21 lipca
niedziela
Daniela, Diany, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Msze ostatniej szansy?

Ocena: 4.75
381

Nie tylko działkowcy w sezonie letnim, grzybiarze jesienią, narciarze zimą czy studenci wracający w niedzielę wieczorem z rodzinnych miast. Na późne Msze Święte coraz częściej przychodzimy przez cały rok, a nad spóźnialskimi przeważają stali bywalcy.

fot. FB/wojciechnarynku

Dla Barbary Olesińskiej Eucharystia o godz. 10.30 była zawsze najważniejszym punktem dnia. – Potem szliśmy na spacer i lody – wspomina. – Od 37 lat jestem pielęgniarką i dopóki pracowałam „na ramki”, czyli tylko w tygodniu, nie było problemu, ale od kiedy zaczęłam dyżurować przez dwie niedziele w miesiącu, musiałam zbudować nową strategię świętowania niedzieli. Późna Msza okazała się dobrym podsumowaniem dnia, w którym służyłam pacjentom.

 


ODWAGA NIKODEMA

Także Agnieszka Litwin trafiła na późne Msze Święte niejako z konieczności. – Czasem zmuszała mnie do tego praca w niedzielę, częściej jednak wyjazdy do rodziny z mężem, z którym w tygodniu rzadko mieliśmy czas dla siebie – przyznaje. – Dzięki późnej Mszy nie muszę rezygnować ani ze spotkań rodzinnych, ani z relacji z Panem Bogiem.

Dla dziennikarza Jakuba Pacana jednym z argumentów za późną Mszą Świętą jest kwestia praktyczno-organizacyjna. – Wolne niedziele lubię spędzać aktywnie w plenerze: wyjeżdżam do lasu czy na kajaki, a późnowieczorna Msza pozwala mi nie łamać trzeciego przykazania – mówi.

Okazuje się ona dobrym rozwiązaniem także dla niektórych uczniów. – W tygodniu codziennie wstaję wcześnie rano, więc w weekend odsypiam – mówi 17-letni Adam Zbierada. – Nie chciałbym iść na Mszę zaspany i nic z niej nie skorzystać. Dni są u mnie aktywne, a wieczorem jestem bardziej refleksyjny, dlatego Msza o tej porze bardziej mi odpowiada. Nic mnie podczas niej nie rozprasza.

W podobnych sytuacjach proboszczowi parafii Maryi Królowej w Poznaniu ks. Marcinowi Węcławskiemu odpowiedniejsza wydaje się niedzielna Eucharystia w sobotni wieczór. – Skoro cała niedziela ma być dniem Pańskim, to jego świętowanie warto zacząć właśnie wtedy, a nie na jej zakończenie – sugeruje, ale późnych Mszy nie neguje. – Mszę o godz. 21 jako pierwszy w Poznaniu wprowadził w latach 60. XX w. ks. Jerzy Smoliński, zmartwychwstaniec, właśnie w mojej obecnej parafii – mówi ks. Węcławski. – Ja także dostrzegam taką konieczność. Trzeba się cieszyć z tego, że są wierni, którzy po niedzielnej pracy, nawet po wyjeździe od piątkowego popołudnia za miasto chcą uczestniczyć w Eucharystii. Uważam, że w obecnej sytuacji społeczno-religijnej należy wychodzić naprzeciw oczekiwaniom wiernych, o ile nie prowadzą one do złych kompromisów. Na tym także powinno polegać duszpasterskie nawrócenie, o którym mówi Franciszek, apelując o rozumienie sytuacji wiernych.

– Od dłuższego czasu zauważam niską frekwencję na Mszach o godz. 8 i 9.30, za to na godz. 21 schodzą się wierni z całej Warszawy – mówi proboszcz warszawskiej archikatedry ks. Bogdan Bartołd. – Rozumiem specyfikę mojej parafii, dlatego wprowadziłem trzy Msze wieczorne: o godz. 18, 19 i 21.

Tę ostatnią od pięciu lat odprawia ks. Maciej Jaszczołt. – Wierni wiedzą, że czekam na nich już od godz. 20 – wtedy mogą ze mną porozmawiać, „powadzić się z księdzem”, wyspowiadać – mówi duchowny. – Po Mszy żegnam ich w drzwiach i jeszcze rozmawiamy na temat kazania czy ich potrzeb duszpasterskich. Ma ona swoich stałych uczestników, dlatego łatwiej jest mi dobrać odpowiedni dla nich przekaz. Owszem, zdarzają się na niej osoby „z przypadku”, ale i te często zaczynają być jej regularnymi uczestnikami. Od jednego z młodych uczestników usłyszałem, że przechodził koło katedry, wstąpił i usłyszał moje kazanie, które okazało się „dla niego”.

Odprawiający u NMP Królowej Pokoju we Wrocławiu Mszę o godz. 21 o. Błażej Mielcarek OMI zauważa ciekawy trend. – To, że uczestniczy w niej nawet 300 osób, nie jest już zaskoczeniem – mówi. – Ale interesujące jest, że 90 proc. przystępujących podczas niej do spowiedzi to mężczyźni. Jak Nikodem, chcą porozmawiać z Panem Jezusem, ale nabierają do tego odwagi dopiero późną porą.

 


NIE DLA KSIĘDZA

Chociaż Barbarę Olesińską do wyboru późnych Mszy zmusiła sytuacja zawodowa, to rozsmakowała się w nich. – Dyżury mam od godz. 8 do 20. Jeśli koleżanka z drugiej zmiany się spóźniała lub musiałam ją dłużej wprowadzić w dyżur i nie zdążyłam do swojej parafii o. Pio na Gocławiu na godz. 20.30, szłam do dominikanów na Służewie na godz. 21, a w ostateczności na Freta na „ostatnią w mieście” – mówi pielęgniarka.

Bywa jednak, że na późną Mszę Barbara decyduje się także w niedziele bez dyżurów. – Dobrze jest wiedzieć, że jeśli mam gości albo przyjeżdżają do domu dorosłe dzieci, mam ostatnią deskę ratunku w postaci późnej Mszy, podczas której mogę z radością podziękować za te spotkania – przyznaje. – Najbardziej jednak lubię Mszę o 20.30 w swojej parafii, z homilią, która zawsze do mnie przemawia, i katechezą na koniec. Wielu znajomych mi jej zazdrości i nawet czasem na nią przyjeżdżają.

Także Agnieszka Litwin jest stałą uczestniczką niedzielnej Mszy o godz. 21 w warszawskiej archikatedrze. – Wiem, że nie chodzi się do kościoła „dla księdza”, ale skoro ks. Maciej do mnie trafia, skoro oprawa Mszy nastraja mnie do lepszego jej przeżywania, to nie widzę w tym nic złego – mówi. – Stałych bywalców jest zresztą więcej; już się sobie kłaniamy, choć wcześniej się nie znaliśmy. Czujemy się wspólnotą. Uczestnicy tej Mszy nie są osobami z przypadku, ale dokładnie wiedzą, po co przyszli.

Wszyscy rozmówcy podkreślają klimat wieczornych Mszy: przygaszone światła, mniej śpiewów, niespieszność i skupienie. – W takich okolicznościach łatwiej mi się wyciszyć, to mi daje poczucie intymnej relacji z Bogiem – mówi Jakub Pacan, który uczęszcza nie tylko na wieczorne Msze, ale te najbardziej lubi.

– Lubię Msze poranne, ale czasem mam wrażenie, że zbytnio „wpisują się w grafik” tej części dnia i łatwo potraktować je jak „odhaczenie” w ciągu zajęć: śniadanie, Msza, aktywności sportowe, obiad… – zauważa Magdalena Zbierada. – Za to wieczorem nie czuje się już żadnej presji; to dobry czas, by podziękować za miniony tydzień i powierzyć Bogu kolejny. Myślę, że jeśli ktoś ma „małe przyciąganie do Kościoła”, to takie Msze bardziej go zachęcą.

Wypowiadający się dla „Idziemy” księża, którzy odprawiają późne Msze, przyznają, że przeważają w nich osoby między 25. a 50. rokiem życia. – Odczuwalne jest duże skupienie i wsłuchiwanie się w Słowo Boże – przyznaje ks. Marcin Węcławski. – Z pewnością ma w tym swój udział nasz lektor – aktor, który pięknie je czyta.

 


ZANIM ZAJDZIE SŁOŃCE

Ksiądz Bartołd potwierdza, że dla niektórych późna Msza może być koniecznością, bo pracują w usługach, służbie zdrowia czy mediach, ale wskazuje też, że dla wielu jest to Msza nie „ostatniej szansy”, ale „pierwszego wyboru”. – Niektórzy rzeczywiście dopiero wieczorem są bardziej otwarci na łaskę Bożą – mówi.

Ksiądz Jaszczołt podkreśla, że nie jest to spotkanie dla wybranych. – Zapraszam wszystkich! – zachęca. – Po jednej z takich Mszy młody chłopak powiedział, że to dzięki takiej postawie duszpasterskiej jeszcze chodzi do kościoła, bo ze swojej parafii nie ma najlepszych doświadczeń.

Ale wikariusz katedry podkreśla, że jako duszpasterz z późnymi Mszami ma niejaki kłopot. – Nie zachęcam do odkładania Eucharystii na koniec dnia, ale liczę na rozwagę wiernych. Dlatego namawiam, by dzień Pański świętować nie tylko z rodziną, ale i Słowem Bożym; by przed Mszą poczytać Pismo Święte.

– Przed soborem Mszę Świętą ksiądz musiał odprawić przed posiłkiem, dlatego odbywała się ona wcześnie i dlatego towarzyszyły jej nawiązania do wschodzącego słońca – dopowiada o. Dawid Kołodziejczyk OP z kościoła św. Jacka w Warszawie. – Po wyjściu z późnowieczornej Mszy mogą nam za to przyświecać słowa św. Pawła: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”. Słowo Boże powinno nas nieść, a nie blokować, dlatego otwierajmy się na nie w takich okolicznościach, jakie nam w tym pomagają.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na UW, dziennikarka, autorka książek o tematyce rodzinnej i historycznej


monika.odrobinska@idziemy.com.pl

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 21 lipca

XVI Niedziela zwykła
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 6, 30-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego) 
+ Komentarz „Idziemy” - Stwórz się na nowo
Nowenna do św. Anny 17-25 lipca
+ Nowenna do św. Szarbela 19-27 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter