19 września
środa
Januarego, Konstancji, Teodora
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Media jak konstytucja

Ocena: 0
1180

Media obiegła informacja – podana przez red. Piotra Zarembę – że Prawo i Sprawiedliwość myśli jednak o przyjęciu gotowej już ustawy dekoncentracyjnej. Politycy PiS zdecydowanie zaprzeczyli. „Nie ma żadnego zielonego światła Jarosława Kaczyńskiego w tym temacie, czyli repolonizacji mediów. Ani zielonego, ani czerwonego, ani jakiegokolwiek innego. O tej sprawie nie rozmawiamy” – ogłosiła rzecznik PiS Beata Mazurek. Dementi zapewne prawdziwe, ale niewykluczone, że tylko w odniesieniu do tej konkretnej propozycji ścieżki działania, nad którą ministerstwo kultury pracowało przez ostatnie dwa lata. Bo generalnie w obozie rządzącym powraca refleksja, że przy obecnym układzie medialnym klęska może być tylko kwestią czasu. Towarzyszy jej jednak także myśl, że na dalej idące zmiany jest już zdecydowanie za późno.

Dekoncentrację, skutkującą być może repolonizacją (bo wielkie koncerny musiałyby sprzedać część swoich włości) można było przeprowadzić jedynie na początku kadencji, gdy kompromitacja systemu medialnego, wspierającego w ogromnej większości jedną stronę sporu politycznego, była oczywista. Liderzy prawicy uznali jednak, że ważniejsza jest reforma wymiaru sprawiedliwości, a dwóch bitew o tak poważnych konsekwencjach, także międzynarodowych, nie da się toczyć równocześnie. Była to kalkulacja o tyle uzasadniona, że wymiar sprawiedliwości jest w stanie zablokować wykonanie praktycznie każdej ustawy, co widzimy choćby w kontekście dekomunizacji ulic, masowo unieważnianej przez sądy pod byle pretekstem. Ale odłożenie sprawy spowodowało, że dekoncentracja stała się niewykonalna. Media III RP odzyskały poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie, zaczęły też uczestniczyć w różnych rozgrywkach wewnętrznych obozu dobrej zmiany. W społecznej pamięci zacierają się także wspomnienia z lat 2007-2015 i dziś trudno byłoby uzasadnić bardziej radykalne działania w sferze medialnej. Tym bardziej, że interwencja władzy publicznej w przestrzeń tak delikatną może się udać tylko wówczas, gdy społeczeństwo również widzi potrzebę jakiejś korekty; w przeciwnym razie zawsze wygląda to źle.

Pozostaje też pytanie, czy na pewno dekoncentracja przyniosłaby przewidywalne i dobre skutki. Czy rzeczywiście spluralizowałaby rynek? W jaki sposób konkretnie? Media to instytucje powiązane tysiącem nitek z otaczającym je światem – reklamowym, biznesowym, społecznym i politycznym. Gwałtowne ruchy wymuszone ustawą mogą oznaczać zawalenie się całych konstrukcji. Każde działanie musi być przemyślane i precyzyjne. Nie ma żadnej czarodziejskiej różdżki, za pomocą której można zmienić sferę tak istotną, tak mocno splątaną, tak intensywnie i tak głęboko obecną w życiu milionów ludzi. Łatwo za to wdepnąć na minę.

Nie jest jednak tak, że nic nie można zrobić. Państwo ma narzędzia, które pozwalają długoterminowo działać na rzecz zrównoważenia rynku. Jest m.in. dysponentem koncesji, może regulować otoczenie prawne, np. wprowadzając zasadę, że pierwsza koncesja dla każdego nadawcy jest niemal za darmo, a kolejne coraz droższe, co wymusi podzielenie się tortem z nowymi graczami. Sporo możliwości, również w zakresie dbania o obiektywizm przekazu, ma także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Inna sprawa, że kontekst polityczny niemal uniemożliwia jakiekolwiek działanie; każdy ruch, nawet wyjątkowo uzasadniony, może zostać łatwo przedstawiony jako polityczna represja. Wszystko wymaga także czasu, liczonego w latach, a może i dekadach.

Warto zwrócić uwagę, jak generalnie trwały jest polski krajobraz medialny, ukształtowany w latach 90. na warunkach dyrygentów transformacji. Do bytów wówczas powstałych dołączyły jedynie media założone przez koncerny niemieckie i kilka mediów konserwatywnych, budowanych oddolnie i wciąż relatywnie słabych. Tysiące przedsięwzięć nie przeżyły roku czy dwóch i dziś albo są jedynie pustym logo, albo zniknęły z rynku. To dowodzi, że mapa medialna ma charakter właściwie ustrojowy, a jej trwała zmiana jest równie trudna jak zmiana konstytucji czy wspomniana reforma wymiaru sprawiedliwości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI