Orbán górą
Co najmniej 400 tys. ludzi wzięło udział w marszu poparcia dla Victora Orbána w Budapeszcie. Dlaczego węgierski premier mimo przeprowadzania trudnych reform cieszy się taką popularnością w swojej ojczyźnie – pisze Jacek Karnowski.
Co najmniej 400 tys. ludzi wzięło udział w marszu poparcia dla Victora Orbána, jaki w sobotę przeszedł ulicami Budapesztu. Co najmniej czterysta, bo niektóre szacunki mówią nawet o milionie. Rzeczywiście, patrząc na zdjęcia, skalę wydarzenia – pod względem liczby uczestników – można porównać z wizytami Jana Pawła II w Polsce.
Sam marsz był odpowiedzią na wcześniejszą o kilka dni kilkudziesięciotysięczną demonstrację przeciwników Orbána. Co charakterystyczne, wiec prorządowy został w relacjach światowych, także polskich, zmniejszony do 100 tys., a wiec antyrządowy – napompowany do 100 tys., i w ten oto sposób wyszedł „remis”. Ale to w końcu nie nowość: konserwatystom we współczesnej Europie wiatr wieje w oczy, a socjalistom – w plecy. Głębokie reformy może przeprowadzać Zapatero, ale nie może Orbán, próbujący złamać postkomunizm.
To raczej nie przypadek, że dwie naprawdę poważne próby radykalnej zmiany stosunków społecznych zdarzyły się w Polsce i na Węgrzech. Oba kraje tym różnią się od pozostałych narodów naszej części kontynentu, że są narodami historycznymi (cieszyły się relatywnie długo silną państwowością), dysponują ogromnym zasobem kulturowym i tożsamościowym. I mimo niesprzyjającego ducha czasu w dużej części nie godzą się na rolę biernych klientów bogatszych sąsiadów. Chcą więcej podmiotowości i także historycznej sprawiedliwości. Polska rewolta lat 2005-2007 upadła, na Węgrzech trwa i dziś można zaryzykować twierdzenie, że ma więcej szans na sukces.
Dlaczego? Z kilku przyczyn. Przede wszystkim Victor Orbán zdołał zbudować szeroki, niepartyjny ruch społeczny, oparty na zaufaniu, a nie na podległości. Sobotnią manifestację zorganizowały organizacje pozarządowe: religijne, nawiązujące do tradycji historycznych, społeczne. Tym oddolnym wsparciem węgierski premier zrównoważył przewagę medialną drugiej strony. Ale i w sferze mediów nie pozostał bierny: będąc w opozycji stale szukał kapitału, co spowodowało wykupienie przez jego sympatyków kilku gazet i tygodników. Co nie mniej istotne, zdołał zgromadzić wokół siebie ekipę młodych, sprawnych polityków, którzy niezwykle profesjonalnie traktują stojące przed nową władzą wyzwanie.
Jak rozwiązał wieczny problem polityków obawiających się ambitnej konkurencji wokół siebie? Może po prostu uznał, że jego pozycja jest na tyle mocna, iż nie musi już stale oglądać się za siebie. Rezultaty widzieliśmy w czasie ataku ze strony europejskiej lewicy: oskarżona o autorytaryzm ekipa Orbana odpowiadała na zarzuty bardzo kompetentnie i precyzyjnie, merytorycznie, a nie emocjonalnie. Do tego sam Orbán – co jest ewenementem – pospieszył do Brukseli, by osobiście tłumaczyć się przed eurodeputowanymi. I wrócił z tarczą. W kilku punktach zadeklarował gotowość do ustępstw, w innych twardo bronił swojego stanowiska. Nie dał się sprowokować, do wszystkich się uśmiechał i rozbroił ładunek, zanim doszło do eksplozji. Nie bez znaczenia był także fakt, że partia Orbána – Fidesz – należy do międzynarodówki chadeckiej (EPP – Europejska Partia Ludowa), co gwarantuje jej minimalną choćby ochronę ze strony tej silnej grupy. Także ze strony polskiej PO – nieprzypadkowo premier Tusk nazwał ataki na Orbána „histerią”.
Inna sprawa, że gdyby narzucane Węgrom standardy potraktować poważnie, to i nasz szef rządu musiałby się gęsto tłumaczyć. W końcu co to za kraj, w którym jedna partia obsadziła wszystkie instytucje, kontroluje najważniejsze media i utrudnia jak może życie opozycji?
Jacek Karnowski
Autor jest redaktorem naczelnym portalu www.wpolityce.pl
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
- NIEBEZPIECZNA GRA - ks. H. Zieliński
- DLA KOGO DYSPENSA? - I. Świerdzewska
- PRZED NAMI DROGA - wywiad R. Molendy z ks. prał. dr. Piotrem Prietem z Opus Dei
- MILCZĄCY JEZUS CZYLI GORZKIE ŻALE - M. Buczkowski
- NARRACJE PASYJNE EWANGELII (1): MODLITWA W OGRÓJCU I POJMANIE JEZUSA - ks. P. Klimek
- NIE DO UNIESIENIA - M. Florek-Mostowska
- PEWNIE NIE WIESZ - V. Grzybowska
- EWANGELIZOWANIE WARSZAWY - wywiad R. Molendy z ks. prał. Henrykiem Małeckim
- NOWI KARDYNAŁOWIE - W. Świątkiewicz
- W DZIECIACH NADZIEJA - J. Karnowski
- TERAZ EMERYTURY - K. Ziemiec
- SUMA WSZYSTKICH SKANDALI - S. Meetschen
- CZAS POSTU - o. D. Kowalczyk SJ
KOMENTARZE
Niebezpieczna gra
Zabawa z mediami przypomina czasem zabawę odbezpieczonym granatem. Z tą różnicą, że w zabawie z mediami ryzyko śmierci – głównie cywilnej – jest chyba większe - pisze o sprawie Madzi z Sosnowca ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
W dzieciach nadzieja
Zmuszanie Polaków do pracy do późnej starości będzie miało ten namacalny skutek, że pozbawi młodych rodziców bezcennej pomocy dziadków – skuteczne sposoby wyjścia ze społecznej zapaści pokazuje Jacek Karnowski.
Więcej...
Teraz emerytury
Zdecydowana większość 40-latków przytakuje pewnie wicepremierowi Pawlakowi, który odważnie i szczerze przyznał, że „nie za bardzo wierzy w państwowe emerytury” – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Czas postu
Post nie jest negacją życia, negacją ciała. Post nakierowany jest na życie cielesne i nadprzyrodzone – o właściwym podejściu do postu pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Suma wszystkich skandali
Wielki Post to czas krytycznej autorefleksji, z pewnością również dla byłego już prezydenta Niemiec Christiana Wulffa. Naturalnie, także jego poprzednicy niemal zawsze zamieszani byli w mniejsze lub większe skandale, jednak sprawa dotycząca Wulffa ma zupełnie nowy wymiar.
Więcej...









