W dzieciach nadzieja
Zmuszanie Polaków do pracy do późnej starości będzie miało ten namacalny skutek, że pozbawi młodych rodziców bezcennej pomocy dziadków – skuteczne sposoby wyjścia ze społecznej zapaści pokazuje Jacek Karnowski.
Debata o „reformie” emerytalnej wkracza w decydującą fazę. Rząd wydaje się zdeterminowany, aby bez względu na opór społeczny przeforsować radykalne wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. Odrzucono, niestety, kompromisową i rozsądną propozycję PSL-u, by matki mogły przechodzić na emeryturę nieco wcześniej; proponowana „premia” to trzy lata za każde dziecko, jednak nie więcej niż dziewięć lat. Co więcej, rząd posługuje się bałamutnym argumentem troski o kobiety – pracując dłużej mają mieć wyższe emerytury. Pewnie będą miały, ale skutki dla całego społeczeństwa – w tym również dla kobiet – okażą się opłakane.
Zmuszenie Polaków do pracy aż do późnej starości będzie miało jeden namacalny skutek społeczny: ten ruch pozbawi młodych rodziców bezcennej pomocy dziadków. A bez tej pomocy wiele młodych rodzin zwyczajnie nie poradzi sobie z wychowywaniem potomstwa. Po pierwsze, nie każdego stać na nianię, a po drugie, nawet jeżeli stać, to niania nie pomoże w sytuacji, gdy trzeba pracować wieczorem lub w weekend albo gdy np. jedno z dzieci trafia na dłużej szpitala i musi mu całą dobę towarzyszyć mama, a ojciec nie może nie pójść do pracy. W takich sytuacjach bez pomocy dziadków nie sposób sobie dać rady. No i nie należy zapominać, że w czasach, gdy dzieci często wychowują media, a szkoła umywa ręce, dziadkowie są szczególnie cennym „kapitałem pedagogicznym”.
Reforma emerytalna ma być odpowiedzią na ostry kryzys demograficzny, ale – jak widzimy – jej skutki mogą ów kryzys jeszcze pogłębić, utrudniając zadanie młodym rodzinom. Bo tak naprawdę podwyższanie wieku emerytalnego to jedynie próba łatania dziurawego systemu. Problemem jest nastawienie całej cywilizacji – w jej obecnym kształcie – do kwestii posiadania dzieci; jest to nastawienie co najmniej niechętne. W dłuższej, kilkupokoleniowej perspektywie ten system nie może przetrwać.
Już dziś mamy sygnały, że nie przetrwa. Wicepremier polskiego rządu Waldemar Pawlak, pytany o przyszłe emerytury, stwierdził: „nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury. Staram się zabezpieczyć sobie przyszłość przez oszczędności i dobre relacje z dziećmi, bo wydaje mi się, że to będzie pewniejsze niż te różne państwowe chimeryczne rozwiązania”. Pawlaka dość powszechnie wykpiono, jednak niesłusznie. Uczciwe powiedzenie, że trzeba liczyć na dzieci lub na oszczędności, a nie na państwo, nie jest najgorszym wyjściem z obecnej pułapki. Można nawet pójść dalej i uznać, że jedynie załamanie się systemu emerytalnego pozwoli odbudować cywilizację, która stawia na dzieci. Będzie wówczas „normalnie” – świat znów będzie nagradzał tych, którzy inwestują w potomstwo. Dziś spokojną starość gwarantuje się raczej tym, którzy nie mają dzieci, a w związku z tym więcej pracują, więcej zarabiają i odprowadzają wyższe składki. Oni dostaną wyższe emerytury, choć to przecież rodzice dzieci zainwestowali w przyszłość społeczeństwa jako całości.
Powyższe nie oznacza, że wiek emerytalny da się utrzymać na dotychczasowym poziomie. Pewnie każdy rząd musiałby zmuszać Polaków do większego wysiłku. Ważne jednak, by był to rząd, który choć spróbuje prowadzić jednocześnie realną, nawet agresywną – bo sytuacja jest dramatyczna – politykę prorodzinną.
Jacek Karnowski
Autor jest redaktorem naczelnym portalu wPolityce.pl
Idziemy nr 9 (338), 26 lutego 2012 r. Wstecz...
Zmuszenie Polaków do pracy aż do późnej starości będzie miało jeden namacalny skutek społeczny: ten ruch pozbawi młodych rodziców bezcennej pomocy dziadków. A bez tej pomocy wiele młodych rodzin zwyczajnie nie poradzi sobie z wychowywaniem potomstwa. Po pierwsze, nie każdego stać na nianię, a po drugie, nawet jeżeli stać, to niania nie pomoże w sytuacji, gdy trzeba pracować wieczorem lub w weekend albo gdy np. jedno z dzieci trafia na dłużej szpitala i musi mu całą dobę towarzyszyć mama, a ojciec nie może nie pójść do pracy. W takich sytuacjach bez pomocy dziadków nie sposób sobie dać rady. No i nie należy zapominać, że w czasach, gdy dzieci często wychowują media, a szkoła umywa ręce, dziadkowie są szczególnie cennym „kapitałem pedagogicznym”.
Reforma emerytalna ma być odpowiedzią na ostry kryzys demograficzny, ale – jak widzimy – jej skutki mogą ów kryzys jeszcze pogłębić, utrudniając zadanie młodym rodzinom. Bo tak naprawdę podwyższanie wieku emerytalnego to jedynie próba łatania dziurawego systemu. Problemem jest nastawienie całej cywilizacji – w jej obecnym kształcie – do kwestii posiadania dzieci; jest to nastawienie co najmniej niechętne. W dłuższej, kilkupokoleniowej perspektywie ten system nie może przetrwać.
Już dziś mamy sygnały, że nie przetrwa. Wicepremier polskiego rządu Waldemar Pawlak, pytany o przyszłe emerytury, stwierdził: „nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury. Staram się zabezpieczyć sobie przyszłość przez oszczędności i dobre relacje z dziećmi, bo wydaje mi się, że to będzie pewniejsze niż te różne państwowe chimeryczne rozwiązania”. Pawlaka dość powszechnie wykpiono, jednak niesłusznie. Uczciwe powiedzenie, że trzeba liczyć na dzieci lub na oszczędności, a nie na państwo, nie jest najgorszym wyjściem z obecnej pułapki. Można nawet pójść dalej i uznać, że jedynie załamanie się systemu emerytalnego pozwoli odbudować cywilizację, która stawia na dzieci. Będzie wówczas „normalnie” – świat znów będzie nagradzał tych, którzy inwestują w potomstwo. Dziś spokojną starość gwarantuje się raczej tym, którzy nie mają dzieci, a w związku z tym więcej pracują, więcej zarabiają i odprowadzają wyższe składki. Oni dostaną wyższe emerytury, choć to przecież rodzice dzieci zainwestowali w przyszłość społeczeństwa jako całości.
Powyższe nie oznacza, że wiek emerytalny da się utrzymać na dotychczasowym poziomie. Pewnie każdy rząd musiałby zmuszać Polaków do większego wysiłku. Ważne jednak, by był to rząd, który choć spróbuje prowadzić jednocześnie realną, nawet agresywną – bo sytuacja jest dramatyczna – politykę prorodzinną.
Jacek Karnowski
Autor jest redaktorem naczelnym portalu wPolityce.pl
Idziemy nr 9 (338), 26 lutego 2012 r. Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




