia „ogólnobudżetowej księgowości”, na budżety samorządowe spadło zbyt wiele zobowiązań, z którymi nie są one w stanie sobie poradzić! Niewiele miast wprowadziło dotychczas Karty 3+, uprawniające rodziny wielodzietne do zniżek. Rosną ceny żywności, ubrań, podręczników, i to głównie przez podwyżki VAT-u. Do posiadania dzieci państwo nie zachęca właściwie w żaden sposób. Bo nie jest nim becikowe czy nawet nieznaczna ulga podatkowa.
Ale warto podkreślić: spadek liczby narodzin wiąże się też z poważnymi zmianami kulturowymi. To po prostu efekt zmian obyczajowych, jakie przyjęło pokolenie dzisiejszych 20-30-latków. Ludzie później zawierają małżeństwa, kobiety później rodzą dzieci, nie chcą też mieć ich wiele. Młodzi nastawiają się na maksymalnie długie korzystanie z uroków życia. A potem na karierę zawodową, a nie tę rodzinną, mimo że to właśnie rodzina jest nadal stawiana jako najważniejsza w życiu. Czy coś można tu zmienić? To tylko zależy od nas samych. Jeśli my, rodzice, pokażemy naszym dzieciom, jak piękną wartością jest dom i rodzina oparte na wartościach i miłości, to za kilka lat one z pewnością będą chciały to powtórzyć. Społeczne przyzwolenie na osłabianie rodziny, mimo wielkich słów i deklaracji, wydaje się coraz większe. Jeśli nie stworzymy „mody na dzieci”, nie pomoże nawet poprawa sytuacji gospodarczej.
A dla tych, którzy patrzą na życie przez pryzmat finansów – przecież lepsza inwestycja niż dzieci nie istnieje! Tego „czwartego filaru” nie zastąpi nam emerytura w żadnym ZUS-ie, OFE czy lokata w banku. A poza tym stare porzekadło mówi: „Jak Bóg daje dzieci, to daje i na dzieci”.
Krzysztof Ziemiec
Idziemy nr 7 (336), 12 lutego 2012 r.
Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




