21 lipca
niedziela
Daniela, Diany, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dobry ksiądz

Ocena: 4.8
348

Dopiero po powstaniu Solidarności, po 1980 r., można było ujawnić prawdę o męczeńskiej śmierci ks. Michała Rapacza z rąk komunistów. A teraz został ogłoszony błogosławionym.

fot. Wikipedia

W nocy z 11 na 12 maja 1946 r. pod plebanią w Płokach pojawiło się osiemnastu mężczyzn. Otoczyli budynek, mieszkańcom kazali schować się w pokojach, kilku przesłuchiwało księdza, prawdopodobnie torturowali go. Kiedy wyprowadzali go z budynku, ksiądz powiedział: Fiat voluntas Tua, Domine. Potem zawiązali mu na szyi powróz i kazali trzy razy na kolanach obejść kościół. W końcu zaprowadzili go do lasu i tam dalej torturowali. Został zabity dwoma strzałami w głowę. Lekarz w czasie oględzin zwłok stwierdził, że wszystkie kości czaszki są popękane i na całym ciele są rany. Sprawców nigdy nie wykryto. Chociaż mieszkańcy plebanii ich rozpoznali, to w obawie o swoje życie nie ujawnili nazwisk. Komuniści zbrodnię przypisali podziemiu niepodległościowemu.

Płoki koło Trzebini w powiecie chrzanowskim były pierwszą parafią, do której w 1931 r., po przyjęciu święceń kapłańskich, trafił ks. Michał Rapacz. Parafia jest duża, obejmuje kilka miejscowości. Jest położona w regionie uprzemysłowionym, zamieszkałym częściowo przez ludność napływową, zatrudnioną w okolicznych kopalniach i fabrykach. W międzywojniu na tych terenach silne były idee socjalistyczne i nastroje antykościelne, jak pisał ówczesny proboszcz ks. Wawrzyniec Wojdyła, wśród robotników „przeważał element moralnie zepsuty”. W kościele w Płokach znajduje się jeden z najstarszych w Polsce, pochodzący z XV w. wizerunek Najświętszej Maryi Panny, do którego od średniowiecza pielgrzymowali górnicy. W okresie międzywojennym na odpust przybywało tu nawet 50 tys. ludzi. Ksiądz Michał pracował jako katecheta dzieci i młodzieży, a w 1933 r. został przeniesiony do parafii w Rajczy na Żywiecczyźnie. Był tam cenionym kaznodzieją i spowiednikiem, pracował z młodzieżą, uczył religii, przygotowywał spektakle teatralne, organizował zawody sportowe, wędrówki górskie, założył koła Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Został zapamiętany jako bardzo wymagający i bardzo lubiany ksiądz. Kiedy w 1937 r. został skierowany na probostwo do Płok, wyjeżdżał ukradkiem, gdyż parafianie słali prośby do abp. Adama Sapiehy o pozostawienie go w Rajczy.

Na początku wojny Płoki zostały wcielone do III Rzeszy. Zakazano odprawiania popołudniowych i wieczornych nabożeństw, nauczania religii w szkole. Ksiądz Rapacz nie podporządkował się tym nakazom, nabożeństwa odprawiał w porach zakazanych, za co nakładano na parafię kary finansowe. Odmówił dekorowania kościoła niemieckimi flagami z okazji urodzin Hitlera. Przygotowywał dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, troszczył się o chorych, do umierających jeździł z wiatykiem. Podczas nabożeństw odważnie modlił się za poległych i pomordowanych, partyzantom z AK dostarczał żywność i udzielał schronienia. Ale przede wszystkim był człowiekiem modlitwy. Nocami długie godziny spędzał, leżąc krzyżem w kościele.

Po wojnie komuniści początkowo okazywali pozorną przychylność Kościołowi, w urzędach obok godła państwowego wciąż wisiały krzyże, religia była przedmiotem nauczania w szkołach, ukazywała się prasa katolicka, a poranny program Polskiego Radia rozpoczynała pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”. Równocześnie władza ateistyczna, której jednym z celów, oprócz zwalczania podziemia niepodległościowego, była walka z duchowieństwem, starała się ograniczać wpływy Kościoła na życie ludzi. We wrześniu 1945 r. został zerwany konkordat z 1925 r. Religia stała się przedmiotem nieobowiązkowym, śluby kościelne straciły skutek prawny, wprowadzono śluby cywilne i dopuszczono rozwody. Ksiądz Rapacz mówił wiernym o nowym prawie, podkreślając, że w nauce Kościoła nic się nie zmieniło: „nowożeńcom wolno korzystać z praw małżeńskich dopiero od chwili zawartego ślubu kościelnego. Jeżeli katolik zawrze tylko ślub cywilny i nie chce zawrzeć ślubu w kościele, i tak żyje, (…) wyklucza się z Kościoła”. Mówił, że osoby niepraktykujące nie mogą być chrzestnymi, przypominał o wierności Ewangelii, o „obowiązkach sumienia”, o wartości przyjmowania sakramentów świętych, o tym, że „dziś są tego rodzaju czasy, że każdy musi się śmiało zdeklarować: «być» albo «nie być», musi oddzielić plewy od pszenicy”. Wierni z ambony słyszeli od niego, że „nie zniszczyła wiary ideologia nazizmu, więc i bolszewicy nie pokonają Chrystusowego krzyża; chociaż rewolucja w Rosji niszczyła cerkwie i kościoły, posyłała duchownych na Sybir, to z serc ludzkich nie wygnała Boga”.

Nie tylko głosił prawdę, ale też troszczył się o innych: pomagał ukrywać się byłym żołnierzom AK, opiekował się chorymi, materialnie wspierał najuboższych. Do kościoła przyciągał młodzież. Po latach miejscowy milicjant zeznał, że „w kręgach ówczesnej władzy miał opinię wroga ustroju przez swe wypowiedzi na temat panujących w Polsce stosunków”. Otrzymywał listy z pogróżkami; parafianie ostrzegali go, że jest w niebezpieczeństwie, na posiedzeniu Rady Gminy ustalono, że trzeba go usunąć z Płok. Leśniczy Kazimierz Barzyk na prośbę któregoś z członków partii przekazał mu, że powinien wyjechać, bo pepeerowcy na zebraniu naradzali się, jak go zlikwidować. Nie chciał porzucić swoich parafian, został.

W powiecie chrzanowskim komuniści byli tak ideowi, że wystąpili z wnioskiem, by przyłączyć Polskę do ZSRR. Nic dziwnego, że bardzo ich rozeźliło, gdy 9 maja 1946 r., w rocznicę odzyskania niepodległości, harcerze wystawili warty tylko przy grobach żołnierzy AK; groby czerwonoarmistów i żołnierzy AL pozostawili bez wart i nie pojawili się podczas składania wieńców na grobach żołnierzy sowieckich. Taka jawna demonstracja była złym prognostykiem przed zbliżającym się referendum ludowym, które miało pokazać poparcie dla nowej władzy. Aby zastraszyć opornych, „tajny aktyw PPR” wydał wyrok śmierci na ks. Michała Rapacza. Zabili go, nim skończył 42 lata.

W wolnej Polsce, w 1992 r., został otwarty jego proces beatyfikacyjny, a 15 czerwca w bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach uroczyście został ogłoszony błogosławionym.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka mieszkająca w Krakowie


redakcja@idziemy.com.pl

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 21 lipca

XVI Niedziela zwykła
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 6, 30-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego) 
+ Komentarz „Idziemy” - Stwórz się na nowo
Nowenna do św. Anny 17-25 lipca
+ Nowenna do św. Szarbela 19-27 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter