18 czerwca
wtorek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Marzenie o Międzymorzu

Ocena: 0
386

Ofensywa wojsk polskich na Ukrainie wiosną 1920 r. była nie tylko ważną operacją w wojnie Polski z bolszewicką Rosją, lecz także próbą urzeczywistnienia planów Józefa Piłsudskiego o powstaniu w tej części Europy bloku państw sprzymierzonych z Rzecząpospolitą.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Marszałek mówił: „Przyniesienie wolności ludom z nami sąsiadującym będzie punktem honoru mojego życia jako męża stanu i żołnierza”. Gdyby operacja zakończyła się sukcesem, zaważyłoby to pozytywnie na losach Polski i Ukrainy na dziesięciolecia.

 


ODEPCHNĄĆ ROSJĘ

Piłsudski trafnie diagnozował zagrożenie, jakim dla niepodległej Polski jest Rosja. Poznał ją dobrze jako uczeń gimnazjum, student uniwersytetu charkowskiego i zesłaniec syberyjski. Poznał także Rosjan, z którymi współpracował w czasie socjalistycznej konspiracji. Już w 1895 r. pisał: „Jeśli wolność własna jest nieosiągalna – wolność cudza wzbudza u Rosjan zawiść i odrazę. Jesteśmy od wieków dla nich zbyt bliskim i jaskrawym zaprzeczeniem ich własnego losu”. Zauważał też, że „dusza Rosjanina, jeśli nie każdego, to prawie każdego, jest przesiąknięta bakcylem nienawiści i niepokoju w stosunku do każdego wolnego Polaka i do idei wolnej Polski”. Twierdził, że polską racją stanu jest odsunięcie Rosji jak najdalej od wschodnich granic. I to niezależnie od tego, jaki w Rosji panuje ustrój. Wyjaśniał to w rozmowach z korespondentami zachodniej prasy na progu wojny z bolszewikami. Twierdził, że „bez względu na to, jaki jest jej rząd, Rosja – biała czy czerwona – była, jest i będzie zaciekle imperialistyczna”.

Gwarantem bezpieczeństwa Polski miało być stworzenie w Europie Środkowo-Wschodniej federacji niepodległych państw, które po pierwszej wojnie światowej powstawały na obszarze przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Ideę zbudowania silnego Międzymorza Piłsudski i jego współpracownicy przedstawiali Litwinom, Białorusinom, Ukraińcom. Niestety, tylko część polityków ukraińskich rozumiała powagę sytuacji i podjęła współpracę z Polską, widząc w tym szansę dla własnego narodu i państwa. Przywódca Ukraińskiej Republiki Ludowej ataman Semen Petlura 21 kwietnia 1920 r. podpisał porozumienie polityczne i wojskowe z Piłsudskim. Nazajutrz ruszyła wielka ofensywa sprzymierzonych wojsk. Przeszła do historii jako wyprawa kijowska.

 


VICTORIA MAJOWA

Już w pierwszych dniach ofensywa przyniosła pasmo zwycięstw. W bitwach pod Żytomierzem, Berdyczowem, Owruczem, Koziatyniem i Winnicą bolszewicka XII Armia została zdziesiątkowana i pozbawiona pierwotnej zdolności bojowej. Na zajmowanych terenach kolportowano „Odezwę do mieszkańców Ukrainy”. Zredagowana przez szefa polskiego wywiadu mjr. Ignacego Matuszewskiego, a podpisana przez Piłsudskiego, głosiła: „Ludności tych ziem czynię wiadomym, że Wojska Polskie usuną z terenów przez naród ukraiński zamieszkałych obcych najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą”. W podobnym duchu wypowiadał się w rozkazach Petlura: „Wspólną walką zaprzyjaźnionych armii – ukraińskiej i polskiej – naprawimy błędy przeszłości, a krew wspólna przelana w bojach przeciw odwiecznemu historycznemu wrogowi – Moskwie, który ongiś zgubił Polskę i zaprzepaścił Ukrainę, uświęci nowy okres wzajemnej przyjaźni ukraińskiego i polskiego narodu”.

Marsz na Kijów zakończył się sukcesem: 8 maja 1920 r. miasto znalazło się w polskich rękach. Na ulicach zapanowała euforia! Pułkownik Adam Ludwik Korwin-Sokołowski wspominał: „nigdy nie zapomnę ogromnego wrażenia, gdy zostaliśmy powitani przez ogromne wprost tłumy różnojęzycznej ludności, która dosłownie zarzuciła nas kwiatami i wiwatowała na naszą cześć w językach polskim, ukraińskim i nawet rosyjskim. Na siodłach brakło wprost miejsca na kwiaty”. Niestety, entuzjazm ludności nie przekładał się na masowy zaciąg do armii Petlury. Mimo znacznego wsparcia ze strony polskiej werbunek i rozbudowa armii ukraińskiej pozostawiały wiele do życzenia. A nie była to jedyna trudność. Kiedy wracającego z frontu Piłsudskiego witano triumfalnie w Warszawie jako spadkobiercę Bolesława Chrobrego, na Kremlu podjęto decyzję o kontrofensywie.

 


CZERWONY MARSZ

Przywódcy bolszewiccy znali niepisaną zasadę geopolityki, że „kto rządzi Kijowem, ten ma klucz do Rosji”. Triumf oręża polskiego był dla nich ciosem. Lenin w specjalnej odezwie wezwał naród rosyjski do walki z Polską – „największym wrogiem, który chce zagarnąć Ukrainę z Kijowem”. Propaganda bolszewicka rozpalała ducha imperializmu rosyjskiego, odwołując się do haseł już nie klasowych, lecz narodowych. Skutecznie podsycano „stary moskiewski nacjonalizm. Nie tylko robotników i chłopów, ale w ogóle wszystkich obywateli Rosji wzywano do zgodnego odparcia zakusów Piłsudskiego” – relacjonował Władysław Pobóg-Malinowski. Taki chwyt, powtórzony w 1941 r. przez Stalina, gdy Niemcy najechali Związek Sowiecki, przynosił efekty. Do Armii Czerwonej zaczęli masowo zgłaszać się nawet ci, którzy szczerze nie znosili bolszewizmu. Przykładowo w Moskwie powołano Radę Rzeczoznawców Wojskowych, na czele której stanął gen. Aleksiej Brusiłow, były naczelny wódz carskiej Rosji. Wydał on odezwę do oficerów byłej armii rosyjskiej, w której wzywał, aby „zapomnieli o doznanych krzywdach i ze wszystkich sił bronili drogiej nam Rosji i nie dopuścili do jej uszczuplenia”.

Ruszyła ofensywa Armii Czerwonej. W okolice Kijowa ściągnięto potężną Armię Konną Siemiona Budionnego, o której współcześni mówili ze strachem, że w sposobie walki stosuje metody hord Czyngis-chana. Nastąpił odwrót wojsk polskich i wspierających je wojsk ukraińskich. W ciągu kilku tygodni bolszewicy nie tylko odbili Ukrainę, ale też przekroczyli linię Bugu. Lew Trocki roztaczał w swych mowach wizję „białego orła z odrąbaną głową” i sowieckiej Polski jako pomostu, po którym Armia Czerwona wejdzie do Europy. Wtórował mu Michaił Tuchaczewski: „Armia spod Czerwonego Sztandaru i armia Białego Orła stają twarzą w twarz w śmiertelnym pojedynku. Na naszych bagnetach poniesiemy szczęście i pokój ludzkości pełnej mozołu. Nim minie lato, przemkniemy ze stukotem kopyt ulicami Paryża”.

Ten straszliwy plan na szczęście się nie powiódł. W sierpniu 1920 r. na przedpolach Warszawy, a potem w operacji niemeńskiej Polacy zatrzymali „czerwony marsz”, ratując niepodległość Rzeczypospolitej i tożsamość Europy. Niestety, nie udało się zrealizować idei Międzymorza. Do dziś pozostaje ona marzeniem i testamentem tamtego pokolenia.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest historykiem; w latach 2016–2024 był szefem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, organizatorem państwowych obchodów rocznicy zwycięstwa pod Monte Cassino

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 czerwca

Poniedziałek, XI Tydzień zwykły
wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego
Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich, Panie,
i światłem na mojej ścieżce.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 38-42
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter