13 listopada
środa
Mateusza, Izaaka, Stanislawa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miłość po błocie chodzi

Ocena: 4.275
776

Każdy choćby średnio rozgarnięty katolik wie, że Komunia Święta przyjmowana podczas Eucharystii to nie symbol, nie jakiś surogat, jedynie wyobrażenie czy odpowiednik, ale realne, najprawdziwsze Ciało Jezusa Chrystusa. Niestety lub stety okoliczności ostatnich dni każą postawić pytanie: co więc należy zrobić, kiedy ktoś niegodziwie postępuje z przyjętym przez siebie, skrytym w Komunii Świętej Ciałem Boga?

Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Nie słyszałem, choć być może takie są, by kapłani oraz wierni mieli w tej sprawie jakieś odgórne wytyczne. Rozumiem więc po trosze księży jednej z bełchatowskich parafii, którzy 28 października "zaaresztowali" trzynastolatka po tym, jak po przyjęciu Komunii Świętej wypluł ją i schował do kieszeni. A gdy stawiał opór - szarpali się z nim i wezwali policję.
Z drugiej strony – zastrzegając, że jest to moja prywatna opinia - podzielam zdanie rzecznika łódzkiej kurii ks. Pawła Kłysa, że „zachowanie księży w Bełchatowie było nie na miejscu” i że „ta sytuacja ich przerosła”. A abp. Grzegorza Rysia, kiedy – jak mówi ksiądz rzecznik – rozważa wyciągnięcie „ewentualnych konsekwencji wobec duchownych” - głęboko rozumiem.

+++++++

Wiele w tym kontekście nauczył mnie kilkuletni pobyt we Francji, kiedy niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji podobnych do wyżej opisanej. I zawsze reakcja tamtejszego Kościoła była ta sama – pokorne, wręcz modlitewne podniesienie i uczczenie przez księdza oraz wiernych wyrzuconego przez kogoś w kąt, na kościelną posadzkę Ciała Chrystusa. A jeśli była możliwość: także rozmowa ze sprawcą o tym, co zrobił, i dlaczego. Tyle. Nie więcej.

Sam kiedyś przed taką odrzuconą, konsekrowaną Komunią Świętą uklęknąłem, podniosłem z ziemi i przyjąłem jako „pokarm na życie wieczne” dla mnie. Nie trafił mnie szlag. Korona mi z głowy nie spadła, Jezus Chrystus nie stracił nic ze swojej boskości. A młodego chłopaka, który wtedy Ciałem Chrystusa wzgardził – otoczyłem modlitwą. Wspominam o tym w przekonaniu, że jest to o wiele skuteczniejsze, niż szarpanie się z nim, grożenie piekłem i próba ukarania już tu, na Ziemi, za profanację.

Czy w Bełchatowie doszło lub mogło dojść do profanacji? Pewnie tak. Nie mam najmniejszego zamiaru relatywizować tego, co złe. Jednak nie mam też najmniejszego zamiaru tej profanacji roztrząsać. Zostawiam to znawcom tematyki i innym samozwańczym adwokatom Jezusa Chrystusa, choć wcale nie jestem pewny, czy Chrystus tego potrzebuje. Wyżej wspomniana i wszystkie historie profanacji Najświętszego Sakramentu, wzgardzenia Jego Ciałem, chociaż są niepożądane i dramatyczne, pokazują mi nie tyle to, jak zły potrafi być człowiek (to dobrze wiem), ale - po raz enty - jak dobry, cichy i pokorny jest mój Bóg!

Bóg w którego wierzę, będąc nieskończenie wszechmocny jest nieskończenie miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. Nie każe nam nieprawości relatywizować, nazywać prawością, nie każe profanacji nazywać jedynie ekspresyjnym wyrażaniem siebie i swoich poglądów. Nie sugeruje, że grzech nie jest grzechem i wzywa nas do nawrócenia. Jednak „nie postępuje z nami według naszych grzechów ani nie odpłaca nam według naszych nieprawości” (Ps 103,9).

Obserwując ożywioną dyskusję „mędrców” nad niewątpliwie pożałowania godnym czynem wspomnianego nastolatka, jak wielka to profanacja i jak surowo trzeba za nią karać, przychodzą mi nieustannie na myśl napisane już wiele lat temu słowa piosenki Doroty i Jacka Zabrodzkich.

Trudno dziś ją spotkać na świecie, choć nie boi się blasku dnia.
Ludzie jej ciągle szukają. Pytają: co im da?

A miłość po błocie chodzi i często jej plują w twarz.
Nie myśli swego dochodzić, nie skusi jej żaden blask.

A miłość po błocie chodzi.
Kto fantazję większą ma?

Czy aby nie zapominamy, że Bóg wydaje swoje Ciało w nasze niegodne ręce nieustannie już od dwóch tysięcy lat? Największa na świecie Miłość nadspodziewanie często po błocie chodzi! Tak było, jest i pewnie już tak zostanie. Ponieważ Bóg ma fantazję większą, niż nasza. I daje – jak na krzyżu – zrobić ze sobą wszystko! Dla nas! Jest bliski! Za to Go kochamy i czcimy, a nie za Jego "nietykalność". Przy tym profanacja, jakiej dopuścił się ten trzynastolatek, to mniej, niż epizod w historii chrześcijaństwa. Tu nie potrzeba karać. Tu prawdopodobnie wystarczy stanowcza rozmowa matki z synem. Większy wysiłek włożony w wychowywanie.

A już na marginesie: jeśli ktoś upiera się, że profanacja, że surowo karać, że wzywać policję, a kiedy ktoś krytykuje księży za „zaaresztowanie” profanatora, że to jest skandal - to:
- Czy analogicznie nie powinniśmy wzywać policję za każdym razem gdy dochodzi do przyjmowania Ciała Chrystusa przez osoby nie będące w stanie łaski uświęcającej?
- Czy zaaresztowani nie powinni być wszyscy kapłani, którzy – zdarza się – sprawują Najświętszą Ofiarę w sposób niegodny?
- Czy nasze życie, jak ono wygląda - bez codziennej modlitwy, bez wierności choćby Dekalogowi - nie jest aby profanacją świątyni Boga, którą jesteśmy?
Wezwiemy w tym przypadku do siebie policję?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 listopada

Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dziś w Kościele:
+ środa, XXXII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna, pierwszych męczenników Polski
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Mdr 6,1-11; Ps 82,3-4.6-7; Łk 17,11-19
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -