22 sierpnia
środa
Cezarego, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ojcowie Ojczyzny

Ocena: 5
1153

Po raz szósty w poznańskiej Złotej Kaplicy została odprawiona doroczna Msza za dusze pierwszych władców Polski, Mieszka I i Bolesława Chrobrego. W tym roku mogłem w niej wreszcie uczestniczyć po raz pierwszy. To niezwykłe przeżycie, choć, w pewnym sensie, trudne. Jak Credo śpiewane pierwszy raz z pamięci.

Sama Złota Kaplica w poznańskiej katedrze nie jest pamiątką początków państwa, to uroczy zabytek katolickiego romantyzmu, jak katedra w węgierskim Ostrzyhomiu, albo (w sensie ideowym, bo zrealizowane jest jako neobarok) Brompton Oratory w Londynie. Romantyzm żył świadomością przemijania, stąd szukał historii. Na różne sposoby. Radykalny w rewolucji. Konserwatywny – w sięgnięciu do źródeł, w przekonaniu, że ożywienie tradycji wymaga jej rekonstrukcji. Jeszcze inne znaczenie miał dla narodów pozbawionych wolności. Dla nich był próbą zachowania, a często odtworzenia, zagrożonej tożsamości. Złota Kaplica przypomina więc również czasy pruskiej okupacji, gdy nienaruszona polskość żyła przede wszystkim w Kościele. I jak wspaniale! „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1,39).

Złota Kaplica jednak to tylko oprawa: jej najważniejsze miejsce sięga samych źródeł pamięci. To szczątki naszych pierwszych władców, pieczołowicie przechowywane od tysiąca lat, mimo wszystkich wstrząsów historii, których doświadczyła katedra. To one są tu najważniejsze, nie pomnik, nie mozaiki, nie obrazy. Czy nie wystarczą jednak kwiaty na sarkofagu?

Współczesne bałwochwalstwo łatwo może uznać żałobną modlitwę za pomniejszanie wielkości. Może w niej co najwyżej widzieć „substytut” narodowej czci, właściwy dla „przedpolitycznych” mas. A religijny subiektywizm może wzdragać się przed pozbawioną właściwego „autentyzmu” publiczną modlitwą za ludzi, którzy są dziś bardziej pomnikami niż osobami, z którymi nie mamy emocjonalnych czy egzystencjalnych związków.

Wieki wiary nie znały współczesnej „wielkości”, władcom nie stawiano pomników. Wznoszono Bogu wotywne kościoły za łaski, których doświadczyła Ojczyzna, jej władcy i poszczególni ludzie. A narody żyły w świadomości, że – jak uczy św. Tomasz – ich wspólny cel jest tej samej natury, co cel życia każdego człowieka. Bóg łączy wszystko.

Staliśmy więc w ten piątkowy wieczór przed ołtarzem, uczestnicząc w żałobnej Mszy, jak nasi przodkowie. W tym samym przywiązaniu i w tej samej nadziei. Naród bowiem to nie abstrakcyjna idea ani objawienie pogańskiej chwały. To polityczny i kulturowy porządek chroniący życie ludzi – duchowe, moralne, fizyczne. Za Ojców Narodu modlić się powinniśmy jak za naszych bliskich i przodków. Ten akt pokory – przez wdzięczność – jest jednocześnie aktem czci i wspólnoty. Modlimy się przy ich grobach, jak oni sami pokornie modlili się w tym miejscu. Prosimy Boga za nich, jak oni prosili za naszych przodków i za samych siebie. Z ich marzeń zrodziła się Polska.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI