6 kwietnia
poniedziałek
Izoldy, Celestyna, Wilhelma
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Lidia Dudkiewicz: Franciszek czyli miłosierdzie jako styl życia

Ocena: 0
116

Swoją prostotą Franciszek zadziwia nas, a zarazem przyciąga również tych ludzi, którzy dotąd byli oddaleni od Kościoła. Można powiedzieć, że peryferie uczynił on centrum świata – pisze Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna tygodnika "Niedziela". Z okazji przypadającej 13 marca 5. rocznicy pontyfikatu Franciszka, KAI przygotowała sondę pt. „Czy(m) papież Franciszek odmienił Kościół?”. Czy(m) papież Franciszek odmienił Kościół?

fot. PAP/EPA/ANGELO CARCONI

Poniżej publikujemy komentarz red. Lidii Dudkiewicz:

Czy(m) papież Franciszek odmienił Kościół?

Miłosierdzie jako styl życia

Papież Franciszek został znaleziony przez kardynałów „na końcu świata”. I ...widzimy tego konsekwencje. Podobnie jak czynił w Argentynie, skąd przybył do Watykanu, przez cały czas poszukuje różnych dróg Kościoła do człowieka, szczególnie tego ubogiego. Swój pontyfikat rozpoczął czytelnym znakiem pokory. Gdy po raz pierwszy stanął w papieskiej sutannie w loggii Bazyliki św. Piotra, pochylił nisko głowę i zdumionych wiernych poprosił, aby się nad nim pomodlili. I tak już pozostało – wciąż, przy każdej okazji, pokornie prosi o modlitwę.

W gestach i słowach jest bardzo skromny, zwyczajny, a przez to bliski, ale też nieprzewidywalny – np. po wyborze na papieża nagle pojawił się w recepcji rzymskiego hotelu, aby opłacić osobiste rachunki. Pamiętał też, aby zatelefonować do Buenos Aires i odwołać prenumeratę prasy w kiosku przy stacji metra, gdzie do tej pory zaopatrywał się w gazety. Jako papież zamieszkał w pokojach hotelowych w Domu św. Marty. Od niedawna na drzwiach jego mieszkania wisi tabliczka z napisem: "Nie wolno narzekać". Traktuje to miejsce jak swoją parafię, gdzie może być blisko ludzi oraz ich spraw. Codzienną Mszę św. odprawia z udziałem pracowników Watykanu, posiłki spożywa razem z mieszkańcami i gośćmi hotelu. Na rekolekcje udaje się autokarem wraz z najbliższymi współpracownikami, a nie osobistą limuzyną.

Przyzwyczailiśmy się już do widoku papieża niosącego czarną teczkę, w której podobno znajduje się kapłański brewiarz. Swoją prostotą Franciszek zadziwia nas, a zarazem przyciąga również tych ludzi, którzy dotąd byli oddaleni od Kościoła. Można powiedzieć, że peryferie uczynił on centrum świata.

Franciszek zapłonął iskrą miłosierdzie, którą św. Jan Paweł II posłał z krakowskich Łagiewnik na cały świat. Więcej – uczynił on miłosierdzie stylem swojego pontyfikatu. W czynieniu miłosierdzia jest kategoryczny. Jałmużnikowi papieskiemu, zaraz po powołaniu tego urzędu, radził pozbyć się biurka. Jasno powiedział, że nie chce jałmużnika za często widzieć w Watykanie, bo musi on iść i szukać biednych. Papieska instrukcja obsługi jałmużnika jest prosta i kategoryczna – to czysta Ewangelia.

Franciszek zadziwia zwykłymi, a nawet pospolitymi gestami. W każdą niedzielę w południe udziela nam błogosławieństwa, ale też życzy smacznego obiadu. Wydaje się wtedy, jakby stanął na progu naszego mieszkania albo siedział razem przy stole z gorącym rosołem na talerzach. Jest blisko, chce znać „zapach swoich owiec”. Bo on kocha, a miłość to obecność, czego dowód Franciszek daje całym sobą. Dlatego często osobiście odpowiada na korespondencję – napisał m. in. list do ciężko chorej 10–letniej Paoliny, na miesiąc przed jej śmiercią. Gdy dowiaduje się o jakiejś szczególnej sytuacji, natychmiast sięga po telefon i dzwoni, aby pomóc i pocieszyć. To takie papieskie przytulenie. Franciszek widzi oczami duszy oraz sercem i pragnie dla nas wiecznego szczęścia, dlatego prowadzi wszystkich do nieba przez konkretne ziemskie przestrzenie naszego życia.

Jeżeli zastanawiam się, czy papież Franciszek odmienił Kościół, to raczej widzę, że wprowadza on w czyn nauczanie swoich poprzedników, co jest naturalne ze względu na jego włosko–argentyńską spontaniczność. Pokazuje przy tym, że każdy ludzki czyn trzeba widzieć w wymiarze wieczności. Jako orędowniczkę naszych trudnych spraw wskazuje Maryję Rozwiązującą Węzły, której wizerunek odkrył w Niemczech, przywiózł do Argentyny, a potem pewnie do Rzymu.

Ten maryjny papież ze wzruszeniem mówi, że na Jasnej Górze spotkał spojrzenie Matki i tak się zakochał, iż wpatrzony w oblicze Maryi, przewrócił się na oczach świata, co zarejestrowały w Częstochowie kamery największych stacji telewizyjnych. W końcu w swej ojcowskiej trosce wskazuje nam, ziemskim pielgrzymom, Maryję jako schody, które przemierzył Bóg, aby zejść do nas, by stać się bliskim i konkretnym. Uważa, że Tymi schodami, w ramionach Maryi, możemy najkrótszą drogą podążać do nieba. Tak więc papież w swej ojcowskiej trosce i miłości pokazuje drogę do nieba na skróty. Franciszek, w czarnych rozdeptanych butach przemierzający pontyfikat, puka swoim sercem do drzwi świata i otwiera je dla Chrystusa. To wszystko z miłości do Boga i do człowieka.

***

Lidia Dudkiewicz jest redaktor naczelną tygodnika „Niedziela”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 kwietnia

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?

Dziś w Kościele: Poniedziałek, Wielki Tydzień
Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 42,1-7; Ps 27,1-3.13-14 ; J 12, 1-11
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy

- Reklama -

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter