21 lipca
niedziela
Daniela, Diany, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

I kto tu kogo wybrał?

Ocena: 4.275
492

Wiele lat temu, kiedy byliśmy jeszcze młodym małżeństwem, postanowiliśmy, że pojedziemy na wakacje do Grecji. Wykupiliśmy w biurze podróży tzw. pakiet, żeby się nie martwić takimi sprawami jak bilety lotnicze, dojazd na miejsce i apartament. Starszą córkę zawieźliśmy do rodziny na Zakarpacie, by się uczyła węgierskiego, a młodszą zabraliśmy na „wycieczkę życia”.

Lokum, które nam udostępniono, było doskonałe: marzenie wszystkich młodych, a zwłaszcza z małym dzieckiem! Klub z dyskoteką mieliśmy najbliżej, bo dokładnie naprzeciwko. Pamiętam, byliśmy ogromnie podekscytowani perspektywą wyjazdu do Meteorów, dosłownie odliczaliśmy dni. Ucieszyłam się, kiedy już siedzieliśmy w piętrowym autobusie, a okazało się, że jadą razem dwie grupy: polska i węgierska. Jakże byłam zdziwiona, słysząc na przemian wykłady przewodniczek o tych samych miejscach, ale z zupełnie różnymi informacjami i datami. Dowiedziałam się też, że w klasztorach położonych na skalnych szczytach Meteorów żyją greckokatoliccy mnisi (całe szczęście, że nie słyszeli tego owi mnisi, którzy całe życie byli prawosławni, a grekokatolików uważają wręcz za heretyków).

Kiedy udało się nam w końcu dotrzeć do jednego z monasterów, okazało się, że to był ten jedyny dzień w tygodniu, kiedy odwiedzających nie wpuszczają. Na szczęście pewien pobożny pracownik, który się zlitował nad nami, zgodził się nas oprowadzić. To właśnie od niego usłyszałam, że niektóre ikony nie lubią wisieć na ścianie: „Ile by człowiek nie wieszał, ona i tak tam nie zostanie”.

W drodze powrotnej nasi organizatorzy zawieźli nas do umiejscowionej u podnóża jednej z gór pracowni z ikonami. Marketingowo wszystko było dobrze przemyślane: zostaliśmy poinformowani w dwóch językach, że nasze grupy dostały wyjątkową ofertę – 40 proc. zniżki na każdy produkt w sklepiku, więc każdy chciał skorzystać z okazji. Rzeczywiście była to okazja, ale nie cenowo, tylko artystycznie.

Nagle ją zobaczyłam: malutka, trochę większa od mojej dłoni, na starym drewnie, Maryja z Korfu. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. „Czy pani sobie życzy?” – zapytał dumny ze swej pracy autor. „Bardzo, ale nawet po zniżce nie mam takiej sumy” – odparłam zrezygnowana, wiedząc, że o cenę ikon się nie targuje. „Nie szkodzi, za te pieniądze mam inne, nawet większe ikony. Pani zobaczy”. „Proszę pana, próbuję zobaczyć, ale oprócz tej nie widzę żadnej innej. Czy pozwoli mi pan przynajmniej trochę z nią pobyć?”. W tym momencie do malarza podeszła koleżanka: „Czy ty tego naprawdę nie widzisz?” – zapytała w języku macedońskim (podobnym do naszego dialektu na Zakarpaciu). „Ta ikona ją wybrała”. Ale pan artysta był nieugięty. Koledzy dalej dyskutowali, a ja musiałam już iść.

Autobus ruszył. Nagle zobaczyłam biegnącego malarza, który machaniem zatrzymał naszego kierowcę. W ręku miał zapakowaną ikonę, która mnie wybrała. Towarzyszy mi już tyle lat, ale ile bym ją nie wieszała, nie chce tam zostać, bo Maryja z Korfu, zapatrzona w Chrystusa, woli być nie na ścianie, ale na ołtarzu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 21 lipca

XVI Niedziela zwykła
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 6, 30-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego) 
+ Komentarz „Idziemy” - Stwórz się na nowo
Nowenna do św. Anny 17-25 lipca
+ Nowenna do św. Szarbela 19-27 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter