24 września
czwartek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wrzenie na Białorusi

Ocena: 4.5
622

Według oficjalnych, wstępnych wyników w wyborach prezydenckich na Białorusi zwyciężył urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka, zdobywając 80,23 proc. głosów. Jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska – żona kandydata niedopuszczonego do walki wyborczej – miała otrzymać 9,9 proc. głosów. To oczywiście wyniki sfałszowane. Według ekspertów, opierających się na niezależnych, choć fragmentarycznych badaniach, Cichanouska zdobyła ponad 50 proc. głosów. Potwierdzają to również protokoły z kilkudziesięciu komisji, w których – jak można sądzić – nie dopuszczono do manipulacji wynikiem. O rzeczywistym poparciu dla kandydatki opozycji świadczy również skala powyborczych protestów, które objęły nie tylko Mińsk, ale i mniejsze miejscowości, dotychczas spokojne.

Szefowa TV Biełsat Agnieszka Romaszewska ocenia, że zbliża się koniec ery Alaksandra Łukaszenki. „Zajmuję się tematyką białoruską od 15 lat i nic podobnego do tej pory nie widziałam. W gruncie rzeczy nie było czegoś podobnego od czasów, gdy Białoruś odzyskiwała niepodległość. Często dzisiejszą sytuację porównuje się do roku 2010, gdy w wyborach brali udział opozycyjni kandydaci, ich wynik został sfałszowany, a potem spacyfikowano demonstracje, ale to, co widzimy dzisiaj, to zupełnie coś innego. Dlaczego? Ponieważ dzisiejszy protest jest powszechny. Są takie zjawiska w życiu społeczeństw, gdy ludzie postanawiają, że się policzą. W Polsce obserwowaliśmy to w czasie pielgrzymek papieskich, gdy nagle ludzie zobaczyli ilu ich naprawdę jest. Moim zdaniem, podobną sytuację, choć nigdy nic nie powtarza się dokładnie w taki sam sposób, mamy dziś na Białorusi”. Dość podobnie mówi także zazwyczaj bardzo trzeźwo myślący prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: „Należy podkreślić, że doszło do przebudzenia społeczeństwa białoruskiego w niespotykanej dotąd skali, co widać dzisiaj po kolejkach do lokali wyborczych. Myślenie, że uda się to uspokoić bez dramatycznych wydarzeń, jest naiwnością. Łukaszenka nie może być już czynnikiem stabilizującym, skoro to on sam, oczywiście wbrew własnej woli, jest czynnikiem destabilizującym”.

To właśnie pytanie – dotyczące roli Łukaszenki jako stabilizatora – jest dziś kluczowe. Bo choć zarządzał on twardą, niedemokratyczną ręką, to jednak Białoruś trwała, co dla Polski było obiektywnie korzystne. Bo przecież alternatywą dla niedemokratycznej Białorusi nie musi być demokratyczna Białoruś, ale np. Białoruś całkowicie pochłonięta przez Rosję. To dla Polski sprawa fundamentalna, wszak to, gdzie stoją rosyjskie czołgi – czy np. pod Smoleńskiem, czy pod Brześciem – ma dla nas wręcz fundamentalne znaczenie. Ta obiektywna „zasługa” Łukaszenki, podtrzymującego białoruski bufor, staje się jednak przeszłością przy braku społecznego poparcia, przy rzeczywistym przebudzeniu narodowym. Łukaszenka bowiem, którego władza opiera się wyłącznie na OMON-owcach, pałkach i armatkach wodnych, jest dyktatorem tak słabym, że i tak nie będzie stanowił żadnej zapory przed Moskwą.

Czy taką zaporę będzie w stanie zbudować opozycja, jeśli przejmie władzę? Niestety, nie jest to opozycja narodowa, konserwatywna, ale raczej lewicowa i liberalna, choć, rzecz jasna, dziś nie widać wszystkiego. Widać jednak, że światowa lewica sporo zainwestowała w to, co dziś się dzieje za naszą wschodnią granicą. Jeśli powstałby tam rząd o takim właśnie zabarwieniu, to byłby to bez wątpienia rząd bardzo słaby, uzależniony od pomocy państw zachodnich, i za tę pomoc płacący jedyną dostępną mu walutą, czyli także kwestiami światopoglądowymi (narodom postsowieckim przychodzi to często bardzo łatwo). Być może także w stosunku do Polski. Tę niepewność akcentuje m.in. znany białoruski polityk Alaksandr Milinkiewicz, główny rywal Aleksandra Łukaszenki w 2006 r., stwierdzając: „Dotychczas opozycyjni rywale Łukaszenki mieli doradców i piarowców. Każdy wiedział, kim są. Teraz nie wiemy, kto pisze scenariusz dla jej sztabu. Gdyby została prezydentem, miałaby uprawnienia Łukaszenki, a państwem kierowaliby ludzie z jej sztabu, o których nic nie wiemy. To byłoby zbyt duże ryzyko dla mojej ojczyzny. Zawsze powtarzam: kochajcie Białoruś bardziej, niż nienawidzicie Łukaszenkę”. Milinkiewicz mówi także, iż „Białorusini protestują, i dobrze robią, ale ktoś sprytnie wykorzystał te nastroje”. Ten ostatni punkt jest rzeczywiście ciekawy, bo wskazuje na interesujące zjawisko: prawdziwe kłopoty Łukaszenki zaczęły się dopiero wówczas, gdy podjął on próbę zapewnienia sobie innych dostaw ropy niż rosyjskie. Próbę stosunkowo udaną, wspieraną przez Stany Zjednoczone.

Na razie Łukaszenka swoją władzę obronił: odciął Mińsk od świata, rozpędził demonstracje. Ale wielka gra geopolityczna nadal się toczy. W tej trudnej sytuacji polskie władze nie powinny ulegać żadnej presji. Tu trzeba mieć zimną głowę, bo stawka jest naprawdę ogromna.

Idziemy nr 33 (773), 16 sierpnia 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 września

Czwartek, XXV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Koh 1,2-11; Ps 90,3-6.12-14 i 17; Łk 9,7-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)


 

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter