21 października
sobota
Urszuli, Hilarego, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Futrzane dzieci

Ocena: 5
352

„Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą” (Ps 127, 3). Zdaje się, że słowa psalmisty odeszły już do lamusa, kiedy rozejrzymy się wokół nas, zwłaszcza spędzając urlop w zachodniej Europie. Dzieci bawiące się beztrosko w parku to już prawdziwa rzadkość. Natomiast psy wożone w wózkach spacerówkach to z kolei standard, na przykład w USA czy Kanadzie. U nas zresztą takie obrazki też zdarzają się coraz częściej, zwłaszcza w dużych miastach: piesek przykryty kocykiem, upchnięty w spacerówce osłoniętej siatką, żeby nie mógł wyskoczyć i pobiec na zieloną trawkę. Sprowadzanie zwierząt do roli dzieci jest ogromną szkodą dla społeczeństwa, a i pewnie żadną przyjemnością dla samych czworonogów. Niestety, polityka antyrodzinna jest obecnie tak silna, że pokolenie współczesnych trzydziestolatków decyduje się prędzej na posiadanie psa lub kota niż dziecka. Oczywiście z wygody. Rodzina jest bowiem przedstawiana albo jako siedlisko wszelkich patologii, albo jako narzucone przez społeczne konwenanse jarzmo, które jawi się niczym pasmo ciągłych wyrzeczeń.

Statystyki podają, że trzy czwarte amerykańskich trzydziestolatków ma psy, które traktują jak swoje potomstwo. Tym samym zastępują oni więź małżeńską i rodzicielską opieką nad czworonogiem. Dlatego ukuto specjalne wyrażenia na określenie tejże więzi: posiadaczy psów czy kotów nazywa się w Stanach „psią/kocią mamą” lub „psim/kocim tatą”, ponieważ określenie „właściciel” uwłacza godności zwierzęcia. Na włochatego pupila mówi się zaś „futrzane dziecko” (fur baby). Takie oto „futrzane dziecko” uczęszcza do szkoły, do lekarza, do fryzjera, na spotkania towarzyskie i ma własne ubezpieczenie. Trend ten jest bardzo na rękę budowniczym nowego, bezdzietnego społeczeństwa, którzy zresztą skutecznie go podsycają.

W lipcu szwedzki Uniwersytet w Lund i kanadyjski Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej opublikowały wyniki badań stwierdzające, że emisję dwutlenku węgla do atmosfery można skutecznie zredukować, przestrzegając czterech zasad: odżywiać się wegetariańsko, zaprzestać używania samochodu, zrezygnować z podróży lotniczych oraz płodzić mniej dzieci. Przy czym ta ostatnia zasada ma być według naukowców najskuteczniejsza. Jeśli wyniki badań naukowych do kogoś nie przemawiają, wtedy serwuje się propagandę przedstawiającą osobiste korzyści z prezentowanego wyboru.

I tak oto władze kanadyjskiego stanu Ontario wypuściły spot reklamowy, w którym namawia się młodych ludzi do bezdzietności. Filmik ukazuje kobietę siedzącą przy stole, przeglądającą smartfona i delektującą się aromatyczną kawą. Nagle do pokoju wpada rozwrzeszczane i rozczochrane rude dziecko, które psuje atmosferę spokoju i relaksu. Wtedy na ekranie pojawia się napis: „Nie masz gdzie się podziać. Ontario proponuje różne opcje zdrowotne”, co po wejściu na podaną stronę internetową okazuje się „kontrolą urodzeń”. Taką reklamę wypuszczają władze administracyjne kraju, w którym współczynnik dzietności wynosi 1,59, co plasuje Kanadę na 181. miejscu na świecie pod tym względem. Tym samym władze namawiają swoich obywateli do zbiorowego samobójstwa, ale najwidoczniej o to właśnie chodzi.

Jakoś nigdy nie słychać o badaniach naukowych czy reklamach, które ukazywałaby psy lub koty jako przyczynę destrukcji naszej planety bądź przyczynę ludzkich nerwic. Żeby było jasne: lubię psy i koty, chociaż własnych nie mam. Szkoda mi czworonogów traktowanych jak kaprys i męczonych na różne sposoby po to tylko, by upodobnić je do człowieka. One dzieckiem, a więc człowiekiem nigdy się nie staną, choćby im włożyć nie wiem jakie kubraczki, buciki i nosić je cały czas na rękach. Dzieci natomiast od początku do końca są ludźmi, choćby nie wiem jak próbowano tej prawdzie zaprzeczać. 


Idziemy nr 33 (619), 13 sierpnia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

- Reklama -