14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miłosierdzie po ludobójstwie

Ocena: 4.96667
1182

Ktoś puścił plotkę, że biały ksiądz ma karabin i – tak samo jak Hutu – powystrzela wszystkich, po czym wróci do Europy. A biały ksiądz pokazał im swoją broń – na 50 naboi.

fot. Monika Florek-Mostowska

Na widok różańca wierni odetchnęli. – Zostanę z wami, nawet jeśli będę musiał umrzeć – powiedział im wtedy ks. Stanisław Urbaniak SAC. Dopiero gdy został sam w pokoju, dotarło do niego, co zadeklarował. „Już nie mogę ich opuścić” – pomyślał. Na misjach w Rwandzie przeżył 36 lat, w tym ludobójstwo w 1994 r.

 

I znów nie posłuchano

Matka Boża nie została wysłuchana ani w Fatimie, ani w Medjugorie – czy się w te objawienia wierzy, czy nie – więc wybrała kolejne miejsce. Rwandyjskie Kibeho to znów biedna, położona w górach wioska, i znów widzącymi są proste dzieci. W sobotę 28 listopada 1981 r. 14-letnia Alphonsine Mumureke sprzątała szkolny refektarz, gdy usłyszała głos: „Moja córko, chodź za mną”. Chwilę później ujrzała kobietę niezwykłej urody, która przedstawiła się jako Matka Słowa Przedwiecznego.

Ani dyrektorka szkoły, ani koleżanki nie chciały dać wiary. Aż szczególnie szykanująca dziewczynkę Marie Claire Mukangango sama ujrzała Maryję. Potem jeszcze Nathalie Mukamazimpaka. Objawienia trwały kolejne kilka miesięcy. Dziś stoi tam kaplica objawień.

– Były one przeznaczone nie tylko dla Rwandy, ale dla całego świata – podkreśla ks. Urbaniak. – Matka Boża przypomniała: „Świat stoi nad przepaścią”, „Okażcie skruchę, żałujcie za grzechy”, „Nawróćcie się, kiedy jest jeszcze na to czas”. Powiedziała też, że „nikt nie wchodzi do nieba bez cierpienia”. Naszym cierpieniem pomagamy bowiem Chrystusowi odkupić świat.

I znów Matki Bożej nie posłuchano, a Kościół uznał objawienia w Kibeho dopiero po tragedii ludobójstwa. Wtedy przypomniano sobie, że Maryja nawoływała do miłości braterskiej, do pojednania, że przepowiadała krew, jeśli ludzie nie powrócą do Boga i Jego przykazań.

„Gdzie był Bóg w czasie ludobójstwa?” – z tym pytaniem ks. Urbaniak często się spotyka. Odpowiada zawsze: „A gdzie był człowiek, gdy Pan Bóg przemawiał?”. Według niego ludobójstwo to dzieło szatana. – Kilka lat przed wojną bratobójczą w Rwandzie, gdzie posługiwałem jako egzorcysta, zapytałem demona o jego imię – wspomina. – „Interahamwe” – odpowiedział, a ja myślałem, że chce mnie zwieść. W czasie wojny przypomniało mi się to – Interhamwe to była milicja Hutu, masowo mordująca Tutsi.

 

Pan bóg kule nosi

Do czasu ludobójstwa kościoły w Rwandzie były bezpiecznym schronieniem. W parafii ks. Urbaniaka w Ruhango ukryło się sześćset osób. – Kiedy milicja zaczęła się dobijać, wyszedłem ze stułą na ramionach – bo jak umierać, to jako męczennik – i z figurą Matki Bożej Fatimskiej – wspomina. – „Oddaj nam ich!” – krzyczą, a ja – że nie oddam, to przecież wasi bracia. Powalili mnie i wyłowili trzydziestu Tutsi.
Jakież było zdziwienie księdza, gdy większość z nich po paru godzinach wróciła. – Widać taka była wola Boża, by byli świadkami – komentuje pallotyn. – Ubrałem ich w alby i sutanny, bo wrócili nadzy. Do dziś dają świadectwo, jak Pan Jezus działał w Ruhango.

Ksiądz Urbaniak wpuszczał uciekinierów, a oni chowali się, gdzie się dało. Raz milicja wpadła do kościoła, ale do zakrystii już nie zajrzała – w szafach liturgicznych ukrytych było 15 osób. Kolejnych kilkoro ksiądz znalazł w kanale samochodowym dwa dni po zakończeniu walk. Nie wiedzieli, że się skończyły.

Drugi napad miał miejsce w piątek  13 maja o godz. 15. Milicjanci Hutu skarżyli się swojemu kapitanowi, że ksiądz nie chce im wydać ukrywających się u niego osób. „Wstydu nie macie! – krzyknął kapitan. – On nam pomaga żyć jak bracia. Zostawcie go i jego ludzi w spokoju!”. I poszli.

Do trzeciego napadu doszło 31 maja. Na zewnątrz 60 tys. Hutu, w środku – pięciuset Tutsi. Cała parafia miała zginąć. Dowiedzieli się o tym zwiadowcy Tutsi i sami podjechali pod parafię i zaczęli strzelać. Ludzie byli przerażeni, krzyczeli, że to już koniec. – Tymczasem wszystkie kule przelatywały ponad podwórkiem, ani jedna na nas nie spadła – wspomina duchowny. – Tutsi strzelali w górę. Powiedziałem ludziom, że Tutsi przyszli, żeby nas wyzwolić, a 60 tys. Hutu odeszło spod kościoła.

Kiedy rok temu ks. Urbaniak odwiedził swoją wioskę, przybiegł do niego człowiek z sąsiedniej parafii, wołając: „Ukrywałeś mnie i karmiłeś, uratowałeś mi życie!”. Rzeczywiście, kościół stał się magazynem żywności – to m.in. dzięki temu go nie zniszczono. Księdzu kilka lat temu Klub Pojednania założony przez żonę rwandyjskiego prezydenta przyznał nagrodę „Za Budowanie Jedności”.

 

Tarcza miłosierdzia

Do dziś na widok dużego noża kuchennego i na trzaśnięcie drzwiami ks. Urbaniaka przechodzą ciarki – mimo że na jego terenie nie wydarzyły się takie dramaty, jak w innych częściach kraju. Tam, gdzie posługuje, mieszka bowiem 40 tys. osób, w tym 18 tys. katolików, a w czasie ludobójstwa zginęło nie więcej niż trzysta osób. Oprawcy pochodzili z zewnątrz, nie było wśród nich tutejszych. Ksiądz Urbaniak wierzy, że jego parafię ocalił Jezus Miłosierny.

– Kiedy w 1992 r. zaczęły powstawać partie polityczne i zaczęło się robić gorąco, ja powoływałem grupy nowej ewangelizacji – mówi. – Wierni studiowali Pismo Święte i apostolstwo. Wtedy nie wiedziałem, po co to robimy. Ta działalność wydała owoce dopiero w czasie wojny – kiedy Hutu ratowali Tutsi. Pamiętam katechistę Hutu, który ukrywał w oborze pod podłogą piętnastu Tutsi; takich jak on było wielu. Wielu spośród kapłanów czy sióstr zakonnych oddało życie za współbraci z wrogiego plemienia. Jeden z księży Hutu wyszedł do milicji żądającej od niego wydania Tutsi i powiedział, że najpierw muszą zabić jego. Zabili, ludzi także.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły