13 grudnia
piątek
Lucji, Otylii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wygrana Polski

Ocena: 0
444

Wydaje się, że obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej rozwiązały przynajmniej jedną zagadkę: Donald Tusk nie zamierza dziś wracać do krajowej polityki. Gdyby bowiem zamierzał, na pewno nie pozwoliłby sobie na nieobecność podczas tej rocznicy. Tymczasem szef Rady Europejskiej, zaproszony na uroczystości jako były premier, ogłosił, że nie przyjedzie, ponieważ „nie ma żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości w taki sposób postępują, żeby dać do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć, a ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany”. Wskazał na konkrety: nadesłanie zaproszenia na kilka dni przed ceremonią, brak jakiekolwiek tytulatury („napisano po prostu pan Donald Tusk”), a tym samym zignorowanie funkcji, którą obecnie pełni („problem polega na tym, że ja reprezentuje też UE”).

Niezależnie od tego, czy są to pretensje zasadne czy tylko wymówka, nieobecność byłego premiera wiele mówi, bo wygląda na to, że po prostu, jak to określa młodzież, „strzelił focha”. A strzelił, bo i on czuje, że opozycja ma powody do depresji. Nadzieje na zwycięstwo są już tylko iluzoryczne, gospodarka trzyma się doskonale mimo europejskiej stagnacji, a rząd zdołał sfinansować powszechne programy socjalne, trzymając budżetową dyscyplinę. Kolejne afery i pseudoafery, nagłaśniane przez potężne media, niczego nie zmieniają; wyborcy PiS wyczuwają, że większość mediów nie opisuje prawdziwie rzeczywistości. Albo może inaczej: wyborcy sądzą, że nawet jeśli afery są prawdziwe, to nie są w stanie przesłonić korzyści z polityki tak naprawdę w polskich warunkach rewolucyjnej. Polityki, która po raz pierwszy ma na celu powodzenie większości obywateli, a nie tylko najsilniejszych grup społecznych. To przekonanie to najważniejsza tarcza, która chroni obecny rząd, i która sprawia, że nie powtórzy się rok 2007.

Jak idzie, to idzie. Gdyby Tusk przyjechał na obchody rocznicy wybuchu wojny, zobaczyłby kolejny sukces rządu: dobrze przemyślane, zaplanowane i zrealizowane uroczystości, które przypomniały światu, kto był sprawcą, a kto był ofiarą. Doskonałe przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy, właściwie głęboki wykład dotyczący polskiego losu, mocne gesty niemieckiego prezydenta i bardzo nam życzliwe wystąpienie wiceprezydenta USA, wskazującego na chrześcijański wymiar naszej tragedii. Do tego piękna oprawa, udany koncert. W sumie mocny sygnał, że w polityce historycznej najgorsze mamy już za sobą.

Bo są rocznice, które wiele zmieniają, które okazują się punktem zwrotnym. Tak było z 60. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego, gdy Lech Kaczyński nie tylko otworzył Muzeum, ale także po raz pierwszy odpowiednio godnie uczcił wielki zryw stolicy. To wówczas zaczęła się droga, która doprowadziła do zwycięstwa nad pedagogiką wstydu, dziś trwającą jedynie na obrzeżach narodowej debaty. Teraz też może być podobnie, tyle że na scenie światowej. Polska dumna z własnej przeszłości, Polska świadoma swoich losów, odporna na presję psychologiczną, powoli odzyskuje stracony teren. Zauważmy, choć było wielu gości, żaden nie rzucił nam w twarz żadnej obelgi, nikt nie śmiał podważyć naszej opowieści, nikt nie użył fałszywego zwrotu w stylu „polskich obozów”. Taka jest siła prawdy głoszonej z czystym sumieniem i z pełnym przekonaniem. By wygrało kłamstwo, trzeba miliardów, które rzeczywiście przeciwko nam w minionych latach rzucono. By wygrała prawda, wystarczy znacznie mniej – zwykłe ogarnięcie się, parę inwestycji, i głęboka wiara, że nie wolno pozwolić, by wygrali fałszerze i kłamcy.

Izraelski dziennik „Haaretz” podsumował uroczystości w Warszawie następująco: „Prawicowy, nacjonalistyczny rząd Polski może świętować wielkie zwycięstwo. W długiej wojnie o «kulturę pamięci», którą za cel obrał sobie po dojściu do władzy w 2015 roku, zdobył ostatni bastion. Po tym, jak Izrael uznał polską narrację – podkreślającą cierpienie narodu polskiego i umniejszającą jego rolę w zadawaniu cierpienia innemu narodowi [w domyśle żydowskiemu – JK], teraz także Niemcy i Stany Zjednoczone zostały przekonane o słuszności polskiego postulatu”. Pomijając kuriozalny, obraźliwy ton, „Haaretz” ma rację: Polska zaczęła wygrywać wojnę o pamięć. A na pewno przestała już przegrywać.

 

Idziemy nr 36 (725), 8 września 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 grudnia

Dasz światło życia idącym za Tobą
Dziś w Kościele:
+ piątek, II tydzień Adwentu, Wspomnienie św. Łucji, dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 48, 17-19;Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ;Mt 11,16-19
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -