21 maja
poniedziałek
Wiktora, Kryspina, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co nas łączy?

Ocena: 4.97143
1885

Podstawą ekumenizmu jest pojednanie z Bogiem. Bo co mogą być warte pragnienia zjednoczenia chrześcijaństwa skoro mało przejmujemy się grzechem, który oddziela nas od Chrystusa.

Przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, które podpisały Deklarację o wzajemnym uznaniu chrztu, zgromadzeni w Poznaniu na 1050-leciu chrztu Polski, fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Zacznę od wyliczenia, jak wiele łączy Kościół katolicki nie tylko z Kościołem prawosławnym, ale również z ogromną większością Wspólnot protestanckich. Otóż już teraz jesteśmy zgodni co do samych fundamentów naszej chrześcijańskiej wiary. Wszyscy wierzymy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Wszyscy wierzymy w Syna Bożego, który dla nas stał się jednym z nas, obdarzył nas Ewangelią, przez swoją zaś mękę i śmierć na krzyżu odkupił nas z grzechów, a swoim zmartwychwstaniem otworzył nam drogę do życia wiecznego. Ponadto wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w imię Trójcy Przenajświętszej. Wszyscy też z wiarą czytamy Pismo Święte jako natchnione przez Ducha Świętego słowo Boże.

Z Kościołem prawosławnym Kościół katolicki czuje się złączony jeszcze więcej. Pasterze obu naszych Kościołów są powoływani na urząd i do posługi poprzez włączenie w święty łańcuch sukcesji apostolskiej, wobec czego w obu Kościołach podczas Eucharystii dokonuje się realne uobecnienie zbawczej ofiary Chrystusa Pana, a lud Boży karmiony jest prawdziwym Ciałem i Krwią Pańską. Ponadto w obu Kościołach oddajemy szczególną cześć Najświętszej Dziewicy Bogurodzicy Maryi. W wielkim poszanowaniu mamy również święte obrazy.

Niestety, nawet tak wielka bliskość w wierze nie wyklucza wzajemnej lub jednostronnej wrogości. Nasz przeciwnik, diabeł, potrafi przecież skłócić religijnie nawet dzieci tego samego Kościoła. Ponad sto lat temu papież Benedykt XV przestrzegał przed tworzeniem wrogich sobie obozów wewnątrz Kościoła katolickiego: „Niech również dzieci naszego Kościoła powstrzymują się od owych nazw, za pomocą których ostatnio katolików zaczyna się odróżniać od katolików. (…) każdemu niech wystarczy wyznanie: »Imię moje chrześcijanin, nazwisko katolik«; niech każdy stara się tylko być naprawdę tym, kim sam się nazywa” (Ad beatissimi, 24).

Bogu dziękować, obecne relacje między Kościołem katolickim, prawosławnym oraz Wspólnotami protestanckimi wydają się poprawne, a chyba nawet coraz lepsze. Warto jednak podkreślać i przypominać, że nawet wówczas, kiedy w relacjach między Kościołami i Wspólnotami dzieją się rzeczy, jakie dziać się nie powinny, zarówno poszczególni chrześcijanie, jak całe chrześcijańskie środowiska nie muszą i nie powinny do tej wrogości się przyłączać. Pozwolę sobie przypomnieć, co radził św. Augustyn swoim diecezjanom, jak mają się zachować wobec niesprawiedliwej wrogości ze strony donatystów: „Chcą czy nie chcą, są naszymi braćmi. Wtedy przestaną być naszymi braćmi, kiedy przestaną mówić Ojcze nasz. (…) Czytajcie Apostoła i przekonajcie się, że ilekroć mówi bez żadnego dodatku »bracia«, chodzi mu o chrześcijan. Niekiedy mówią nam: Odejdźcie od nas, nie chcemy mieć z wami nic wspólnego. My przecież mamy z wami coś wspólnego: wyznajemy jednego Chrystusa, powinniśmy znaleźć się w jednym Ciele, pod jedną Głową” (Objaśnienie drugie Psalmu 32,29).

 

Tęsknota za jednością

Postawmy sobie jeszcze pytanie: Co nas dzieli? Mimo iż zgodnie wyznajemy najbardziej fundamentalne prawdy naszej chrześcijańskiej wiary, to jednak do wspólnoty w wierze wciąż nam daleko. Szczególnie istotne wydają się różnice doktrynalne. Ale dzielą nas również całe wieki życia w oddaleniu od siebie, a niekiedy we wzajemnej nieprzyjaźni. Wielokrotnie raniliśmy się wzajemnie, a zarazem nasza pamięć historyczna jest nieraz bardzo odmienna – każda ze stron bardziej pamięta krzywdy, których doznała, niż te, które wyrządzała innym. Toteż ukształtowało się w naszych Kościołach i Wspólnotach poczucie wzajemnej obcości, a może nawet wrogości.

Owszem, w ciągu ostatniego półwiecza wiele się zmieniło. Niewątpliwie zaczęliśmy więcej się wzajemnie szanować. Rzadziej się zdarza prozelityzm, czyli posługiwanie się manipulacją i kłamstwem w przyciąganiu do siebie wyznawców innego Kościoła lub Wspólnoty. Z większą też uwagą wsłuchujemy się w to, co mamy sobie wzajemnie do powiedzenia. W rezultacie porzucamy – wprawdzie chyba jeszcze nie do końca, ale już bardzo realnie – wiele niesprawiedliwych stereotypów, jakie ukształtowaliśmy przeciwko sobie wzajemnie w poprzednich pokoleniach.

Pozwolę sobie przypomnieć wezwanie do pojednania, jakie św. Augustyn skierował do donatystycznego biskupa Prokuliana: „Pytam Cię, jaką winą obciążają nas stare spory, żeby ich smutne skutki miały trwać do dzisiaj? Są to rany, jakie zadała naszym członkom zaciętość pyszałków”. Zauważmy, że św. Augustyn nie mówi o ranach, jakie my zadaliśmy chrześcijanom innego wyznania ani o ranach, jakie oni nam zadali. Mówi o ranach, jakimi jesteśmy poranieni niejako na własne życzenie – o ranach nieuzasadnionych uprzedzeń i generalnej nieżyczliwości wobec tych innych. Ran tych nieraz w sobie nawet nie zauważamy, a wobec tego nie pomyślimy o tym, żeby się leczyć, a to dlatego – wyjaśnia Augustyn – że „zgnilizna wywołana tymi ranami spowodowała zanik poczucia bólu, które skłaniałoby nas do wezwania lekarza”. Krótko mówiąc, bądźmy dziedzicami wiary naszych ojców, ich miłości Chrystusa i Kościoła, ale tego, w czym się mylili, nie naśladujmy. Wydaje się, że o tej zasadzie trochę jednak pamiętaliśmy na przestrzeni ostatnich 50 lat.

Co więcej, dzięki ostatnio dość powszechnej aprobacie dla ekumenizmu, nauczyliśmy się przyglądać z życzliwością życiu duchowemu i doświadczeniom duszpasterskim innych Kościołów i Wspólnot. Niekiedy nawet przyglądamy się z świętą zazdrością, która pobudza nas do naśladowania. I tak na przykład pobożność braci prawosławnych przypomina nam katolikom o wielkim znaczeniu świętych ikon w naszej własnej pobożności. Z kolei bracia protestanci niewątpliwie jakoś przyczynili się do tej wspaniałej odnowy pobożności biblijnej, którą można obserwować wśród wiernych Kościoła katolickiego, a chyba również Kościoła prawosławnego.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły