20 listopada
poniedziałek
Anatola, Sedzimira, Rafala
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Medialna lustracja

Ocena: 0
331

Do zarzutów o współpracę ze służbami specjalnymi PRL, pojawiających się w internecie i „Tygodniku Powszechnym”, o czym informowaliśmy jednym zdaniem w „Idziemy” (nr 600 z 2 kwietnia) odniósł się oskarżany ks. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki. Prezentujemy jego stanowisko.

fot. Wikimedia Commons / Kolanin / CC BY-SA 3.0

Wydawać by się mogło, że po publikacji w Lustratorze Polskim w dniach 1-7 lutego br. zapachniało sensacją, bo oto 40 lat temu ten, kto przygotowywał beatyfikację ks. Jerzego w Kongregacji w latach 2003-2009, został wciągnięty do rozmów z agendami ówczesnego PRL. Autor tej publikacji jednak nie wiedział, że sprawa była już wyjaśniona w 2007 r., w ramach diecezjalnego postępowania na płaszczyźnie biskup – prezbiter.

Odpowiedzią na publikację w „Lustratorze” było moje oświadczenie zamieszczone 9 lutego w „Miesięczniku Diecezji Włocławskiej – Kronice”, marzec 2017, s. 295. Oto jego treść:

„Na portalu internetowym Lustrator Polski dniach w 1-7 lutego 2017 zostały zaprezentowane materiały z archiwum Departamentu I MSW, które bezpośrednio dotyczyły mojej osoby.

W związku z tym wyjaśniam, że w1977 r., podczas starań o uzyskanie paszportu na wyjazd na studia zagraniczne, została wymuszona na mnie przez pracowników biura paszportowego pisemna zgoda na spotkania z pracownikami MSW po moim dotarciu do Rzymu. W moim rozumieniu, wtedy pozostawała tu jedynie zgoda na rozmowy z ludźmi z ambasady PRL w Rzymie wokół bardzo nabrzmiałych spraw polskich, i nic więcej.

Efekty tych spotkań – jak zaświadczają także wspomniane materiały – nie satysfakcjonowały moich rozmówców i po moim powrocie do Polski zaniechano prób spotkań ze mną.

Oświadczam w sumieniu, że nigdy na nikogo nie robiłem donosów do SB ani też nigdy nie podejmowałem jakichkolwiek działań przeciw Kościołowi.

Oświadczam również, że od moich rozmówców nie przyjąłem żadnej gratyfikacji.

Pragnę dodać, że w 2007 r., po apelu Biskupa Włocławskiego do księży, aby wyjaśnić ewentualne kontakty z władzami PRL, przedstawiłem mu szczegółowo pisemnie powyższą sprawę. Kwestia, przy ówczesnym stanie wiedzy, została potraktowana jako niedająca podstaw do oskarżeń o działanie przeciw Kościołowi”.

***

O co tu chodzi? Wszystko zaczęło się wiosną 1977 r. Starałem się o paszport, gdyż pojawiła się możliwość kontynuowania studiów w Rzymie. Długo zwlekano z odpowiedzią na mój wniosek. Wreszcie zaczęły się spotkania, których nie wspominam zbyt dobrze. Skończyły się wymuszonym napisaniem oświadczenie o zgodzie na rozmowy w Rzymie z osobami z ambasady PRL. Do Rzymu wyjechałem we wrześniu 1977 r.

Od samego początku wobec nagabywań jasno stawiałem sprawę, że żadna współpraca z SB, a tym bardziej działanie przeciw Kościołowi, absolutnie nie wchodzi w grę, nawet kosztem odmowy paszportu. Tekst „zobowiązania” do rozmów w Rzymie został napisany wprawdzie pod dużą presją, ale własnoręcznie przeze mnie. To jest prawda. Co się zatem stało?

Ja nie miałem złudzeń, co czynią ludzie PRL, ale z drugiej strony dla mnie była zawsze jasna różnica między błędem a ludźmi błądzącymi. Z trzech lat mojej wcześniejszej pracy duszpasterskiej (1974-77) miałem doświadczenie, że nie można rezygnować z żadnej okazji szukania „zagubionych”, z pomocy otworzenia się na życie religijne ówczesnych wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych, choćby to miało iść drogą nietypową, nawet o pozorach niewłaściwych. Nie wiem, dlaczego akurat do mnie mieli zaufanie ci ludzie, i przyjeżdżali nawet z daleka, potajemnie, z prośbą o pomoc duchową. Godząc się na rozmowy w Rzymie, wydawało mi się, że może i teraz wytworzy się jakaś szczelina, żeby przekazać choć skromny głos o dialogu z Kościołem.

Rozmowy więc były. Ale czy rozmowa oznacza automatycznie usługi dla rządzących w PRL? Efekty rozmów, jak odkryłem w materiałach IPN, nie satysfakcjonowały moich rozmówców. W tych rozmowach chodziło mi o sprawy polskie, na spojrzenie chrześcijaństwa na komunizm/socrealizm, nieuregulowane relacje państwo-Kościół, wrogość PRL do Kościoła, obraz Kościoła od strony aparatu komunistycznego i jego ideologii. Bardzo mi zależało, żeby przez te dysputy mój rozmówca mógł przekazać swoim zwierzchnikom choć małe sygnały, sugestie o ocenie nienormalnej sytuacji w Polsce.

Potem, w kontekście wyboru Jana Pawła II i powstania „Solidarności”, mówiłem im, że system komunistyczny jest skazany na rozsypanie się i że najpierw zacznie się to w Polsce, z dwóch ewidentnych racji: najpierw nie wytrzyma gospodarczo, a resztę zrobi niezwykłe ożywienie religijne po wyborze Jana Pawła II. Ogłoszony w tym czasie stan wojenny nie tylko, że nic nie rozwiąże, ale przyniesie tylko jeszcze większą zapaść gospodarczą i pogłębi wzajemną wrogość.

Mówiłem wprost, by swoim szefom powiedzieli, że im prędzej zdecydują się na dialog z Kościołem bez wyrachowania, tym będzie korzystniej dla nich i dla kraju. Wskazywałem na bazie konkretów, że władze PRL mają błędny obraz o obecności i celach Kościoła w świecie i w Polsce. Tego jednak w owych notach z teczki agent, widać, że nie chciał jednoznacznie zamieszczać.

Rozumiem dobrze, jakie są dzisiaj reakcje różnych osób na realia z perspektywy 40 minionych lat. Wiem, że ktoś może i tak powiedzieć: Mimo wszystko zrobiłeś głupstwo, podpisując zgodę na rozmowy.

Dziś wszystkiego się nie „udowodni”. Moja odpowiedź na to, mimo wszystko, brzmi: Przyjdzie kiedyś czas, kiedy przed Panem Bogiem zostanie odsłonięta cała prawda. Wtedy okaże się, że w moim postępowaniu – jak jestem przekonany – kierowałem się tym, by na pierwszym miejscu była chwała Boża, Kościół, zbawienie ludzi.

Wiadomo, że przez to wszystko nie zaznawałem błogiej sielanki. Sam Pan Bóg tylko wie, jak bolesne było to doświadczenie. W sumie jednak otwierało mi oczy na dużo głębsze spojrzenie na ludzkie sprawy, misję Kościoła, dobro ojczyzny. Z dzisiejszej perspektywy traktuję to doświadczenie w kategoriach duchowej próby.

Spójrzmy na sprawę od innej strony. Po 40 latach, gdy miałem możliwość zapoznania się z materiałami z moich teczek w IPN, z niemałym zdumieniem zdałem sobie sprawę dopiero teraz, jak daleko były zamierzone działania wobec mnie ze strony SB. Dopiero teraz z ujawnionych materiałów dowiedziałem się, że SB ciągle łudziło się na „wychowanie” mnie i pozyskanie do wywiadu zagranicznego. Ale to były tylko i wyłącznie plany SB, a nie moje, nie mówiąc już, że nie było przy tym żadnej mojej wiedzy ani decyzji.

Po powrocie do kraju absolutnie nie zamierzałem podejmować dalszych kontaktów. Nie widziałem ich sensu. Paszport na dalsze wyjazdy ws. beatyfikacyjnych w Kongregacji załatwiałem zawsze przez sekretariat Episkopatu Polski. Nie podjąłem też już żadnych rozmów ani współpracy z MSW.

Dziś, gdy próbuję spojrzeć trochę szerzej, nasuwa mi się myśl, że to niby przypadkowe odnalezienie moich materiałów w IPN chyba nie było takie przypadkowe. Chodzi o obciążenie w jakiś sposób ludzi Kościoła, a zwłaszcza związanych ze sprawą ks. Jerzego, którego przybliżająca się kanonizacja znów przypomni jego bardzo niewygodne przesłanie dla wielu ludzi… Okazuje się, że dla różnych kręgów bardzo przydatne może być rzucanie wszelkiego rodzaju błota obciążeń na sprawę. Zresztą doświadczyłem tego już wystarczająco wcześniej, przy okazji prac nad beatyfikacją 108 Męczenników za wiarę za czasu II wojny, a potem przy beatyfikacji ks. Jerzego. A może jest tu też coś z zemsty demonicznej za moje zaangażowanie w proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny bł. Jerzego Popiełuszki…

Czy cała sprawa może w jakiś sposób „zaszkodzić” kanonizacji? Nie. Najpierw by trzeba udowodnić moją „zdradę” i winę, a tych nie było. A poza tym, w najistotniejszej sprawie, tj. przy wykazaniu męczeństwa za wiarę ks. Jerzego, to wszystko nie przeszkodziło. Kanonizacja jest tu konsekwentnie kolejnym krokiem, otworzonym przez beatyfikację.

Pan Bóg mimo wszystko prowadzi nieprzerwanie dalej swoje dzieło poprzez błogosławionego męczennika: okazuje wciąż na nowo cuda za jego wstawiennictwem na całym świecie, niezliczone ilości przeróżnych łask. W parze z tym idzie ożywienie jego przesłania, że można zwyciężyć zło dobrem i że należy mimo wszystko patrzeć z miłością nawet na zdeklarowanych wrogów czy osoby wyrządzające innym mniej świadomie krzywdę moralną.

ks. Tomasz Kaczmarek

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły