24 lutego
sobota
Macieja, Bogusza, Sergiusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pozwólmy dzieciom chodzić na pogrzeby

Ocena: 4.62223
497

„Świętej pamięci Katarzyna pozostawiła troje dzieci, siedmioro wnuków i dziewięcioro prawnuków”. Zgromadzeni na wspólnym pożegnaniu w kościele dyskretnie się rozglądają. W ławkach sami dorośli. Żadnego małolata nie widać. Czyżby wspomniane kolejne już pokolenie aż tak wyrosło? Tak coraz częściej wyglądają pogrzeby w Polsce. Księża, czy to w prywatnych rozmowach, czy nawet na kazaniach, zwracają uwagę, że na pogrzebach nie ma dzieci. Są oczywiście takie tragedie, gdy rodzice żegnają swoje dziecko i wtedy inne dziecko w tym samym wieku, obecne w kościele i niekoniecznie rozumiejące powagę sytuacji, może stanowić dodatkowy ból dla pogrążonych w żałobie. Duchowni nie nawiązują jednak do sytuacji wyjątkowych, lecz do faktu, że wnuki coraz rzadziej żegnają swoich dziadków. Co się zatem stało?

Niedawno przez media przetoczyła się dyskusja o weselach, na które dzieci nie są zapraszane. Kwestia dotyczyła nie stanu materialnego nowożeńców czy wielkości sali, ale mody na to, by ze świętowania – które przecież jest radością z powstania nowej rodziny – wyciąć najmłodszych. Jak można było wyczytać w komentarzach, pijani wujkowie bardziej pasują do tej celebracji niż pełne radości życia dzieciaki. Internet pełen jest porad, jak narzeczeni powinni zasygnalizować gościom, że wolą, aby ci wcale się nie pojawili, niż przyszli całą rodziną. Sama przeżyłam kilka takich „zaproszeń” i pomimo internetowych porad wyszło bardzo niezręcznie, a tę niechęć do rozbrykanej dziatwy traktuję jako element zmiany kulturowej.

Na pogrzebach jednak zaproszenia nie obowiązują. Pytanie więc, dlaczego sami robimy to naszym dzieciom. Oczywiście można mówić o potrzebie skupienia, wyciszenia. Łatwiej jest przyjść samemu. Tyle że wychowanie, także w wierze, nie idzie w parze ze słowem „łatwiej”. Może nie chcemy zakłócać ich beztroskiego dzieciństwa? Po pierwsze, ten czas wcale nie jest pozbawiony problemów. Jakże wielkich z perspektywy młodego człowieka, a tym samym wartych poważnego traktowania! Po drugie, nasze dzieci mają więcej styczności ze śmiercią niż rodzice czy dziadkowie, gdy byli w ich wieku. Tyle że ta śmierć jest często animowana, fikcyjna, pozbawiona prawdziwego bólu, a bohaterowie jak w produkcjach Marvela odradzają się nieskończoną liczbę razy, a to z jednej komórki, a to z pamięci dysku twardego. Po trzecie i najważniejsze, pytania i rozmowy o śmierci są niezwykle ważne i potrzebne. W przeciwnym wypadku wychowujemy dzieci, jakby śmierci nie było… a przecież jest! Rozmowy o przemijaniu powinny być dostosowane do wieku i wrażliwości dziecka. A w takim razie wymagają kogoś, kto dziecko doskonale zna i ma na takie dyskusje czas. To mamy być my – ich rodzice, dziadkowie, najbliżsi. Uciekając od tego, zostawiamy losowi – czy przypadkowi – jeden z ważniejszych tematów i, co bardzo ważne, radzenie sobie z emocjami, które on budzi. Jako wierzący naprawdę mamy o czym mówić! Co więcej, jesteśmy to winni odchodzącym bliskim i naszym dzieciom.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 lutego

Sobota, I Tydzień Wielkiego Postu
Oto teraz czas upragniony,
oto teraz dzień zbawienia.


+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 43-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Modlitwa o pełne zaufanie Jezusowi
Modlitwa o dobre przeżycie Wielkiego Postu
+ Nowenna zawierzenia woli Bożej - o. Dolindo

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Materiał Partnera Portalu



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter