26 maja
sobota
Filipa, Pauliny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

I co dalej z Niemcami?

Ocena: 0
1035

Podczas gdy Parlament Europejski debatuje nad wydaniem rezolucji w sprawie praworządności w Polsce, u naszych zachodnich sąsiadów panuje prawdziwy chaos. Jakoś jednak nie interesuje to instytucji europejskich. Dokładnie dwa miesiące po wyborach parlamentarnych Niemcy wciąż nie mają rządu. Po wielu tygodniach negocjacji między liderami partii CDU/CSU, FDP i Zielonymi nad utworzeniem koalicji zwanej „Jamajką” – od kolorów partii koalicji czarno-żółto-zielonej – szef FDP Christian Lindner zerwał rozmowy koalicyjne. Niemieckie media głównego nurtu okrzyknęły go natychmiast „narcyzem”, który pogrywa nacjonalistyczną kartą, natomiast poparcie społeczne dla jego partii jest jeszcze wyższe niż w czasie wyborów. Wielu wyborców uważa go nawet za bohatera. Dlaczego?

Bo Christian Lindner przyznaje otwarcie, że pragnie dla Niemiec stabilnego rządu, który zadba o potrzeby kraju. I jako jedyny mówi Angeli Merkel „nie”. Zresztą Lindner już wcześniej krytykował Merkel za jej posunięcia w polityce krajowej i zagranicznej, twierdząc, że uczyniła swoją partię bardziej socjalistyczną od samych socjalistów. Dlatego przed wyborami do Bundestagu Lindner zapowiadał, że będzie chciał powołać komisję śledczą ds. uchodźców.

Teraz przyznaje otwarcie w mediach, że zerwał rozmowy koalicyjne także m.in. z powodu braku chęci ze strony Merkel i Zielonych do zmiany polityki imigracyjnej. Chodziło o to, aby ograniczyć napływ nowych uchodźców poprzez wstrzymanie akcji sprowadzania członków rodzin imigrantów przebywających w Niemczech do czasu wypracowania „uporządkowanego systemu imigracyjnego”, jak zaznaczył w wywiadzie dla „Spiegla”. Następnym problemem w rozmowach koalicyjnych była kwestia pomocy finansowej w celu ratowania waluty euro: Lindner obstaje przy własnej odpowiedzialności poszczególnych państw członkowskich, czemu przeciwni są Zieloni. Takich „otwartych sprzeczności” było aż 237, jak stwierdził Lindner, i dlatego rozmowy zostały zerwane.

Co to dla Niemiec oznacza w praktyce? Otóż CDU/CSU nie ma większości, aby stworzyć rząd. Chadekom pozostaje więc przekonanie socjalistów (SPD) do rozmów koalicyjnych, chociaż Martin Schulz od razu po przegranej w wyborach zapowiedział, że jego partia wycofuje się do opozycji. Jeśli jednak SPD porozumiałoby się z chadekami, to mogłaby powstać ponowna Wielka Koalicja (GroKo) jak ostatnio, co oznaczałoby dla Niemiec kontynuację obecnej liberalnej polityki krajowej oraz mieszania się do polityki innych państw członkowskich, jak było to dotychczas.

Jeśli SPD nie zgodzi się na rozmowy koalicyjne, to niewykluczone są nowe wybory. Ale do tego nikt nie chce dopuścić z obawy przed jeszcze większą możliwą wygraną Alternatywy dla Niemiec (AfD), co – według niemieckich mediów – byłoby katastrofą dla kraju. W takiej sytuacji oczywiste powinno być inne rozwiązanie, a mianowicie ustąpienie Angeli Merkel. W sytuacji braku większości, wszechobecnej krytyki z zewnątrz, a także z własnej partii poniesienie konsekwencji własnych błędnych decyzji byłoby jedynym uczciwym posunięciem. Niestety, Merkel nie chce oddać władzy za żadną cenę. Nawet za cenę szkody, jaką przez to poniesie kraj. Lindner natomiast stwierdził, że „lepiej jest zrezygnować z rządzenia, niż rządzić źle”.

Kwestia dyktatury Merkel, która popycha kraj coraz bardziej ku przepaści, powinna stać się w końcu przedmiotem zainteresowania instytucji europejskich. Bo chaos, który obecnie panuje w Niemczech, przynosi destabilizację wszystkim państwom członkowskim. Parlament Europejski ma więc nad czym debatować, bez konieczności wymyślania sztucznych problemów u innych państw.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły