15 stycznia
piątek
Pawła, Arnolda, Izydora
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czy nie za późno?

Ocena: 1.73125
642

To jednak zdumiewające, że pandemia koronawirusa jak dotąd nie skłoniła świata do żadnej poważniejszej refleksji. Przeciwnie – szaleństwo zdaje się postępować jeszcze szybciej niż w poprzednich latach. Nadal nie ma ważniejszej sprawy niż problemy tzw. mniejszości seksualnych. Nadal niszczy się rodzinę, autorytet rodziców i tradycyjnych instytucji. I nadal wpycha się ludzi na ścieżki, które nie mogą skończyć się dla nich dobrze. Na końcu przyniosą im samotność, rozczarowanie oraz gorzką refleksję, że życie jest jedno i nie trwa wiecznie.

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyną są oczywiście zmiany technologiczne, które przeorały naszą cywilizację. Najpierw wielokanałowa telewizja, a następnie internet skutecznie podminowały dawne struktury, i to te najbardziej podstawowe, włącznie z rodziną, systemem edukacji i oczywiście Kościołem. Nie działa coś, co socjologowie nazywają „socjalizacją” – procesem nabywania wartości, norm, wzorów zachowań, obowiązujących w danej społeczności. Precyzyjnie mówiąc: działa, ale źle, bo przecież nie ma próżni. Skoro my nie przekazujemy swoich wartości, to znaczy, że młodzi ludzie przyjmują je z innych źródeł, innymi kanałami. Wystarczy jedna podróż tramwajem w Warszawie, by zobaczyć tego skutki: niebywale wulgarny język, prowokacyjne zachowania, brak elementarnego szacunku dla innych.

Czarodziej Smartfon kradnie dzieci, zmienia wszystko. Kiedyś kogoś, kto „psuje młodzież”, po prostu przegoniono by z miasteczka. Dziś nie sposób tego zrobić, bo przecież nie możemy wszyscy wypisać się ze współczesnej cywilizacji; to byłoby szaleństwo. Patrzymy więc oniemiali i przerażeni, reagując co najwyżej we własnym zakresie, próbując walczyć na poziomie rodziny. Niektórym nawet udaje się uratować kawałki starego świata, coś ważnego przekazać kolejnym pokoleniom. Przyznajmy jednak, że to mniejszość, i to niewielka.

W Polsce to wszystko wygląda szczególnie fatalnie. Ostry podział polityczny sprawił, że opozycja – mająca przewagę w kręgach opiniotwórczych, decydujących o kształcie życia społecznego – wspiera każdy sprzeciw, niezależnie od jego przesłania i jakości. Przez ostatnie tygodnie celebrowała więc ruch, którego główne hasła składały się z wulgaryzmów, który profanował świętości i wręcz afirmował zabijanie dzieci nienarodzonych. Trudno sądzić, by po tej lekcji młodzież dała się przekonać, że ordynarne słownictwo jest czymś kompromitującym, z czym należy walczyć. Ono zresztą w zastraszającym tempie wchodzi do zwykłego obiegu; wielu ludzi nawet nie zauważa, że słowa, które wypowiadają publicznie, jeszcze niedawno trwale kompromitowały.

W sumie „elitarne” środowiska opozycyjne podłożyły ładunki wybuchowe również pod własny świat. Nawet jeśli miały i mają poglądy lewicowe, to w zetknięciu z narastającym chamstwem też nie będą się czuły komfortowo. Bo nudne, banalne, czasem irytujące normy i wartości mieszczańskie, włącznie z zasadami dobrego wychowania, zaczynają być doceniane wówczas, gdy zaczyna ich brakować. Wówczas widzimy, ile znaczą, chroniąc nasz świat przed stanem okrutnej dzikości. Nie jest bowiem problemem uczynienie z naszego świata piekła na ziemi; problemem jest sprawienie, by część wiążąca nas z naturą została podporządkowana kulturze.

Czy Polskę stać jeszcze na jakiś zryw wychowawczy? Czy jesteśmy w stanie podjąć wysiłek i spróbować ocalić choć część kolejnego pokolenia Polaków? Na czym i na kim się oprzeć, skoro znaczna część, może nawet większość nauczycieli, kibicuje ofensywie nihilizmu? Co więcej, samo myślenie np. o zwiększeniu dyscypliny czy o ogólnokrajowych regulacjach ograniczających korzystanie z elektroniki w szkołach spotka się natychmiast z potężnym wrzaskiem fałszywych „obrońców wolności”. A jednak nie można o tym nie myśleć. W sumie mamy bowiem do czynienia ze zjawiskiem historycznie arcyrzadkim: patrzymy na śmierć własnej cywilizacji. Wielu się łudzi, że to tylko jej nowa forma, że zmienia się jedynie postać zewnętrzna, ale ja nie jestem aż takim optymistą.

Nie mam wątpliwości, że w którymś momencie pojawią się w Polsce ludzie i środowiska, którzy podejmą walkę. I jestem bardzo ciekaw, czy rok 2021 przyniesie jakiś przełom w tej zasadniczej dla naszego trwania sprawie. Oby tak. Im później rozpoczyna się sanację, tym ciężej ją przeprowadzić. Czasem zresztą bywa już za późno, jak choćby w końcówce XVIII wieku, gdy chodziło o samo istnienie Polski.

Idziemy nr 01 (792), 03 stycznia 2021 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

Zapowiedź nowego nru tygodnika Idziemy

+ Tygodnik Idziemy na 17 stycznia - dlaczego warto sięgnąć po najnowszy numer?

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 stycznia

Piątek, I Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze
i idź do swego domu!

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Hbr 4,1-5.11; Ps 78,3-4c.6-8; Mk 2,1-12
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter