13 lipca
poniedziałek
Henryka, Kingi, Andrzeja
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Małpowanie wiary

Ocena: 4.4
1067

Brytyjski lewicowy dziennik „The Guardian” poinformował o nowym zjawisku: porzucaniu dobrze płatnych, prestiżowych zawodów przez ludzi, którzy poczuli powołanie do walki ze zmianami klimatu. Vushal Chauhan, lekarz, lat 30, zaczął pracę, ale każdy dyżur oznaczał konieczność zmierzenia się z ludźmi cierpiącymi fizycznie i psychicznie, często po próbach samobójczych. „Łataliśmy ich jako tako i wysyłaliśmy z powrotem do świata – wspomina – i zacząłem zdawać sobie sprawę, że jedynie zamiatamy pod dywan ułomności społeczeństwa, które zawodzi ludzi znajdujących się na marginesie, zamiast im pomagać”. Dr Chauhan nie mógł tego ścierpieć; zainteresował się kursami medytacji, które radykalna organizacja klimatyczna Extinction Rebellion (XR) oferowała „aktywistom z pierwszej linii frontu” Teraz jest w pełni zaangażowany w działania tej grupy. Został nawet na krótko aresztowany, co w oczach „Guardiana” jest najwyższej rangi wyróżnieniem.

Inny przypadek to Andrew Medhurst, były bankowiec z londyńskiego City. Najpierw wsparł czynem grupę blokującą drogi w ramach protestów klimatycznych, później zrezygnował z pracy i poświęcił cały swój czas i siły Extinction Rebellion. Uznał, że w związku z nadchodząca katastrofą – w perspektywie 30 lub 40 lat – żadne sukcesy zawodowe nie mają sensu.

Człowiek religijny rozpozna w tym postawę quasi-religijną, przynajmniej gdy chodzi o formę. Poświęcenie życia sprawie tak ważnej, że przesłaniającej wszystko inne. Gotowość służenia innym. Troska o daleką przyszłość, dalszą niż kres życia. Rzecz jasna, wszystko oparte na fundamencie z piasku – niepewnym, prawdopodobnie wykreowanym przez sprytnych macherów dysponujących globalnymi narzędziami wpływu. Ale ludzie tego nie czują, idą za wezwaniem, za podświadomą potrzebą i nawet – jak widzimy na przykładzie lekarza i bankowca – nieświadomie parodiują monastyczne tradycje chrześcijaństwa. Zachodnia lewica, zwłaszcza anglosaska, odrzuciła Boga, ale zachowała w sobie typową protestancką misyjność, z dobrze wyczuwalną nutką totalności. I nie pierwszy raz małpuje świat wiary. Podobnie działo się nie tylko w latach złotej świetności marksizmu, jeszcze nieskompromitowanego zbrodniami, ale także później. Wystarczy przypomnieć Kampanię na Rzecz Nuklearnego Rozbrojenia (CND, Campaign for Nuclear Disarmament) z lat 1957-1963 oraz 1980-1983, gdy miliony ludzi rzuciły się, by walczyć o jednostronne rozbrojenie. Trzeba było ślepej wiary, by w rezygnacji z broni atomowej przez jedną ze stron – tę mniej agresywną – widzieć drogę do lepszej świata.

A teraz jeszcze jeden cytat z „Guardiana”, gdzie australijska publicystka Bridie Jabour publikuje esej „Milenialsi kończą 31 lat: witajcie w wieku niedoli”. Chodzi o to, że pokolenie urodzone mniej więcej na przełomie tysiącleci kończy właśnie rozciągniętą niemiłosiernie młodość i wchodzi w wiek wczesnej dorosłości. Mieli wszystko: pieniądze, podróże, przygody, obfitość relacji, żadnych granic – ale dziś budzą się, nie mając w ręku niemal nic. Nie wiedzą, czego chcą. Czy wiązać się z kimś na stałe? Ale z kim? Czy kupować mieszkanie na kredyt? Ale po co? Czy robić karierę? Ale może już za późno? I tak dalej. Pokolenie skupione na sobie jak żadne wcześniej nie widzi w swoim życiu zbyt wiele sensu. I nawet nie da się powiedzieć, że desperacko owego sensu szuka. Z eseju Bridie Jabour przebija raczej smutek, poczucie, że nic już nie da się zrobić. Jedyna recepta, jaką autorka podaje, brzmi tyleż prosto, co jałowo: znajdź sposób, by przestać ciągle rozmyślać, zacznij myśleć o czymś poza sobą. Ładnie brzmi, ale jak to zrobić?

Nasuwają się dwie refleksje. Pierwsza: jeśli opieramy się na mocnych, sprawdzonych wartościach, jesteśmy bogaci. Bo życie bez poczucia sensu jest straszne. I druga: nie dziwmy się, że globalni reżyserzy tak bardzo dbają, by chrześcijaństwo na Zachodzie, nawet słabe, osłabić jeszcze bardziej, i dlaczego tak pilnują, by nie była to propozycja realnie dostrzegalna z perspektywy np. przeciętnego Brytyjczyka. Doprowadzili człowieka do tak ponurego punktu, że jak nigdy potrzebuje on wiary. Ale prawdziwej wiary owi reżyserzy nienawidzą, więc podkładają podróbki. Ale jak długo da się tak ordynarnie oszukiwać poddanych?

 

Idziemy nr 02 (742), 12 stycznia 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 lipca

Poniedziałek, XV Tydzień zwykły
+ Wspomnienie świętych pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 1,10-17; Ps 50,8-9.16b-17.21.23; Mt 10,34-11,1
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter