7 lutego
wtorek
Ryszarda, Teodora, Romana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Hybrydowy atak z Zachodu

Ocena: 2.61428
873

Mimo złych doświadczeń, bardzo bolesnych porażek i wręcz jawnego oszustwa ze strony Brukseli polski rząd ponownie szuka porozumienia z Komisją Europejską. O negocjacjach wiadomo bardzo niewiele, ale jest pewne, że Warszawa gotowa jest pójść na kolejne ustępstwa. A przynajmniej chce sprawiać takie wrażenie. Bo nawet w obozie rządzącym niewielu sądzi, że przed wyborami możemy dostać należne nam pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Po wyborach dostaniemy niemal na pewno, niezależnie od tego, kto wygra i kto będzie rządził.

Argumenty tych, którzy opowiadają się za daleko idącymi ustępstwami, wyglądają następująco: nadciąga gospodarcze tsunami, które zagrozi krajom znacznie silniejszym niż my. Nasze dziesięcioletnie obligacje oprocentowane są na 7 proc., a przez chwilę dochodziły do 10 proc. Oznacza to, że nie da się pożyczyć wielkich kwot na rynku, pieniądz zdrożał i długo będzie drogi. Kapitał ucieka z Polski jako kraju frontowego, zagrożonego udziałem w wojnie. Brak pieniędzy z KPO (i potencjalnie także z głównych funduszy) zwiększa nieufność wobec naszego rynku, ponieważ w naszym modelu rozwojowym te pieniądze są obecne już od niemal dwóch dekad. Zwolennicy porozumienia wskazują także na Viktora Orbana, który po uruchomieniu mechanizmu warunkowości przeciwko Węgrom zgodził się na niemalże wszystkie warunki Brukseli, idąc do Canossy i prosząc o nowy początek we wzajemnych relacjach.

Ale jest i druga strona medalu. Przede wszystkim, nie wiadomo, czego tak naprawdę żąda Unia. Czy chodzi o doprecyzowanie przepisów z prezydenckiej ustawy w kwestii przywrócenia niektórych sędziów, czy o coś więcej? Niektóre źródła mówią o próbie uderzenia w Krajową Radę Sądownictwa, o żądaniach dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Dochodzimy do momentu, w którym ryzykujemy jawne przejęcie władzy nad wymiarem sprawiedliwości przez ośrodek zewnętrzny. Grozi nam także strategia salami: jeśli teraz ustąpimy, Unia wypłaci pierwszą transzę pieniędzy, a później postawi kolejne zaporowe warunki. To ślepa uliczka, droga donikąd, więc lepiej już teraz pożegnać się ze złudzeniami i podjąć bój wokół sprawy zasadniczej, czyli polskiej suwerenności.

Czy z Unią można zagrać zupełnie inaczej, ostrzej? Część polityków i komentatorów sugeruje wetowanie wszystkiego aż do chwili, gdy decydenci w Brukseli pozwolą i nam żyć spokojnie. Drogę tę wskazuje m.in. europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski. Sugerują, że tak właśnie robi Orban, który blokuje wspólną pożyczkę europejską na rzecz Ukrainy. W tej akurat sprawie Warszawa nie może zachować się tak jak Budapeszt z przyczyn oczywistych. A innych czytelnych okazji do weta, jak słychać, brakuje, są już po prostu rzadkością. Doszliśmy do takiego etapu ustrojowego, w którym unijna przemoc jest właściwie anonimowa, oparta na decyzjach zapadających gdzieś w czeluściach rozbudowanej struktury, a nie na Radach Europejskich. Niestety, dziś już wiemy, że nasz „unijny partner” wykorzysta każdą możliwość wykręcenia nam ręki. Ma przewagę na każdym polu i jest tak bezwzględny, jak sprytny.

Nie pozostaje nic innego, jak próbować przeczekać ten zły czas, licząc na zmianę koniunktury. Ale druga strona też wie, że złapała nas w pułapkę, i narzuca „warunkowość bez warunkowości”, czyli próbuje meblować nasze państwo nawet w drobnych szczegółach, w oparciu o tzw. kamienie milowe. Analizując naszą sytuację, wielu analityków zaczyna się zastanawiać, czasem po cichu, czasem głośno, nad sensem naszej obecności w Unii Europejskiej. Na poziomie refleksji teoretycznej mają dużo racji, na poziomie praktycznym, społecznym i politycznym, biorąc także pod uwagę trwającą wojnę, nie widać jednak alternatywnego, realistycznego scenariusza. Obecnie nie możemy zmienić boiska.

W czasie spotkania w Katowicach Jarosław Kaczyński określił rokowania z Unią Europejską jako „niezwykle trudne”. – Ale nie możemy ich zaniechać, bo nikt nie może powiedzieć, że to my nie chcieliśmy tych pieniędzy; druga strona jakby próbuje to wmówić – podkreślił lider PiS. I zaznaczył: – Być może coś z tego będzie. My oczywiście mamy swoje czerwone linie, ale mamy też potrzebną elastyczność.

Być może coś będzie, ale ja też nie miałbym zbyt daleko idących oczekiwań. Cała nadzieja w Polakach. Jeśli w przyszłym roku dadzą nowy, silny mandat siłom niepodległościowym, odeprzemy ten hybrydowy atak z Zachodu.

Idziemy nr 48/2022

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 7 lutego

Wtorek, IV tydzień zwykły
Sprawnie uchylacie Boże przykazanie,
aby swoją tradycję zachować.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mk 7, 1-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes cz.2

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter