21 maja
poniedziałek
Wiktora, Kryspina, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Po pierwszym szoku

Ocena: 0
1177

Z tej awantury może wyjść także dobro. Nie ma już ucieczki za okrągłymi słowami, za obłą dyplomacją. Albo Polska obroni swoje dobre imię, albo zasiądzie na ławie oskarżonych za cudzą zbrodnię. A skoro okaże się, że można nas wrobić w cudzą zbrodnię, i to tej skali, to będzie jasne, że właściwie można z nami zrobić wszystko.

Po pierwszym szoku państwo polskie podjęło działania. Premier Mateusz Morawiecki zaprosił korespondentów mediów zagranicznych w Polsce do Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej na Podkarpaciu. Placówka nosi imię wielodzietnej rodziny Ulmów, zamordowanej za ukrywanie Żydów. Tam szef rządu wyłożył swoje stanowisko: Polska nie tylko nie ma zamiaru blokować prac naukowych związanych z Holokaustem, ale wręcz zaprasza badaczy z całego świata do prowadzenia w Polsce rzetelnych badań. Polska przyznaje, że sprawa ustawy o IPN mogła być lepiej wyjaśniona, mogła też przybrać inną formę słowną. Ale jednocześnie Polska nie wyrzeknie się prawdy o swoim własnym cierpieniu i nie pozwoli na fałszowanie historii Zagłady. To jest nasz Rubikon, którego nie przekroczymy. Bo Polska nie brała udziału w Holokauście i będzie tej świętej prawdy broniła za wszelką cenę.

Spotkanie w Markowej to nie koniec: do Muzeum Powstania Warszawskiego zaproszono dziennikarzy izraelskich (niektórzy dziwili się, że powstanie w getcie to nie to samo co powstanie warszawskie), rozpoczęto też produkcję i promocję anglojęzycznych spotów w mediach społecznościowych i na popularnych portalach zachodnich. Marszałek Senatu apeluje do Polonii o aktywność w głoszeniu prawdy. Pojawiają się ciekawe pomysły na nowe placówki muzealne, jak Muzeum Ratujących w centrum Warszawy.

Pierwsze efekty polskiej ofensywy są zachęcające: widać początki refleksji, również w Izraelu. Orwellowskie kłamstwo wciąż jeszcze nie zwyciężyło. Wciąż jeszcze żyją tacy ludzie jak Mosze Arens (rocznik 1925), jeden z najważniejszych polityków powojennej sceny politycznej Izraela. On wie, że „polski rząd i polskie podziemie nie współpracowało z Niemcami w czasie wojny. Oni walczyli z Niemcami” i że „to jest różnica pomiędzy Polską a innymi narodami w Europie, które trafiły pod niemiecką okupację”. Głos zabrał również szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel, który potwierdził, że to naród niemiecki ponosi wyłączną odpowiedzialność za organizację Holokaustu i za zbrodnie na narodzie polskim. Oby tylko za tym ładnym gestem poszło wsparcie niemieckiej soft power, choćby mediów, które oskarżenia wobec Polski stale wspierają. Niemcy – rzekomo etycznie dojrzali, prawdziwie zdenazyfikowani – od lat udają, że nie widzą procesu przesuwania winy za zbrodnie na tajemniczych „nazistów” i ich pomocników w krajach podbitych.

Interesująca jest również reakcja społeczeństwa polskiego, wyraźnie solidarnego z rządem w tej sprawie. Polacy wyczuwają, że stawką nie jest konkretny kształt ustawy; wiedzą, że nie chodzi również o wypieranie się nikczemnych czynów dokonywanych przez niektórych rodaków w strasznych czasach. Tu chodzi o coś więcej: o obronę prawdy zupełnie podstawowej, fundamentalnej. Chodzi o sprawę, jak to się kiedyś mówiło, gardłową. Niestety, część elit, zwłaszcza medialnych, zachowuje się inaczej: z dziwną przyjemnością wzmacnia fałszywe oskarżenia zachodnich mediów, formułując także własne. Czynią to szaleńczo, bo tym samym zmniejszają szanse swoich politycznych faworytów na powrót do władzy. Ale widocznie chęć dokuczenia rządzącym i irytacja na społeczeństwo (bo źle wybiera) jest impulsem silniejszym. Nawet w momencie tak krytycznym ci ludzie nie są w stanie zdobyć się na jakąkolwiek lojalność wobec sprawy polskiej. Nie można mieć żadnych wątpliwości, że to ludzie niebezpieczni. Ich rządy mogą przynieść Polsce jedynie klęskę. Bo nie można dobrze rządzić jakąkolwiek wspólnotą, czując do niej tak wielką niechęć.

W sprawie prawdy o Holokauście nie ma innej drogi niż ta, o której mówi Jarosław Kaczyński: trzeba walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć.

Idziemy nr 6 (644), 11 lutego 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły