27 kwietnia
piątek
Zyty, Teofila, Felicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Totalna porażka

Ocena: 0.2
1361

W roku 1995, gdy pokonana prawica wciąż nie mogła wyjść z dołka, Jarosław Kaczyński ukuł pojęcie „strefa wiecznej kompromitacji”. Rzeczywiście, wydawało się, że obóz wywodzący się z „Solidarności” idzie od klęski od klęski. Był rozbity i skłócony, a kolejne inicjatywy zjednoczeniowe przynosiły... jeszcze większe rozbicie. Aż do czasu, gdy na scenę weszła „Solidarność” Mariana Krzaklewskiego, choć i ona, w ramach AWS, porządziła ledwie cztery lata, realizując zresztą program Unii Wolności oraz kompromitując się kłótniami i aferami.

Dziś „strefą wiecznej kompromitacji” jest opozycja lewicowo-liberalna. Ryszard Petru przegrał bój o przywództwo z Katarzyną Lubnauer, ale nie zamierza czekać na okazję do rewanżu. Ogłosił powołanie stowarzyszenia PP, „Plan Petru”. Chce recenzować politykę gospodarczą rządu. Mógłby to robić w ramach partii, którą założył, ale zbyt duże ego nie zaakceptuje porażki. Obowiązuje zasada „wszystko albo nic”, dobrze znana z czasów podziałów na prawicy. Czasem słuszna, ale tylko w wypadku naprawdę wybitnych osobistości. Politycy formatu średniego powinni mieć więcej cierpliwości. Problem w tym, że polityk rzadko jest w stanie obiektywnie ocenić swój format.

Ale może Petru nie decyduje sam? Ktoś w niego, i w jego partię, sporo zainwestował. Może nie chcieć, by ten dorobek przejęła „jakaś” Lubnauer. Więc Petru należy wycofać, demolując to, co pozostało. Tym bardziej, że słabi i przegrani mają interes w mnożeniu bytów politycznych. Gdy będzie bliżej wyborów, ktoś (może Donald Tusk?) zwoła okrągły stół opozycji, w którym i dla nich znajdzie się miejsce. Problem w tym, że taki scenariusz ładnie wygląda tylko na papierze. Prawica nie zjednoczyła się ani razu poprzez porozumienie „równych”; skuteczne było wyłącznie wejście na scenę hegemona – najpierw „S”, później Prawa i Sprawiedliwości. Również węgierska lewica wciąż nie może zbudować jednolitej struktury, mimo że nie rządzi już osiem lat, i niemal na pewno przegra kolejne wybory. W obliczu klęski nie zawsze znikają urazy i pretensje; czasem odwrotnie, narastają, blokując jakikolwiek ruch do przodu.

Platforma nie ma się lepiej. Grzegorz Schetyna w ciągu dwóch lat nie powiedział niczego istotnego, co zostałoby zapamiętane przez Polaków. Nie, przepraszam, zadeklarował, że jego partia będzie „opozycją totalną”. Ale na tym koniec. Zdaniem doradzającego opozycji socjologa Jakuba Bierzyńskiego, uczestnicy badań pogłębionych (tzw. focusów) porównują go do... osła. „Nawet z hieny można coś zrobić, ale osioł? Dramat” – komentuje Bierzyński. Jego zdaniem, PO powinna się Schetyny pozbyć.

Łatwo powiedzieć. Sekretarz generalny Platformy ma poważne kłopoty. Jak wynika z informacji wyciekających z prokuratury, nielegalnie zbierał pieniądze na kampanię, a może i nie tylko, nazywając grube pliki banknotów „kanapkami”. Miał konkretne oczekiwania: od podwładnych zażądał luksusowych zegarków za kilkadziesiąt tysięcy złotych; przesłał nawet zdjęcie wybranych modeli. Z kolei posłanka PO Ligia Krajewska musi się tłumaczyć z wydawania pieniędzy swojej fundacji na prywatne potrzeby; chodzi o ponad 300 tys. złotych. A mąż prezydent Warszawy co prawda przelał milion złotych na konto miasta, wykonując wyrok komisji weryfikacyjnej, ale zapowiedział już, że będzie się odwoływał. Pan Andrzej Waltz wyraźnie nie chce zamknąć tej sprawy. Woli nieczyste pieniądze od czystego sumienia.

To dlatego Platformy nie da się już naprawić. Wielu ma sporo na sumieniu, a wszyscy wiedzą wszystko o innych. Całość stanowi plątaninę, która może tylko trwać. Należałoby rozwiązać tę strukturę, wybrać zdrowe jabłka i zacząć od nowa.

Obóz rządzący nie ma dziś realnej konkurencji. Z kim miałby przegrać? Z ludźmi, którzy w warunkach prawdziwego pluralizmu nie potrafią przejść paru politycznych metrów, nie potykając się o własne nogi, przegrać się nie da. Czy to dobrze? Na pewno to wszystko sprawia, że zaczyna być ciekawie. Nowy rząd Prawa i Sprawiedliwości jest bardziej technokratyczny i w pewnym sensie mniej „pisowski”, niż mogliśmy to sobie wyobrazić jeszcze rok czy dwa lata temu. Przepaść między poparciem dla PiS a opozycją jest tak duża, że Jarosław Kaczyński ma naprawdę duże pole manewru.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły