14 listopada
środa
Rogera, Serafina, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Do nieba z Ojcem Pio

Ocena: 4.9
1390

Kilka tysięcy czcicieli św. Ojca Pio przyjechało z całej Polski na Czuwanie Grup Modlitwy w noc 16 na 17 czerwca w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

fot. Iwona Budziak; br. Piotr Tokarz OMFCap

Bracia Mniejsi Kapucyni zorganizowali je po raz szesnasty, ale było to czuwanie wyjątkowe. Trwa bowiem Rok Ojca Pio – jubileusz setnej rocznicy otrzymania przez świętego stygmatów i pięćdziesiątej rocznicy jego śmierci. Tematem spotkanie były więc „stygmaty św. Ojca Pio”.

Rękawiczka jest nieduża, bez palców i cała, co do niteczki, przesiąknięta krwią. Przejmujący widok. Właśnie takie, tylko białe, zakładał Ojciec Pio do każdej Mszy Świętej, by osłonić sączące się stygmaty. Ile takich rękawiczek zużył? Lekarze obliczyli, że przez 50 lat z ran, jakie nosił na ciele, wypłynęło 3400 litrów krwi. Niewyobrażalna ilość, zważywszy, że każdy z nas ma jej w sobie jakieś 5-7 litrów. Ta rękawiczka to jedna z dwóch relikwii, które zostały przywiezione na Czuwanie do Łagiewnik. Druga to chusta z rdzawymi śladami krwi, która – niczym całun – służyła Ojcu Pio do przykrywania rany na boku.

Relikwiarze z nimi postawiono na ołtarzu, by każdy mógł podejść, dotknąć, ucałować niemych świadków cudu, który z nikomu nieznanego, pokornego i chorowitego zakonnika uczynił jednego z najbardziej rozpoznawalnych, ale też kochanych świętych Kościoła katolickiego. To o tej ukrytej drodze Ojca Pio, rozpoczętej na długo przed stygmatyzacją, mówił do zgromadzonych br. Antonio Belpede OMCap z kapucyńskiej prowincji Foggia we Włoszech.

Stygmaty to znaki na ciele, które odpowiadają ranom zadanym Jezusowi podczas męki. Historia zna około czterystu osób, u których się one pojawiły, wśród nich jest około 80 świętych, ale Kościół jako autentyczne uznaje jedynie te św. Franciszka i św. Ojca Pio – pierwszego w historii Kościoła stygmatyzowanego kapłana. Zakonnik z Pietrelciny nosił znaki Męki Pańskiej na dłoniach, boku, stopach i, o czym mówił podczas Czuwania ks. Krzysztof Śliczny, asystent diecezjalny Grup Modlitwy Ojca Pio diecezji kaliskiej, na prawym ramieniu. O tym ostatnim badacze dowiedzieli się na podstawie materiałów znalezionych w archiwach watykańskich. Stygmaty wiązały się z niewyobrażalnym bólem, ten na plecach porównywalnym z odczuwanym przez Pana Jezusa przy dźwiganiu belki krzyża.

„Idziemy na Golgotę” – mówił współbraciom Ojciec Pio, gdy wychodzili do Mszy Świętej, bo podczas odprawiania Eucharystii ból najbardziej się nasilał. – Chciał ofiarować siebie Bogu w żertwie ofiarnej za grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące – mówił ks. Śliczny – I nigdy na podjętej drodze nie zrobił kroku do tyłu.

Te swoiste „listy uwierzytelniające” od Boga, jak nazwał stygmaty ks. Krzysztof, zaczęły znikać z ciała Ojca Pio w 1966 r. (stygmaty stóp i boku) i ostatecznie w chwili śmierci nie został po nich żaden ślad ani blizna. Zewnętrzne znaki zjednoczenia Ojca Pio z Bogiem, w miłości i cierpieniu, nie były już potrzebne.

 

Kocham Krzyż

Rankiem 25 maja 1988 r. kleryk Andrzej Liszka po raz pierwszy od pół roku obudził się wyspany i wypoczęty. Czuł się zdrowy, a przecież od miesięcy miał narastające trudności z poruszaniem się i mówieniem. Zdiagnozowano u niego stwardnienie rozsiane, chorobę, wobec której medycyna jest bezradna. „Dlaczego ja, dlaczego teraz, na kilka miesięcy przed święceniami?” – buntował się.

Ks. Andrzej Liszka przed laty został cudownie uzdrowiony za przyczyną św. Ojca Pio

Przyjaciel przysłał mu dwa obrazki. Na jednym był wizerunek sługi Bożego Ojca Pio i słowa: „Kocham Krzyż, tylko Krzyż, bo widzę go zawsze na ramionach Chrystusa”, a na drugim modlitwa o beatyfikację zakonnika z Pietrelciny. Andrzej Liszka zaczął odmawiać Nowennę o beatyfikację Ojca Pio. W dziewiątym dniu zamiast kolejnego „dlaczego?” powiedział Bogu: „Bądź wola Twoja” – i poczuł jak Boża miłość wypełnia jego serce. Na trzy tygodnie przed święceniami, w dniu urodzin Ojca Pio obudził się zdrowy.

– Dzięki niemu żyję i pełnię posługę kapłańską – mówił w Łagiewnikach, pokazując na figurę pokornego zakonnika. – Zrozumiałem, że choroba była próbą mojego zaufania do Pana Boga i że cierpienie to dziurka od klucza, przez którą mogę zobaczyć cel życia. Moim celem jest wieczność.

Od trzydziestu lat przez kazania, rekolekcje i spotkania opowiada o Bożej miłości, cudzie uzdrowienia i pięknie swojego powołania. Jest założycielem i moderatorem największej w Polsce, liczącej dwa tysiące osób, Grupy Modlitwy Ojca Pio z Nowego Sącza. Po jego świadectwie huragan braw wypełnił łagiewnicką bazylikę. – Te brawa są dla Pana Jezusa – skomentował prowadzący.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -