19 lutego
wtorek
Arnolda, Konrada, Marcelego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jakie pojednanie?

Ocena: 0
1132

Tuż po wyborach radny Wojciech Kałuża porzucił Koalicję Obywatelską i podjął współpracę z Prawem i Sprawiedliwością. Jego wolta umożliwiła prawicy przejęcie władzy na Śląsku. Frustracja przegranych jest w takiej sytuacji czymś i naturalnym, i zrozumiałym. Niestety, po stronie opozycji zobaczyliśmy coś znacznie gorszego. Coś, co można nazwać prawdziwym seansem nienawiści, w stylu znanym z czasów komunistycznych. Zaczęło się od wyzwisk w mediach społecznościowych, pełnych pogardy i kpin („sprzedawczyk! ”, „zdrajca! ”, „Judasz!”). Potem doszło nawet do swego rodzaju „masówki”, w której prym wiedli posłowie Nowoczesnej i Platformy, nieunikający nawet bardzo nieparlamentarnych słów. Biuro radnego oklejono plakatami z wyzwiskami. Atmosfera jest tak gorąca, że moim zdaniem radny powinien dostać choćby chwilową ochronę, bo przecież ktoś może uznać, że skoro wzywają do linczu, to trzeba działać.

Stawka jest wysoka, bo Śląsk to najważniejsze, obok Mazowsza, polskie województwo. Chodzi o setki, a może tysiące posad, o dziesiątki ważnych instytucji, a także o ważne interesy ideologiczne. Poprzednie władze województwa hołubiły przecież separatystów z Ruchu Autonomii Śląska, oddając im we władanie całą sferę kultury i tym samym wypychając polski patriotyzm na margines. Teraz to wszystko może się zmienić, choć pewnie do żadnej czystki na wielką skalę nie dojdzie, choćby z tej przyczyny, że prawica nie ma własnych odpowiednio licznych kadr. Ale dla opozycji co innego przeżyć, siedząc cichutko, pod „obcym panowaniem”, a co innego rządzić samemu... Zwłaszcza, gdy przez dekady traktowało się region jak dziedziczne włości.

Chodzi zresztą nie tylko o Śląsk. Radny Kałuża ma być zaszczuty i poniżony także dlatego, by żaden inny radny w jakimkolwiek województwie czy powiecie nie pomyślał o porzuceniu „partii-matki”. Oczywiście, transfery w drugą stronę są jak najbardziej wskazane. To optyka, według której Marcinkiewicz, Kluzik-Rostkowska, Sikorski, Giertych (listę można ciągnąć bez końca) dokonali dojrzałych, słusznych wyborów o podłożu ideowym, do których mieli pełne prawo, zaś radny Kałuża sprzedał swoje poglądy za garść srebrników. A przecież to transfery w kierunku mainstreamu przynosiły i wciąż przynoszą więcej korzyści, jeśli nie materialnych, to innego rodzaju. Na pewno pozwalają na spokojne życie, podczas gdy alians z rządzącą prawicą oznacza konieczność radzenia sobie ze sporą presją, a czasem z otwartymi nagonkami.

Opozycja – dominująca w tak wielu niemal hermetycznych środowiskach – uwielbia prezentować się jako formacja tolerancyjna, otwarta, przyjazna. Gdy jednak traci grunt pod nogami, gdy czuje się zagrożona, pokazuje inną twarz. Dobrze to widać w świecie mediów, ale zdecydowanie najlepiej w świecie kultury. Liczone już w miliardach inwestycje rządu PiS w nowe i stare muzea, orkiestry i teatry, nie zrobiły na artystach żadnego wrażenia. Jak gwizdali na ministra, tak gwiżdżą, z biegiem czasu chyba nawet głośniej, bo już wiedzą, że nic im realnie nie grozi. Wszystkich, którzy mieli inne zdanie, albo wypchnięto na wewnętrzną emigrację, albo wyizolowano. Pozostali głęboko skrywają swoje prawdziwe poglądy w obawie przed środowiskowymi sankcjami. Jak za komuny, o tym co myślą, mówią tylko w domowym zaciszu.

Najważniejsze, by obóz rządzący umiał wyciągnąć właściwe wnioski z tej sytuacji. A są one dość proste. Otóż w obecnych warunkach nie da się zjednać środowisk, które uważają, że są powołane przez Opatrzność do przewodzenia. Nie pomogą ani wielkie pieniądze, ani przyjazne gesty, ani szczere próby nawiązania dialogu. Po prostu nie ma partnerów do takiej polityki. W takiej sytuacji trzeba działać bardzo pragmatycznie, przede wszystkim dbając o własne zaplecze, budując własne instytucje. Nie może to rzecz jasna oznaczać rezygnacji z myśli o pojednaniu, o łagodzeniu sporów, o budowie mostów. Na taką politykę jeszcze przyjdzie czas. Być może po kolejnych wyborach. Bo wybory zawsze oznaczają nowe otwarcie, zawsze coś zamykają i coś otwierają. Na razie pozostaje tylko czekać.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -