12 czerwca
środa
Janiny, Onufrego, Leona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kuchnia z miłości

Ocena: 0
1245

Święty Brat Albert zawsze szedł z miłością do drugiego człowieka, a w czasie epidemii zaopiekował się nami szczególnie – mówi s. Maksymiliana, która na co dzień posługuje w Kuchni i Stołówce Ubogich im. św. Brata Alberta

fot. arch. Zgromadzenia Sióstr Albertynek

W Kuchni Ubogich życie toczy się własnym rytmem. Przygotowania zaczynają się już poprzedniego dnia. Siostra szykuje potrzebne produkty, garnki. Od siódmej rano po kuchni roznosi się już zapach gotowanej zupy. Wszystko po to, żeby po dziesiątej obiad był już gotowy do wydania potrzebującym. – Kocioł na zupę mieści 150 litrów. Dzisiaj nic w nim nie zostało, rozdałyśmy wszystko – opowiada s. Maksymiliana, która opiekuje się sprawami administracyjnymi stołówki. Siostry albertynki znalazły się w Warszawie za sprawą bł. Ignacego Kłopotowskiego, który sprowadził ich zgromadzenie do stolicy w 1919 r. W ubiegłym roku minął wiek, odkąd siostry mieszkają na warszawskiej Pradze. Na początku ich dom znajdował się przy ul. Jagiellońskiej 19, gdzie prowadziły przytulisko dla bezdomnych kobiet. W 1925 r. Towarzystwo Pomocy Bezdomnym im. Brata Alberta zakupiło parcelę przy ul. Kawęczyńskiej 4a, gdzie siostry przeniosły się ze swoimi podopiecznymi. Dzisiaj zgromadzenie możemy znaleźć właśnie pod tym adresem.

W czasie wojny siostry dalej pomagały, pod szyldem „Dom dla ubogich staruszek”. W 1940 r. została tu otwarta Kuchnia Ludowa nr 3, a posiłki były wydawane przez całą okupację. Zmiany przyniósł rok 1950, zakład przeszedł w ręce państwa i został przekształcony w Dom Opieki im. Brata Alberta. Siostry jednak, wspomagając biedniejszych mieszkańców okolicy, utwierdzały się w przekonaniu, że kuchnię dla ubogich trzeba reaktywować. Udało się to w 1983 r. i po rozbudowie budynku jadłodajnia została znów otwarta.

Ze stołówki może skorzystać każdy. – Najczęściej odwiedzają nas osoby starsze, ale też te, które zmagają się z bezdomnością. Nie pytamy, kim są. Skoro ktoś się u nas pojawia, to znaczy, że potrzebuje pomocy – podkreśla s. Iwona, która na co dzień posługuje na stołówce.

Siostry starają się pokazywać, że nie tylko posiłek jest w tym wszystkim ważny.

– Święty Brat Albert nie dawał ludziom posiłku dla posiłku, ale chciał, żeby zobaczyli, że jest Pan Bóg, który troszczy się o każdego z nas – mówi s. Maksymiliana, przywołując postać założyciela zgromadzenia.

– Jeszcze przed epidemią, kiedy wydawałyśmy obiady na stołówce, zawsze wspólnie się modliliśmy przed posiłkiem, a później odtwarzałyśmy nagrany fragment Ewangelii z dnia razem z komentarzem. Chciałyśmy, żeby osoby, które się u nas pojawiały, spotkały się też ze Słowem Bożym. Może choć jedno usłyszane słowo gdzieś w nich utkwiło, pomogło… – dodaje.

Kuchnia Ubogich przy ul. Kawęczyńskiej była jednym z niewielu punktów na mapie Warszawy, gdzie w czasie epidemii można było otrzymać ciepły posiłek. To stanowiło ogromną pomoc, zwłaszcza że wiosenne temperatury nie były wysokie. – Wiele stołówek w Warszawie było zamkniętych albo wydawały tylko suchy prowiant. Dlatego naszą jadłodajnię odwiedzało znacznie więcej osób niż zwykle, czasem nawet 120 dziennie – opowiada s. Iwona.

Przy pierwszych ograniczeniach siostry tak zorganizowały pracę stołówki, by potrzebujący nie pozostali bez gorącego posiłku. Liczba osób, które mogą przebywać jednocześnie na stołówce, zmniejszyła się z 28 do 16. Każdego obowiązywała dezynfekcja rąk. Najtrudniej było, gdy wprowadzono zakaz gromadzenia się. – Stanęłyśmy przed ogromnym dylematem, podobnie jak inne stołówki w Warszawie. Zastanawiałyśmy się, w jaki sposób sprawnie zorganizować wydawanie posiłków, skoro nie możemy nikogo wpuścić na stołówkę – przyznaje siostra.

Maseczki i rękawiczki stały się nieodłącznym elementem pracy. Reżim sanitarny obowiązuje zarówno siostry, jak i stałych wolontariuszy związanych z Kuchnią Ubogich. A posiłki są wydawane w specjalnie przygotowanych pojemnikach. – W ostatnim czasie odczułyśmy, że Pan Bóg naprawdę czuwa nad nami. Jest dobrze – uśmiecha się s. Maksymiliana.

Brat Albert Chmielowski, którego wspominamy w liturgii 17 czerwca, żył w trudnych czasach. Co powiedziałby nam dzisiaj, kiedy też niełatwo odnaleźć się w rzeczywistości? – Brat Albert mówił, że mamy czerpać siłę z Eucharystii. Miał różne trudności, ale czerpał siłę właśnie od Jezusa, który nas umacnia – odpowiada s. Maksymiliana.

– On zawsze szedł z miłością do drugiego człowieka. Mówił, że trzeba być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole i z którego każdy może dla siebie ukroić i się nakarmić, jeśli jest głodny. Nie ma co się martwić, tylko iść naprzód i polecać się Panu Bogu. Tego nas uczy św. Brat Albert:radości dawania i radości oddania siebie Panu Bogu w złych i dobrych chwilach, po prostu zaufania – dodaje.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 12 czerwca

Środa, X Tydzień zwykły
Naucz mnie, Boże, chodzić Twoimi ścieżkami,
prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 17-19
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Nowenna do św. Antoniego z Padwy 4-12 VI
Nowenna do św. Brata Alberta 8-16 VI



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter