23 marca
sobota
Pelagii, Oktawiana, Feliksa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Konserwatyzm w defensywie

Ocena: 4.95
1202

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, jesienią partia rządząca powinna przedłużyć swoje rządy o kolejne cztery lata. „Te szanse są bardzo poważne” – stwierdził prezes PiS w wywiadzie, który przeprowadził wyżej podpisany. Prezes ocenił, że Polacy powinni dostrzec, iż Prawo i Sprawiedliwość „umie skutecznie rządzić” oraz że jest „wrażliwe społecznie”. A także, że „odwołuje się do takich wartości, które tworzą realnie polską wspólnotę”. „Bo my tej wspólnoty nie chcemy niszczyć, nie chcemy przeprowadzać całkowicie sztucznej, w istocie zewnętrznej, rewolucji w sferze moralnej, w sferze odnoszącej się również do kształtu społeczeństwa, w tym do rodziny, a więc – jak wskazują wszelkie badania – wartości najwyżej przez Polaków cenionej” – mówił Kaczyński.

No dobrze, zapytałem, czy jednak PiS nie robi w sprawie obrony wartości zbyt mało? W końcu każdego dnia widzimy rosnącą presję radykalnej lewicy, która konsekwentnie prowadzi wojnę kulturową w mediach, kulturze i edukacji. To wojna, która toczy się bez względu na to, co robi prawica: czy próbuje odpowiadać, kontratakować, czy też chce unikać starcia. Czy w związku z tym – zapytałem – obóz rządzący nie powinien działać bardziej zdecydowanie? W końcu chodzi o obronę własnych wyborców i ich dzieci przed realną agresją. W odpowiedzi Jarosław Kaczyński wysunął argument następujący: „Trzeba jednak postawić pytanie, czy bezpośrednia polemika z tego typu poglądami, która przez część Polaków zostanie uznana jako odrzucenie wolności, będzie rzeczywiście skuteczna. Nam się wydaje, że nie. My twardo obstajemy przy naszych wartościach, i nie będziemy tego ukrywali”. A więc – można podsumować – realizacja programu opartego na wartościach, ale nie otwarta wojna kulturowa, bo ta w obecnych warunkach musi skończyć się klęską.

Jednocześnie Jarosław Kaczyński podkreślił, że odrzuca pojęcie „mowy nienawiści”, które próbuje się wprowadzać do życia społecznego, zwłaszcza w obliczu różnych tragicznych zdarzeń. „To pojęcie, za pomocą którego próbuje się wprowadzić jednostronną cenzurę dotyczącą tylko prawicy. Można grać »Klątwę«, można wzywać do zamordowania mnie, a nie można, w skrajnych przypadkach, cytować Pisma Świętego” – przekonuje Kaczyński. Swój stosunek do Kościoła opisuje zaś tak: „Nie ukrywamy, że bardzo cenimy rolę Kościoła, którego przecież w żaden sposób też nie zamierzamy atakować. Już jesienią 1991 r. w Domu Katolickim w Sosnowcu powiedziałem, że nawet ludzie niewierzący, jeśli nie są osobistymi wrogami Pana Boga, muszą akceptować rolę Kościoła. Dlatego, że Kościół jest nośnikiem jedynego systemu wartości, który jest w Polsce powszechnie znany i który buduje kościec normalnych stosunków międzyludzkich”. Alternatywy nie ma, wyjąwszy oczywiście nihilizm.

Obraz polityki PiS jest więc jasny: Polska ma być krajem wolności, w ramach której Kościół i konserwatyści mają pewną swobodę działania, a nawet mogą liczyć na relatywną życzliwość. Państwo nie będzie też wspierało rewolucyjnych zapędów lewicy. Ale państwo nie wyjdzie też zbyt daleko poza rolę arbitra, strażnika reguł, i nie będzie prowadziło ambitniejszej polityki konserwatywnej, zakładającej zmianę społeczną w stronę tradycyjnych wartości. To ma być raczej odnoszenie się do tej rzeczywistości, która jest.

Czy to słuszne podejście? Trudno mu odmówić wewnętrznej logiki i spójności oraz odwołania się do realnych doświadczeń. Problem w tym, że o ile otwarta konfrontacja z lewicą na gruncie światopoglądowym kończy się – zazwyczaj, albo bardzo często – klęską, o tyle brak konfrontacji kończy się klęską zawsze. Owszem, czasem trwa to nawet kilkanaście lat, ale smutny finał jest nie do uniknięcia. Po drugiej stronie mamy bowiem nie tyle lewicowo wychylone normalne formacje polityczne, ale potężne – jawne i niejawne – struktury, które swoje cele realizują z totalitarną wręcz zapalczywością. To siły, które nie znają słowa „pokój” lub choćby „rozejm”. I dlatego prawica nie ma wyboru, i musi się bić. Wbrew pozorom, jeśli jasno powie, o co jej chodzi, jeśli dostanie wsparcie z dołu, może odnosić poważne sukcesy. Lewica tak bardzo przywykła już do stanu, w którym właściwie nie napotyka oporu, że gdy zderzy się – jak na Węgrzech – z przeciwnikiem nazywającym rzeczy po imieniu, idzie w rozsypkę. A skoro można na Węgrzech, to można i u nas.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -