21 września
poniedziałek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niech sobie radzą

Ocena: 4.6
1253

W konwencji stambulskiej widzimy na ogół to, co układ genderowy chce zmienić, instrumenty rewolucji gender, które uruchamia. Warto jednak przyjrzeć się temu, do jakiego społeczeństwa się odnosi, co chce utrwalić i zachować. To jest nie mniej instruktywne dla zrozumienia znaczenia dokumentu. Ale oczywiście wymaga to poważnej i krytycznej lektury, więc kto ma rozum – niechaj czyta. Weźmy na przykład art. 17/2 dotyczący „udziału sektora prywatnego i mediów”. Przepis ten oznajmia, że „we współpracy z sektorem prywatnym” państwa „rozwijają i promują wśród dzieci, rodziców oraz wychowawców umiejętności radzenia sobie w środowisku informacyjnym i komunikacyjnym zapewniającym dostęp do poniżających treści o charakterze seksualnym lub brutalnym, które mogą być szkodliwe”.

Ten tekst warto przeczytać wolno jeszcze raz. Konwencja (w art. 17/2) zakłada jako stan dopuszczalny i trwały, że dzieci przebywają „w środowisku informacyjnym i komunikacyjnym zapewniającym dostęp do poniżających treści o charakterze seksualnym lub brutalnym”. Ten stan nie ma podlegać „wykorzenieniu” – w przeciwieństwie do „zwyczajów i tradycji” opartych „na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn” (art. 12/1), więc życia realizującego wzory ojca i matki rodziny. Nie, konwencja zna i respektuje tożsamość społeczeństwa liberalnego, szanuje jego naturę i prawa, których częścią jest „środowisko informacyjne i komunikacyjne zapewniające dostęp do poniżających treści o charakterze seksualnym lub brutalnym”. Owszem, to niesie problemy, ale dzieci mają obowiązek zdobyć „umiejętność radzenia sobie” w tym środowisku, a genderowe państwo już im w tym pomoże. Nie tylko państwo zresztą. Ma w tym pomóc sektor prywatny i media, chodzi bowiem zapewne o (za przeproszeniem) odpowiedzialność etyczną „środowiska informacyjnego i komunikacyjnego zapewniającego dostęp do poniżających treści o charakterze seksualnym lub brutalnym”.

Jak pisał niezapomniany Mario Puzo – Don Vito Corleone wyciągał ludzi z problemów, w które sam ich wpędzał. Ale zachowajmy umiar w takich porównaniach. Don Corleone wpędzał w kłopoty dorosłych, liberalne państwo przygląda się deprawowaniu dzieci.

***

Oczywiście trwa dalej nagonka na wszystkich przeciwników gender. I nagonka ta całkowicie odsłoniła intencje „antyprzemocowego” wizerunku i tytułu konwencji stambulskiej. Tytuł ten jest prostym instrumentem odczłowieczenia, a więc pozbawienia praw, więc również wyłączenia z debaty publicznej przeciwników ideologii gender i rodzin odrzucających genderową ideologię. Każdy, kto się przeciwstawi konwencji stambulskiej, jest nazywany zwolennikiem przemocy wobec kobiet, a ze „zwolennikami przemocy” przecież się nie dyskutuje, ich należy izolować, przynajmniej politycznie. Efektem tej przesyconej nienawiścią i przemocą demagogii jest więc otwarte zanegowanie debaty publicznej. Jej promotorzy jedynie podburzają swoich zwolenników – nie odpowiadają na argumenty oponentów. A zwolennicy ich to najczęściej prostoduszni wyznawcy paru liberalnych haseł, z reguły nie odróżniający oświadczenia od ustawy albo deklaracji od umowy międzynarodowej. Trudno mieć do nich wielkie pretensje, bo naprawdę nie wiedzą, co czynią.

Jednak promotorzy tej nagonki, trybuni genderowej demagogii, sugerujący, że Zjednoczone Królestwo tkwi w średniowieczu i promuje bicie żon, bo konwencji stambulskiej nie ratyfikowało, a króla koronuje w Opactwie Westminsterskim – doskonale wiedzą, co robią. Hańbią nie tylko debatę publiczną, ale również kompromitują tytuły, którymi się podpierają. W pewnym sensie to nic dziwnego, bo właśnie od wstydu ma nas uwolnić konwencja stambulska.

***

Ta demagogia byłaby bardzo utrudniona, społeczeństwo znaczenie trudniej byłoby dezinformować, gdyby władze – zgodnie z wielokrotnymi apelami – wysunęły na forum europejskim projekt Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. To nie przeciwnicy definiowaliby nasze stanowisko, ale zdefiniowałaby je Rzeczpospolita, pokazując, jak powinna wyglądać międzynarodowa współpraca na rzecz rodziny i czego wymaga jej ochrona. Projekt konwencji został publicznie przedstawiony przeszło dwa lata temu, prezentowałem go w Parlamencie Europejskim i we francuskim Zgromadzeniu Narodowym. Otrzymali go prezydent Rzeczypospolitej, minister spraw zagranicznych, minister rodziny, wszyscy uznali go za ważny, ale nie wywołało to żadnych politycznych następstw. Partia miała inne priorytety. Tymczasem dziś widać jasno, że nie obronimy naszej wolności, funkcjonując w systemie międzynarodowym promującym dzieciobójstwo prenatalne, rozkład życia rodzinnego i dezorganizację wychowania. Nowa fala czarnej rewolucji pokazuje, że albo będziemy prowadzić konsekwentną i umotywowaną politykę na rzecz cywilizacji życia i praw rodziny, albo każda próba realnych działań będzie się załamywać pod presją zagranicy, liberalnych mediów i towarzyszących im demonstracji złości. Czas uników się kończy. Dziś wybór jest prosty: decyzje albo kapitulacja.

Idziemy nr 31 (771), 02 sierpnia 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 września

Poniedziałek, XXV Tydzień zwykły
+ Święto św. Mateusza, apostoła i ewangelisty
«Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4,1-7.11-13; Ps 19,2-5; Mt 9,9-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter