23 lutego
sobota
Romany, Damiana, Polikarpa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Podróżnicy i poeci

Ocena: 0
1080

Coraz głośniej również prawicowa inteligencja narzeka na poziom TVP. Ostatnio sporo szumu narobił Wojciech Wencel, który ogłosił, że „poziom telewizji, zwanej niegdyś publiczną, sięgnął bruku”. Poeta ma już serdecznie dość programów informacyjnych „budowanych wokół paru pojęć jak cepy”, reporterów kopiujących styl pracy TVN 24 (uganiają się w sejmie za politykami opozycji) i dość wąskiego grona komentatorów politycznych, oraz oferty TVP Kultura, która „albo nudzi, albo obraża”. W sumie, stwierdza Wencel, „przemysł żenady”, którego nie usprawiedliwia nawet istnienie równoległego przemysłu pogardy, szydzącego z prawicy i wiary. 

Wencel w jednym ma rację: któż z nas by nie chciał polskiego BBC, oczywiście ze stosowną korektą ideową? Pozostaje pytanie, czy taka stacja jest do wyobrażenia w stawie, w którym pływają także agresywne rekiny? Warto zauważyć, że proces znużenia TVP pogłębia się wraz z zamazywaniem się wspomnień o faktycznie monopolistycznej rzeczywistości sprzed roku 2015. Z dzisiejszej perspektywy zmiana dokonana w Polsce wydaje się lekka, łatwa i właściwie oczywista. A skoro tak, to dlaczego nie zacząć eksperymentować, szukając rozwiązań idealnych?

Lekcja lat 2005-2007, gdy całkiem dobry rząd pierwszego PiS zniszczono medialnie – z premedytacją, na zimno – przemawia już chyba do niewielu. Podobnie jak najbardziej prawdopodobny scenariusz w razie upadku obecnego rządu, sprowadzający się do próby radykalnej przebudowy społeczeństwa w duchu lewicowym. Ja w każdym razie jednego jestem pewien: gdybym odpowiadał za kondycję „dobrej zmiany”, na rok przed wyborami nie ryzykowałbym żadnych gwałtownych zmian w sferze medialnej, bo, po pierwsze, jest na to już za późno, a po drugie, straty znaczącą przewyższyłyby ewentualne zyski. Bo to nie poeci, niestety, albo stety, decydują o wyniku wyborów.

O tym nie decydują również podróżnicy. Ale oni jednak, zwłaszcza ci najpopularniejsi, miewają dość znaczący wpływ na opinię publiczną. Najpopularniejszym jest oczywiście Wojciech Cejrowski, który co tydzień komentował sprawy publiczne w TVP Info. Na razie ma jednak przerwę, bo prezes TVP Jacek Kurski ogłosił „czas na refleksję” w związku ze spaleniem – podczas nagrania programu – unijnej flagi (którego to fragmentu telewizja ostatecznie nie wyemitowała; nagranie upublicznił sam Cejrowski). Kurski określił incydent jako „infantylny” i „mający znamiona antypolskiej prowokacji”. Sam Cejrowski sugerował wcześniej, że traci swoje okienko, ponieważ zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, iż „ma za pazurami krew niewiniątek” w związku z brakiem ustawy zakazującej aborcji eugenicznej, oraz stwierdził, że prezes PiS powinien zostać spoliczkowany za pogrożenie palcem jednej z posłanek.

Cóż, to było do przewidzenia. Przy politycznym disco polo można się chwilę pośmiać i pobawić, ale nie da się nic sensownego zatańczyć. Wyrywanie Polski z postkomunizmu i postkolonializmu nie jest łatwą sprawą. Wymaga odwagi, ale i rozwagi. Wymaga śmiałych ofensyw, ale również umiejętności odpuszczania, gdy grozi okrążenie. Ktoś, kto podpowiada Polakom działania skrajne, egzotyczne, w sumie bezmyślnie, pomaga naszym wrogom. Jaki jest bowiem prawdziwy sens palenia unijnej flagi na antenie TVP? Ano taki, że cały happening zostanie potraktowany przez opozycję jako kolejne potwierdzenie rzekomego dążenia rządu do tzw. Polexitu. Wizja wyjścia z Unii Europejskiej ma z kolei na tyle przestraszyć Polaków, że zdecydują się pogonić rząd PiS. Jest to tak oczywisty ciąg logiczny, że trzeba złej woli, by tego nie dostrzegać. Jeśli postawimy się w roli reżyserów drugiej strony, to zobaczymy, że jest to ich wymarzony scenariusz.

Czy mając na pokładzie tyle egzotyki, prywaty, a często wręcz szaleństwa, polska prawica jest w stanie zbudować własną wersję BBC? Obawiam się, że skończyłoby się na telewizji w typie bałkańsko-tureckim. Byłoby energetycznie, wesoło i żwawo, ale nie trwałoby to zbyt długo; szybko powtórzyłby się scenariusz z lat 2005-2007. Na pocieszenie znany podróżnik pomachałby nam z jakiegoś Peru lub Chile, doradzając przy okazji jeszcze większą bezkompromisowość.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -