27 maja
niedziela
Augustyna, Juliana, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kulisy rekonstrukcji

Ocena: 0
1486

Styczniowa rekonstrukcja rządu pokazała, że zmiana premiera nie była zdarzeniem bez głębszych konsekwencji. Odeszli ministrowie, jak to ujmuje większość prasy, „najbardziej kontrowersyjni”, czyli ci, którzy wchodzili bądź zostali wciągnięci w zacięte batalie polityczne. Stanowisko stracili ministrowie środowiska Jan Szyszko, zdrowia Konstanty Radziwiłł, spraw zagranicznych Witold Waszczykowski i przede wszystkim obrony narodowej Antoni Macierewicz. W ich miejsce awansowano albo sprawdzonych i doświadczonych działaczy PiS (Mariusz Błaszczak w MON), albo dotychczasowych wiceministrów, często szerzej mało znanych. Mają oni sprawnie realizować nakreśloną już wizję, czyli plan Morawieckiego.

Kurs jest jasny: ku centrum. Chodzi o podebranie części wyborców partiom opozycyjnym. Okazja jest, bo kryzys w szeregach Platformy i Nowoczesnej stale narasta. Uspokojona, wygładzona, skupiona na gospodarce partia rządząca, z premierem Mateuszem Morawieckim na czele rządu, może skutecznie eksponować swoje sukcesy i jeszcze bardziej ambitne plany. Może myśleć o zdobyciu władzy w większości sejmików, w kilku większych miastach i wyraźnej większości w wyborach parlamentarnych, które już powoli widać na horyzoncie. Może nawet większości konstytucyjnej, o ile parlament zmieni, a prezydent podpisze nową ordynację wyborczą.

Ale nie ma nic za darmo. Odejście wyrazistych ministrów, w tym postaci tak symbolicznych jak Antoni Macierewicz, przy wcześniejszej dymisji premier Beaty Szydło, budzi obawy części prawicowych wyborców. Dlaczego konieczne były tak daleko idące, wręcz szokowe zmiany, skoro rząd odnosił sukcesy, a poparcie dla PiS przekraczało 40 proc.? Czy oznacza to wyhamowanie głębokich reform w kraju, próbę kooptacji części elit III RP, nie tylko biznesowych? Czy powstaje coś w rodzaju dawnego PO-PiS-u? Trzeba przyznać, że kierownictwo obozu rządzącego nie ułatwia swoim sympatykom zadania, właściwie nie tłumacząc kolejnych kroków. Jarosław Kaczyński zaapelował jedynie o zaufanie, podkreślając, że cele jego ugrupowania wciąż pozostają bez zmian. Więcej nie usłyszeliśmy.

Rozmowy z politykami PiS, także tymi naprawdę wpływowymi i dobrze poinformowanymi, wiele nie rozjaśniają. Jedna z osób z kierownictwa partii tłumaczyła mi, że krążące w mediach wyjaśnienia rekonstrukcji są całkowicie błędne, a tak naprawdę zdecydowały czynniki, o których nie można publicznie mówić. Ma to być taki rodzaj zagrożenia, który wymagał szybkich i zdecydowanych ruchów. Chodzi oczywiście o zagrożenie zewnętrzne. Czy w kontekście relacji z Unią Europejską, czy też może np. w odniesieniu do różnego rodzaju roszczeń wobec Polski, które zaczynają się pojawiać w Stanach Zjednoczonych? Trudno ocenić. Widać, że nowa ekipa zabiega o nowe otwarcie w relacjach z Zachodem. Na razie jest to inny ton i inna postawa, ale można też spodziewać się także korekt w polityce wewnętrznej. Może symbolicznych, a może nie tylko.

Głęboka przebudowa obozu rządzącego ma z pewnością swoje źródła także w lipcowych wetach prezydenta Andrzeja Dudy. Jarosław Kaczyński uznał je wówczas za „bardzo poważny błąd”, ale nie zdecydował się na konfrontację. Wybrał inne wyjście: zmienił prawie wszystko, wygospodarowując polityczną przestrzeń dla prezydenta. Premierem został polityk, o którym prezydent powiedział: „mój premier”, czego nie mówił odnosząc się do jego poprzedniczki. Politykę zagraniczną objął Jacek Czaputowicz, mający z Pałacem Prezydenckim bardzo dobre relacje. Odszedł Antoni Macierewicz, którego relacje z Andrzejem Dudą były co najmniej napięte.

Przeprowadzone zmiany mogą przynieść pewne uspokojenie w kraju. To ważne, tym bardziej, że świętujemy stulecie niepodległości Polski. Czy jednak po okresie skupienia się na gospodarce powrót do głębokich zmian strukturalnych i – co naprawdę ważne – kulturowych oraz cywilizacyjnych będzie możliwy? W polityce „wielki namiot”, obejmujący często ponad połowę wyborców, pozwala na komfortowe sprawowanie władzy, ale, paradoksalnie, może utrudniać przeprowadzanie istotnych reform. Siła reformatorska łatwo może stać się ociężała, niechętna do ryzyka, nadmiernie ostrożna. Realne posunięcia mogą zostać zastąpione przez coraz bardziej pusto brzmiące hasła. Mówiąc krótko: sukces też może prowadzić do klęski.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły