20 czerwca
środa
Diny, Bogny, Florentyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Słowacka lekcja

Ocena: 0
1275

Spokojna, wręcz nudnawa Słowacja przeżywa poważny kryzys polityczny. Prezydent Andrej Kiska wzywa do rekonstrukcji rządu, premier Robert Fico odmawia. Przez kraj przetaczają się niewidziane tam od dawna demonstracje. To reakcja na zabójstwo 27-letniego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego przyjaciółki. Mało kto wątpi, że motyw zbrodni miał związek z zawodową działalnością ofiary. Kuciak zajmował się słowackimi biznesmenami; ostatnio m.in. badał, w jaki sposób unikają płacenia podatków. Niektóre pośrednie wątki wiodły do polityków rządzącej partii SMER i premiera Fica.

Tego typu zbrodnia mogłaby się oczywiście zdarzyć również w Polsce. W przeszłości w tajemniczych okolicznościach ginęli u nas dziennikarze, którzy weszli w drogę oligarchom (Jarosław Ziętara). Niedawno, w 2015 r., zamordowano dziennikarza z Mławy, 32-letniego Łukasza Masiaka. Nie były to jednak zdarzenia aż tak spektakularne jak to, co zdarzyło się na Słowacji: mówimy o śmierci dziennikarza piszącego o ludziach dotykających szczytów władzy, w kraju, który szczycił się stabilnością i obecnością w tzw. unijnym jądrze.

W tym kontekście przypomniała mi się rozmowa ze słowackim dziennikarzem, który kilka miesięcy temu podczas konferencji w siedzibie SDP z wyraźnym politowaniem ubolewał nad toczącą się w Polsce „zimną wojną domową”. Przesłanie było jasne: u nas wszystko jest bardziej cywilizowane, media są o niebo spokojniejsze i bardziej obiektywne, a politycy nie walczą na noże. I takie wrażenie rzeczywiście sprawia Słowacja, przynajmniej widziana z oddali. Tymczasem okazuje się, że tatrzańska idylla to tylko część obrazu.

Nie chodzi, broń Boże, o wypominanie Słowakom, że u nich też bywa różnie (w tym wypadku tragicznie), ale o sprawę ważniejszą: oto pozorny spokój krajów postkomunistycznych bardzo często kryje brudne bebechy. Zachodni blichtr przesłania brutalność nowych właścicieli, powiązania oligarchów z politykami, fasadowość życia politycznego oraz słabość instytucji państwa. Atmosfera normalności trwa, bo nikt nie rusza pewnych ludzi i pewnych interesów. Trochę tak jak u nas za Tuska, gdy pędząc na Zachód, nie zapominano, by jednak dokończyć prywatyzację Ciechu.

Dziś w Polsce jest inaczej: trwa próba odbudowy podmiotowości państwa i jego instytucji. Próba trudna, często niemiła, męcząca, wielu także gorsząca, ale jednak realna, mimo że nie wszystko się udaje. Trwa proces, który przywraca władzę polityczną wyborcom i siłom politycznym, pozbawiając wpływu niejawne grupy interesów, zwłaszcza dorobionych na interesach z państwem oligarchów. Towarzyszy temu ostra walka, mocny język, atmosfera konfrontacji, często wywołująca zdziwienie także naszych sąsiadów z obszaru dawnych „KDL”. Ale to jest jednak walka o sprawy naprawdę ważne.

W Polsce też mamy oligarchów, choć relatywnie niewielu; do kategorii grubych ryb można zaliczyć właściwie tylko jedno nazwisko, do tego kilka postaci niższej rangi. Dziś zresztą nie są oni tak potężni jak wcześniej, bo nie mają bezpośredniego przełożenia na rządzących. Wpływy pośrednie oczywiście całkowicie nie zniknęły, ale to już jednak nie to; muszą się raczej bronić i myślą, jak przetrwać, a nie jak przeprowadzić kolejną „prywatyzację”. Co ważne, obecny obóz rządzący w swoim zasadniczym rdzeniu nigdy nie był blisko powiązany ze światem biznesu, przynajmniej nie na tle konkurencji. To daje mu dość dużą swobodę manewru; gdyby było inaczej, niemożliwa byłaby skuteczna walka z oszustwami na podatku VAT (o tym m.in. pisał Kuciak) ani z nielegalnym importem paliwa.

Widzimy na przykładzie Ukrainy, do czego prowadzi oligarchizacja, czyli oddanie władzy nad gospodarką i polityką kilku potężnym „rodzinom”. Gdy raz wpadnie się w tę pułapkę, nie ma sposobu wyjścia. A przecież teoretycznie chodzi o prywatyzację przedsiębiorstw państwowych – po to, by działały efektywniej. I często działają efektywniej, ale jednocześnie ich właściciele zawłaszczają państwo, sami stając się państwem. Z czego wniosek jest jeden: być może w naszym regionie Europy, jeśli chcemy mieć jako takie państwo, nie możemy państwa całkowicie wyprowadzać z gospodarki. Bo nawet pewne upolitycznienie wielkich koncernów jest jednak znacznie mniej groźne, niż uczynienie z nich narzędzia przeciw państwu.

Idziemy nr 10 (648), 11 marca 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły