22 września
sobota
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Demokracja w 30 sekund

Ocena: 3.7
996

Kiedy usłyszałem że przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości ograniczył wypowiedzi na posiedzeniu komisji do 30 sekund, pomyślałem (i w jednej ze stacji telewizyjnych powiedziałem), że taka „debata” to absurd, ponury żart na temat parlamentaryzmu. Nad rzeczami, których nie rozumiemy, warto się jednak zastanowić. Pomyślałem więc, że na sprawę warto spojrzeć „w świetle standardów europejskich”, czyli – jak to się robi w Europie?

W komisjach Parlamentu Europejskiego najczęściej przyjętym formatem dyskusji jest jednorazowa dwuminutowa wypowiedź. Kto raz mówił przez 120 sekund – nie powinien się więcej odzywać. Na sali plenarnej rygor idzie jeszcze dalej: ogromna większość przemówień to wystąpienia „jednominutowe”. Wiceprzewodniczący Parlamentu, Rainer Wieland z niemieckiej CDU, postanowił np. jednemu z naszych posłów odebrać w ogóle głos, bo inny z naszych klubowych kolegów, mimo interwencji prowadzącego, o bardzo wiele sekund przekroczył przysługujący mu jednominutowy limit.

Nie byłem na posiedzeniu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, na której przewodniczący Piotrowicz proponował półminutowe głosy w dyskusji. Jak się jednak domyślam, „reguła Piotrowicza” pojawiła się po długiej i burzliwej dyskusji. Jak znam naszą liberalną opozycję, domagała się głosu wielokrotnie, a każdą odmowę traktowała jak fundamentalny zamach na demokrację. Takie przedłużanie dyskusji, takie protesty – w Parlamencie Europejskim w ogóle nie byłyby możliwe.

Z posłami Platformy Obywatelskiej często spotykam się w komisjach Parlamentu Europejskiego i oczywiście na sali plenarnej. Zachowują się tam zadziwiająco spokojnie. Nie pamiętam żadnych ich żywych reakcji, gdy na przykład przewodniczący Komisji LIBE Claude Moraes z brytyjskiej Partii Pracy wołał do posła: „Niech pan nawet nie próbuje zabrać głosu”, gdy agresywnie przerywał wypowiedź zaproszonemu węgierskiemu ministrowi (z tej samej partii europejskiej, co PO!) albo gdy mówił, że to śmieszne powoływać się na „prawa mniejszości” (mniejszości w Komisji oczywiście, bo przecież nie „mniejszości seksualnych”). Postawa polityków PO wobec władz Unii Europejskiej jest tak pełna potulnej czołobitności, że na najmniejszą krytykę nie zdobyli się oni nawet wtedy, gdy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej atakował Donalda Tuska, ich historycznego przywódcę, za „nieakceptowalne i „antyeuropejskie” stanowisko w sprawach imigracji. Najwyraźniej są przekonani, że władzy krytykować nie wolno i nie wypada. Oczywiście – władzy „w Europie”.

Jestem najdalszy od bronienia konceptu trzydziestosekundowej dyskusji. Niestety, tego rodzaju pomysły mieszczą się „w standardach europejskich”. Oczywiście z jednym zastrzeżeniem: to z czym mamy u nas do czynienia – to ich bardziej liberalna wersja. Co wcale nie stanowi powodu, by taką „skonsolidowaną demokrację” akceptować gdziekolwiek – w Brukseli czy w Warszawie.

Idziemy nr 33 (671), 19 sierpnia 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI