21 kwietnia
niedziela
Anzelma, Bartosza, Feliksa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Deprawacja po niemiecku

Ocena: 5
1591

Protesty przeciwko Deklaracji LGBT+ podpisanej przez prezydenta Warszawy i żądania jej wycofania przybierają w Polsce na sile. Hierarchowie kościelni, politycy, sportowcy, organizacje rodzicielskie, stowarzyszenia katolickie nie protestują „przeciw” komuś, ale „za” kimś, a mianowicie za dziećmi, za ich dobrem. Kto nie wie, czym jest wychowanie seksualne w placówkach edukacyjnych według standardów WHO, wystarczy, że zasięgnie wiedzy u naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech wychowanie seksualne zostało wprowadzone w 1969 r., czyli rok po rewolucji seksualnej. Każdy land może dowolnie kształtować lekcje wychowania seksualnego, jednakże są one zawsze obowiązkowe. Tak zadecydował Sąd Konstytucyjny RFN w 2009 r.

Z doniesień prasowych wynika, że najmniej agresywne zajęcia odbywają się w Bawarii, ale z kolei kładzie się tu nacisk na wielość płci. Pisałam niedawno, że buduje się tu pierwsze w Niemczech szkoły z trzema toaletami – trzecia dla dzieci interseksualnych (!). W innych landach edukacja seksualna jest w praktyce systematyczną deprawacją dzieci od przedszkola aż do ukończenia szkoły ponadpodstawowej. W Saksonii-Anhalt zajęcia z wychowania seksualnego w przedszkolach dla dzieci w wieku 3-7 lat opierają się na materiałach z tzw. „przedszkolnej walizki”, która zawiera 19 książek i zabawki przybliżające dzieciom różne formy życia rodzinnego i seksualnego. Książki prezentują małżeństwa tej samej płci, transwestytów, zawody męskie, które wykonują kobiety i odwrotnie. Z kolei zajęcia w szkołach podstawowych w różnych landach przewidują naukę o tym, jak wygląda życie pary homoseksualistów czy lesbijek, do czego służy pornografia, jak się skutecznie masturbować (w niektórych landach nauka masturbacji odbywa się już w przedszkolach, w specjalnie do tego przygotowanych „kącikach”), czym jest orgazm i jak się go osiąga, zwłaszcza u par homoseksualnych, jak wyglądają praktyki sado-masochistyczne. Po takiej „edukacji” dzieci w wieku 11 lat wiedzą więcej niż zawodowe prostytutki z placu Pigalle.

Jak reagują na to same dzieci? Często zdarza się, że doznają na tych zajęciach szoku, wymiotują, mdleją, uciekają z lekcji. Głośna była sprawa sprzed kilku lat w miejscowości Borken, kiedy kilkoro dzieci z klasy podczas prezentacji genitaliów doznało szoku i omdlenia, po czym zostało przewiezionych do szpitala. Co na to rodzice?

Ponieważ zajęcia z edukacji seksualnej są w Niemczech obowiązkowe, wszelkie próby nieposyłania na nie dzieci czy bojkotowania ich w jakikolwiek sposób karane są grzywną lub więzieniem. Ponadto rodzice boją się, że ich rodziną zainteresuje się niemiecki Jugendamt, którego działania na rzecz dzieci polegają na odbieraniu tychże dzieci rodzicom. Co jakiś czas odbywają się protesty organizacji rodzicielskich – choć nie usłyszy się o nich w mediach – w dużej części złożone z rodziców pochodzących spoza Niemiec, np. ze Wschodniej Europy. Niemieccy rodzice po prostu boją się protestować. Nie mogą również uczyć swoich dzieci w domu w ramach tzw. edukacji domowej, gdyż jest ona w Niemczech całkowicie zakazana.

Jakie wyjście mają więc nasi sąsiedzi w kwestii ochrony swoich dzieci przed szkolną deprawacją? Pozostaje im tylko emigracja. Znane są przypadki niemieckich rodzin proszących nawet o azyl w innym kraju z powodu dyskryminacji przez państwo za chęć prowadzenia edukacji domowej.

Nie dajmy się zwieść pięknym deklaracjom, tylko patrzmy na fakty.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -