21 września
poniedziałek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie tylko symbole

Ocena: 0
660

Kończy się rok 2016, a debata krąży wokół nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. I tak jest od lat. A to za sprawą jakichś nowych dokumentów czy wypowiedzi, a to w związku z przeszłością posła PiS Stanisława Piotrowicza, w PRL prowincjonalnego prokuratora, dziś skarżonego o oskarżenie opozycjonisty (on sam przekonuje, że pomagał oskarżonym uniknąć kary). W przyszłym roku pojawi się pewnie inny motyw. O przypadku nie może być więc mowy. Tamten czas wciąż żyje między nami, nawet jeśli coraz większa część uczestników debaty albo go nie pamięta, albo urodziła się już po dramatycznych wydarzeniach.

Równolegle toczy się inna wojna, też już dobrze znana: o parędziesiąt metrów kwadratowych przed Pałacem Prezydenckim. Radykalny odłam KOD-u, działający pod nazwą Obywatele RP, podjął próbę przejęcia tego szczególnego miejsca, odbicia go z rąk tych, którzy od 80 już miesięcy każdego dziesiątego przychodzą złożyć kwiaty i zmówić modlitwę. W sobotę 10 grudnia Obywatele RP stawili się pierwsi i blokowali miejsce, niespecjalnie ukrywając, że jakąś zadymę przyjęliby z wdzięcznością. Lider ugrupowania Paweł Kasprzak deklaruje bowiem, że dołączyć do nich to znaczy „zadeklarować wypowiedzenie posłuszeństwa władzy i gotowość przyjęcia konsekwencji z tym związanych”, przyznając jednocześnie: „często łamiemy przepisy”. W przypadku placu przed pałacem na szczęście obyło się bez rozróby, policja wykazała się sprawnością nieznaną z czasów PO.

Daty-symbole i miejsca-symbole wciąż zdają się wielu kluczem do władzy. Obecna opozycja przez lata władzy sama wypisała się z tej świętej przestrzeni narodowego ducha, strojąc technokratyczne miny (a lubią przyrastać do twarzy) i szukając symboli bardziej „europejskich”. Teraz zrozumiała swój błąd i próbuje znów wpisać swoje działania w rytm polskiego pulsu. Stąd eksponowanie biało-czerwonych flag, niedawno postrzeganych jako coś wstydliwego, stąd demonstracje 3 maja, a teraz 13 grudnia. Możemy się spodziewać, że i inne daty wrócą do łask, kto wie, może nawet wezwanie „Bóg, Honor, Ojczyzna”?

Czy jednak to zwrócenie się ku przeszłości przyniesie poważniejszą refleksję? W latach 2005-2007 Platforma Donalda Tuska machała narodową flagą, klękała na rekolekcjach, zapowiadała ostrą dekomunizację. A później było, jak było. Ledwo rozsiedli się w rządowych fotelach, a już pragnęli rządzić narodem wymyślonym, a nie tym realnym. Zgodnie z liberalną doktryną, którą lewicujący socjolog Jan Sowa ujął niedawno tak: „Problem z liberalizmem polega na tym, że z jednej strony ceni sobie abstrakcyjną jednostkę, ale już konkretnych ludzi w społeczeństwie w jakimś sensie odrzuca. W liberalizm bardzo głęboko wpisane jest coś, co można nazwać populofobią, czyli lękiem przed ludem. Wynika z niej przekonanie, że lud składa się z chamskiej ciemnoty i wszystko, co od ludu się wywodzi, jest podejrzane. Musi więc zostać przefiltrowane przez elity i ich kompetencje kulturowe”.

Tych nawyków nie tylko nie da się zmienić, ale także nie da się ich schować. Z jednej strony będziemy więc świadkami przebierania się opozycji, zwłaszcza politycznej, w szlacheckie kontusze, a z drugiej dobiegały będą do nas odgłosy kolejnych wybuchów frustracji bezpośredniego zaplecza. Bo mija rok, stare kontrakty dogasają, a nowych nie ma, w wielu miejscach fiesta się kończy. Pieniądze, jeśli są, idą do polskich rodzin w ramach programu 500+, a nie na projekty typu „portal dla bezdomnych”. A poza tym, „oświeceni” tyle już powiedzieli, tyle już zarzucili, tyle się nademonstrowali, a rząd wciąż trwa. Eskalacja środków wyrazu jest nieuchronna. Już ją widać, choćby w łatwości sięgania po obelgi pod adresem zarówno PiS, jak i np. Kościoła. Wzięty na sztandary oskarżony o korupcję Józef Pinior raczył był nawet stwierdzić, że „to Kościół uformował chamów”. Dziwne ma doświadczenia, bo moje są całkowicie odwrotne. Chamstwo jawi mi się wprost proporcjonalne do wrogości wobec wiary.

Nie żyjemy w przeszłości, ale jest w niej klucz do przyszłości. Otóż ci, którzy stawali w polskich sporach po złej stronie, czy to w latach 80., czy później, zawsze w końcu dochodzili do przystanku „egoizm”. Darwinizm społeczny i wrogość wobec wspólnoty wydawała im się atrakcyjna, bo zwalniała z odpowiedzialności za fatalne skutki własnych decyzji. A dziś już wiemy, że nawet najpracowitsze i najsprytniejsze jednostki nie wyciągną nas z peryferii. Do przodu możemy tylko razem, całym narodem.

Idziemy nr 51 (585), 18 grudnia 2016 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 września

Poniedziałek, XXV Tydzień zwykły
+ Święto św. Mateusza, apostoła i ewangelisty
«Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4,1-7.11-13; Ps 19,2-5; Mt 9,9-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter