12 sierpnia
środa
Innocentego, Lecha, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Test naszej wiarygodności

Ocena: 4.31538
2512

Mamy przed sobą II turę wyborów prezydenta RP – wyborów niezwyczajnych, ponieważ czy chcemy tego, czy nie, tym razem na serio decydować będziemy o tym, w jakiej Polsce chcemy żyć. W Polsce białoczerwonej, czy tęczowej? Takiej, w której – nawiązując do słów marszałka Marka Jurka - wybiera się życie, czy rewolucję? Te wybory, to opowiedzenie się po konkretnej stronie wojny cywilizacyjnej, która w Polsce rozgrywa się obecnie na naszych oczach!

W obliczu tej wojny możemy już teraz przyjąć jedną z dwóch postaw: albo opowiedzieć się po stronie bliższego sobie, konkretnego kandydata, albo - hołdując wpojonym społeczeństwu w czasach PRL-owskich zasadom postępowania - siedzieć cicho. Tak czy inaczej nie da się stłumić w ludziach, którzy mają „serce bardziej na prawo”, obserwacji, która – znając Andrzeja Dudę i Rafała Trzaskowskiego, ich wypowiedzi, program i zaplecze polityczne - narzuca się sama przez się: że Trzaskowski jest z kompletnie innej bajki, niż katolicka, nastawiona patriotycznie część naszego społeczeństwa. I że świadomy siebie, nieuwikłany w nic, co odbierałoby mu autonomię wyboru, a przy tym wiedzący, co dookoła dzieje się katolik po prostu nie powinien 12 lipca zagłosować na Trzaskowskiego.

Wyobrażam sobie w tym miejscu lektury święte oburzenie wielu czytających, że to mieszanie wiary i polityki, że niedopuszczalna próba ingerencji w wolność wyboru, który powinien być dokonywany w zgodzie wyłącznie z własnym sumieniem. Niech mi oburzeni wybaczą, ale to są bzdury.
Nie zamierzam narzucać nikomu, na kogo ma zagłosować. Każdy musi wybrać za siebie i być za ten wybór odpowiedzialny. To jednak, na kogo 12 lipca oddamy swój głos, a jeszcze wcześniej – kogo zarekomendujemy jako naszego kandydata, jest ważnym testem naszej wiarygodności. Czy zgodnie z maksymą Arystotelesa (przypisywaną także amerykańskiemu pisarzowi i filozofowi E. Hubbardowi): „chcesz uniknąć krytyki – nic nie rób, nic nie mów i bądź nikim” zachowamy milczącą obojętność? Czy jednak odważnie opowiemy się - jak ostatnio choćby marszałek Marek Jurek czy córka rotmistrza Pileckiego Pani Zofia Pilecka-Optułowicz – po konkretnej stronie wspomnianej wojny, której jesteśmy uczestnikami i która wpłynie na naszą przyszłość.

Jasne opowiedzenie się za konkretnym kandydatem ma charakter świadectwa, deklaracji, kim jesteśmy, gdzie jest nasz skarb, za którym dąży nasze serce, i jaka w nas siła, by świadczyć o tym, co uznajemy za prawdę, a co za fałsz? Czas „odkryć się” i uwiarygodnić.

Ktoś może powie: ani Andrzej Duda, ani Rafał Trzaskowski nie jest tym wymarzonym; zawiódł oczekiwania, np. te dotyczące zaostrzenia prawa dopuszczającego aborcję lub nie dość mocno sprzeciwił się słynnej amerykańskiej ustawie 447?
Marzycielom trzeba przypomnieć realia. Nowym prezydentem RP zostanie jeden ze wspomnianych wyżej panów. Innych kandydatów nie będzie nawet kiedy tych potraktujemy jak mniejsze lub większe zło. To nie konkurs piękności, ale wybór nie tylko jaka, ale – nawiązując do klasyka – czyja przez najbliższe 5 lat będzie Polska. A odmowa opowiedzenia się za pierwszym lub drugim z nich będzie jedynie oddaniem w ręce innych prawa do wyboru osoby, która będzie miała nad nami wcale niemałą władzę. Będzie naszą twarzą na arenie międzynarodowej. W naszym imieniu może wysłać nasze wojska za granicę. Będzie - przy braku możliwości zebrania trzech piątych głosów przez jakiekolwiek ugrupowanie w Sejmie – decydować o wszystkich uchwalanych przez parlament ustawach. Będzie nie pytając nas o zdanie ratyfikować bądź wypowiadać umowy międzynarodowe. A to tylko część jego prerogatyw. Nie jest więc wszystko jedno, w czyje ręce oddamy te wszystkie możliwości.

+++++

Wspomniana wiarygodność dotyczy być może w jeszcze większym stopniu naszych środowisk – grup, ruchów, stowarzyszeń, w których kształtujemy się, formujemy, żyjemy. Dlatego np. trudno mi, jako członkowi Domowego Kościoła, który pamięta żyjącego jeszcze ks. Franciszka Blachnickiego, obserwować, jak odpowiedzialni za Ruch Światło-Życie dotąd nie rekomendowali otwarcie oazowiczom w wyborach Andrzeja Dudy.
To przecież nie Duda, ale Trzaskowski odnosi się do Kościoła wręcz wrogo. To nie Duda, ale Trzaskowski i jego środowisko próbują wprowadzać inicjatywy z gruntu sprzeczne z katolicką nauką społeczną. To Trzaskowski, a nie Duda lekką ręką zasilił kwotą już niemal 2 mln złotych z podatków warszawiaków, także tych z Oazy, działalność „antydyskryminacyjną” b. agentki SB zajmującej się jeszcze w latach 80. XX w. zwalczaniem Ruchu Światło-Życie oraz jego inwigilowaniem, a potem bezpośrednio zamieszanej w otrucie ks. Blachnickiego.
Dlaczego więc Ruch Światło-Życie i szczególnie Domowy Kościół nie rekomendował dotąd, i to z poziomu odpowiedzialnych krajowych, kandydatury Andrzeja Dudy? Pewnie się takiej rekomendacji już nie doczekam, ale będzie to jedynie świadczyć o dzisiejszej kondycji Ruchu Światło-Życie i zatraceniu w nim niezłomnego ducha ojca założyciela. Ten nigdy nie wahał się wskazywać oazowiczom, co dobre, a co złe, co prowadzi do wolności, a co zniewala, co jest Nową Kulturą, a co próbą narzucenia nowego ładu moralnego i kulturowego.

Nie powinniśmy w takich sprawach milczeć! Jest to test wiarygodności dla wszystkich mniej lub bardziej "kościelnych" środowisk. I nie dajmy się nikomu zepchnąć "do kruchty". Katolicy są w Polsce pełnoprawnymi obywatelami.

+++++

Bardzo pouczające jest w kontekście obecnych wyborów orędzie Episkopatu Polski z dnia 10 września 1946 roku: “Polak katolik wobec państwa i wyborów”. Bł. Ks. Jerzy Popiełuszko, przypominając je środowiskom ludzi pracy, sformułował je w punktach. Warto niektóre z nich przypomnieć.

„katolicy jako członkowie społeczności państwowej mają prawo wypowiadania swych przekonań politycznych”

„katolicy mogą głosować tylko na takie osoby, listy i programy wyborcze, które nie sprzeciwiają się katolickiej nauce i moralności”

„katolicy nie mogą oddawać swoich głosów na kandydatów takich list, których programy albo metody rządzenia są wrogie zdrowemu rozsądkowi, dobru narodu i państwa, moralności chrześcijańskiej i światopoglądowi katolickiemu”!

Nie można będąc konserwatystą zgadzać się na to, by ktoś w naszym imieniu, w imię postmodernistycznych bajań rozsadzał nam istniejący ład społeczny i zmieniał nam świat na taki, w którym za najwyższe autorytety są uznawane osoby twierdzące, że rodzina to opresja.
Nie można będąc niepodległościowcem wychwalać zbrodniarzy komunistycznych jednocześnie likwidując ulice bohaterów naszej niepodległości lub wybierać kogoś, dla kogo hasła niepodległościowe są promowaniem faszyzmu.
Nie można będąc patriotą głosować na kogoś, kto w 2016 roku współtworzył rezolucję PE „przeciwko Polsce” tylko po to, by osiągnąć własne cele polityczne i będąc członkiem rządu PO-PSL współprzyczynił się do wyprzedaży w latach 2008-2014 majątku należącego do Skarbu Państwa (m.in. banki, strategiczne gałęzie gospodarki, zakłady produkcyjne itd.) na łączną kwotę ponad 58,6 mld zł – nie na rozwój Polski, ale spłatę zaciągniętych przez siebie kredytów.

Podobnie nie można będąc katolikiem głosować na kogoś, kto ma w nosie katolicką naukę społeczną, dla kogo miejsce na Boga i krzyż jest jedynie w kościele, a parodiowanie Mszy Świętej podczas homo-parad równości czy profanacje Jasnogórskiego Obrazu Matki Bożej to jedynie wyraz niewinnej artystycznej ekspresji. Katolik, jeśli nim jest, nie powinien wskazywać do decydowania o najważniejszych sprawach w kraju kogoś, kto w ramach realizowania obcej katolikom inżynierii społecznej będzie hołdował próbom wmówienia społeczeństwu, że każdy może ustalać swoją płeć zgodnie z aktualnym samopoczuciem, w którym pary homoseksualne będą mogły tworzyć formalne związki i adoptować dzieci, w którym nie będzie w szkołach miejsca na katechezę, za to nie zabraknie go dla seksedukatorów uczących nasze dzieci czerpania przyjemności z samogwałtu.

Trzeba napisać bez ogródek: to wszystko o kandydacie Trzaskowskim bądź już wiemy, bądź może to realnie przynieść ze sobą możliwa, jeśli tak sobie wybierzemy, prezydentura Rafała Trzaskowskiego. Pytanie więc: czy właśnie tego chcemy? A jeśli tak, to czy jesteśmy wiarygodni jako konserwatyści, niepodległościowcy, patrioci, katolicy?

+++++

Ktoś może powiedzieć, że – jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego – „Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne. Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu” (KKK 1782). Ale to nie wszystko, na co KKK wskazuje. Zaraz potem czytamy, że nasze sumienie może pozostawać w ignorancji. Dlatego abp Marek Jędraszewski zachęcając w poniedziałek do udziału w wyborach zaapelował o głosowanie „zgodnie z właściwie ukształtowanym sumieniem”.

Sumienie – jak wskazuje KKK - „powinno być uformowane, a sąd moralny oświecony”. Sumienie nie powinno formułować swoich sądów z powietrza, ale „kierując się rozumem, zgodnie z prawdziwym dobrem chcianym przez mądrość Stwórcy”, a „wychowanie sumienia jest nieodzowne w życiu każdego człowieka, który jest poddawany negatywnym wpływom, a przez grzech - kuszony do wybrania raczej własnego zdania i odrzucenia nauczania pewnego” (KKK 1783). W końcu czytamy, że „domaganie się źle pojętej autonomii sumienia, odrzucenie autorytetu Kościoła i Jego nauczania, brak nawrócenia i miłości mogą stać się początkiem wypaczeń w postawie moralnej” (KKK 1792). Wspomniana ignorancja sumienia nie zawsze jest wolna od naszej własnej winy. Warto więc kierując się własnym sumieniem spojrzeć, czy ten kompas nie oszukuje nas z powodu naszych własnych zaniedbań.

Prymas Tysiąclecia wskazywał w 1979 roku: „Bądźcie odpowiedzialni za ład społeczny i moralny, ład myśli i uczuć, odpowiedzialni za przyjęte na siebie obowiązki, za miejsce, jakie zajmujecie w ojczyźnie, w narodzie, w państwie, w życiu zawodowym. Tą drogą idzie się do wielkości. A narodowi potrzeba wielkości. Nie myślcie, że naród może wypełnić swoje zadanie tylko z pomocą ludzi bez wyrazu, którzy żyją byle jak, aby przeżyć, aby jakoś się odkuć, aby wykręcić się tanim kosztem; dzisiaj na uczelni profesorowi, a jutro na urzędzie czy stanowisku podjętym obowiązkom. Łatwizna życiowa jest największym wrogiem współczesnej Polski. Nie tylko niekompetencje, ale i nieuczciwość ludzi kompetentnych, wykształconych, znających swoje zadania, nawet dobrze uposażonych, może doprowadzić do straszliwej katastrofy naszej ojczyzny”.

Z kolei bł. ks. Jerzy Popiełuszko wskazywał, że „Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewalania, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi upominać się odważnie dla siebie i dla innych”.

Bądźmy więc wiarygodni i odważni!

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 12 sierpnia

Środa, XIX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Joanny Franciszki de Chantal, zakonnicy
«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy».
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ez 9,1-7;10,18-22; Ps 113,1b-6; Mt 18,15-20
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Nowenna do Matki Bożej Łaskawej w intencji Ojczyzny (5-14 sierpnia)
12 sierpnia - Parafia MB Częstochowskiej w Wołominie

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter