2 czerwca
wtorek
Marianny, Marcelina, Piotra
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

To co było, minęło

Ocena: 0.5
934

Choć mijają kolejne tygodnie, a niedługo już miesiące, to wszystko, co dzieje się wokół nas, wciąż wygląda jak jakiś niemiły sen, a chwilami wręcz koszmar. Albo jak scenariusz kiepskiego filmu katastroficznego klasy B. Jak to możliwe, że cały świat – tak pewny siebie, tak technologicznie zaawansowany, tak zglobalizowany – stanął z powodu wirusa, który długo wydawał się po prostu kolejną mutacją grypy, czasem zabójczej, ale generalnie mało groźnej? A jednak stało się. Historia znów przyszła z boku, uderzając w punkt, który wydawał się naszą mocną stroną.

Przeczuwamy, że nie będzie łatwego powrotu do tego, co było. Będzie „nowa normalność”, jak to się ujmuje. Będziemy opowiadali naszym dzieciom i wnukom, że kiedyś można było kupić bilet ipolecieć do jakiegoś miasta bez obaw i bez sprawdzania poziomu zagrożenia epidemiologicznego. Że w czasie Mszy Świętej przekazywaliśmy sobie znak pokoju poprzez uścisk dłoni i witaliśmy się w ten sposób bez żadnej analizy ryzyka. Już teraz, gdy oglądam „stare” filmy, łapię się na myśli: „Oni stoją zbyt blisko siebie! Nie powinni sobie podawać ręki, to nierozsądne!”. Pewnie to chwilowa obsesja, ale tak właśnie jest. Poprzednie pokolenia też to przeżywały: po roku 1939 rzeczywistość przedwojenna stała się utraconą arkadią wolności i normalności. Nawet nam, pokoleniu wychowanemu w latach 80., epoka Gierka z jej dość zabawnym „dobrobytem” jawiła się jako konsumpcyjny raj, w którym wsklepach było kakao bez kartek.

Musimy jakoś z tego wyjść, nawet jeśli wirusa nie da się wypędzić. W świecie anglosaskim odsamego początku toczy się dyskusja, czy podjęte środki nie są gorsze od choroby. Bo owszem, puszczenie wirusa na żywioł zabiłoby tysiące ludzi, może więcej, ale ilu zabije załamanie gospodarki? Jakie będą koszty masowego bezrobocia, krachu opieki socjalnej i służby zdrowia, a być może również wojen, które często następują po tego typu załamaniu się systemów? Pytanie ciekawe, ale tak naprawdę nikt nie miał wyjścia – walkę w obronie najsłabszych, najbardziej zagrożonych trzeba było podjąć. Gdybyśmy jej nie podjęli, nie moglibyśmy nazywać siebie ani demokratami, ani chrześcijanami. Symptomatyczne, że przy metodzie „odporności stadnej” najdłużej zdaje się trwać Szwecja, mieniąca się krajem arcydemokratycznym, ale tak naprawdę mocno „jednomyślna”, by rzecz ująć delikatnie.

W końcu wrócimy do pracy, przynajmniej ci z nas, którym – statystycznie – zaraza nie grozi szybką śmiercią. Będziemy trzymali dystans, często myli ręce, chętniej będziemy pracowali z domu. Jeśli zdarzy się to po świętach Wielkiej Nocy, jakoś z tego wyjdziemy. Jeśli później, będzie bolało, i to bardzo. Utrzymanie narodowej kwarantanny do jesieni oznaczałoby spadek dochodu narodowego o 10, a nawet 15 proc. A to cena straszna, zwłaszcza dla kraju, w którym połowa ludności nie ma żadnych oszczędności. Zresztą zaraza przyszła w momencie, gdy Polska wydawała się wreszcie, powoli, ale jednak, doganiać Zachód pod względem zamożności. Czyżby dziejowy sukces znów wymknął nam się z rąk?

Słyszę, że eksperci spodziewają się po okresie kwarantanny fali rozwodów, bo małżeństwa mogą ze sobą nie wytrzymać w czterech ścianach. Ale może jednak nie? Może narodzi się z tego jakieś dobro? Może rodziny wyjdą z tego doświadczenia silniejsze? Ten szczególny czas, może nie przez przypadek wielkopostny, uczy nas przecież, że szczęście nie wiąże się z rzeczami i pieniędzmi, ale z ludźmi. To relacje z nimi dają spełnienie. Refleksji jest więcej. Paradoksalnie, po paru dniach niepokoju zaczynamy mieć poczucie, że dzieci wracają do nas, że grupa rówieśnicza przestaje być dla nich najważniejszym punktem odniesienia. Bardzo miłe doświadczenie, które lepiej pozwala zrozumieć sens edukacji domowej.

Ale są i minusy: nie możemy pojechać do własnych rodziców, obcych ludzi mijamy szerokim łukiem, o kolacji z przyjaciółmi nie ma mowy. To jednak także lekcja. Kiedy to wszystko minie, życie może zyskać na smaku. Gdybyśmy jeszcze potrafili zwrócić się w kierunku tego, co i dziś okazuje się fundamentem, a więc w stronę rodziny, wiary i wspólnoty narodowej, nie byłby to bilans najgorszy. Nawet jeśli będziemy przez jakiś czas biedniejsi.


Idziemy nr 14 (754), 05 kwietnia 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 czerwca

Wtorek, IX Tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie świętych męczenników Marcelina i Piotra
«Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara,
a Bogu to, co należy do Boga».

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2P 3,12-15a.17-18; Ps 90,2.4.10.14.16; Mk 12,13-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter