21 września
poniedziałek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie można się bać

Ocena: 4.6
850

W trakcie kampanii wyborczej, gdy środowiska lewicowe sądziły, że Rafał Trzaskowski może wygrać, tęczowe flagi LGBT niemalże zniknęły z przestrzeni publicznej. Raz tylko kilku aktywistów przyszło przed Pałac Prezydencki, a poza tym cisza. Żadnych parad, marszy, prowokacji czy profanacji. Na wiecach kandydata opozycji dominowały flagi biało-czerwone i trochę unijnych. Sam Trzaskowski także unikał jak ognia odwoływania się do problematyki mniejszości seksualnych, którą wcześniej prezentowano jako polski problem numer jeden. Wyraźnie uznano, że aby wygrać, trzeba schować prawdziwy program (wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej: „Najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci”). Z taktycznego punktu widzenia – słusznie. Opozycja dobrze zapamiętała lekcję z wyborów europejskich, gdy parodie Mszy zapewniły obozowi rządzącemu rekordowo wysokie zwycięstwo (45,38 proc.), i postanowiła prezentować społeczeństwu bardziej umiarkowany wizerunek.

Trzaskowski przegrał i wszystko wraca na stare tory. Czyli do sytuacji, w której zawodowe kadry kolejnej lewicowej rewolucji próbują rozhuśtać nastroje społeczne. W istocie można mówić o ciągłym nękaniu większości, o atakach tak mierzonych, by wywoływały niepokój, irytację, w końcu poczucie frustracji, zmęczenie, rezygnację, skłonność do kapitulacji. Metody historycznie znane. W XIX wieku w podobny sposób działali anarchiści, a w wieku XX wiele odłamów radykalnej lewicy. Wówczas sięgano po przemoc bezpośrednią, obecnie – na szczęście – jest to głównie przemoc symboliczna. Krew już się nie leje (wyjąwszy dzieci nienarodzone), ale to nie znaczy, że nie jest to działanie mniej groźne w długiej perspektywie.

Spośród licznych prowokacji ostatnich dni szczególnie głośnym echem odbiło się „przyozdobienie” tęczową flagą figury Chrystusa stojącej przy kościele Świętego Krzyża w Warszawie. To pomnik mocno wpisany w dramatyczne dzieje stolicy. Gdy został zwalony w wyniku wybuchu niemieckiego Goliata we wrześniu 1944 r., upadł w taki sposób, że ręka Zbawiciela wskazywała na złocony napis Sursum corda – „W górę serca”. Czy nastolatki, które zrealizowały tę akcję, miały tego świadomość? Czy wiedziały, że dotykają miejsca szczególnie ważnego, symbolicznego? Jeśli tak, to bardzo źle. Jeśli nie, wcale nie lepiej. Ale zapewne ktoś decyzyjny wiedział, co robi, bo przecież już wcześniej aktywiści LGBT celowo profanowali najświętsze symbole, w tym wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej.

Atak na figurę Chrystusa skłonił Donalda Tuska do wyrażenia opinii, iż „Jezus stał zawsze po stronie słabszych i krzywdzonych, nigdy po stronie opresyjnej władzy”. W domyśle: Jezus byłby dziś z działaczami LGBT. Słowa w sumie zabawne, bo trzeba być naprawdę ślepym, by tak widzieć współczesny układ sił. Globalny walec zmutowanego bolszewizmu zdobywa kolejne kraje i całe kontynenty. Każdego, kto się postawi, chce zastraszyć, ośmieszyć, wygnać z życia publicznego, zmiażdżyć, a w końcu wysłać na śmietnik historii. Aby już nikt nie przeszkadzał w rekrutowaniu dzieci i młodzieży to tego szalonego tańca na cmentarzu wspaniałej niegdyś cywilizacji europejskiej. Słabszymi w tej wojnie są ci, którzy jeszcze rozumieją pojęcie wstydliwości. Ci, którzy chcą budować normalne rodziny. Ci, którzy bronią prawdziwych więzi międzyludzkich. I także ci, którzy przed figurą Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu schylają głowę – bo pamiętają, co to za miejsce, bo jeszcze umieją się modlić. To oni walczą heroicznie. Otoczone międzynarodową opieką materialną, polityczną i prawną kadry LGBT są niczym ZMP-owcy w późnych latach 40. i wczesnych 50. XX w. To za nimi stoi realna siła.

Jeden z najwybitniejszych analityków współczesności, prof. Ryszard Legutko, stwierdził niedawno w kontekście ofensywy ideologii LGBT: „To nie jest sprawa jakichś zmian kosmetycznych, to jest jakaś wielka inżynieria społeczna, która się dokonuje. To jest neokomunizm. Trzeba bić na alarm. Nie można ustępować. Nie można tu działać na zasadzie kompromisu. Ta druga strona nie chce kompromisu, ona chce nas całkowicie wyeliminować. Tu zatem nie ma mowy o jakiejkolwiek łagodności i perswazji. Albo my, albo oni”. Profesor ma rację. Zagrożenie jest potężne i dlatego trzeba walczyć. Wszędzie tam, gdzie trzeba i gdzie można. I może nieprzypadkowo właśnie teraz wróciło do nas to wezwanie sprzed kościoła Świętego Krzyża? A zatem: Sursum corda. Nie możemy się bać.

Idziemy nr 32 (772), 09 sierpnia 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 września

Poniedziałek, XXV Tydzień zwykły
+ Święto św. Mateusza, apostoła i ewangelisty
«Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4,1-7.11-13; Ps 19,2-5; Mt 9,9-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter