16 listopada
piątek
Gertrudy, Edmunda, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Na krańcach świata

Ocena: 0
829

Niosą ludziom Dobrą Nowinę, uczą solidarności i miłosierdzia, ale także czytać i pisać. Są świadkami Chrystusa – ponad dwa tysiące polskich misjonarzy.

fot. arch. ks. Tomasza Cieniucha

Ksiądz Szymon Grzywiński z diecezji włocławskiej od września 2016 r. pracuje w Kazachstanie, w diecezji Ałmaty. Jest wikariuszem parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Kapszagaj. – Równorzędnie oddano mi do samodzielnego prowadzenia parafie Matki Bożej Różańcowej w Nura i św. Michała Archanioła w Daulet. Odpowiadam też za diecezjalne rekolekcje dla dzieci i młodzieży – mówi.

– Za nami wakacje, które wykorzystaliśmy na wspólne wyjazdy: pielgrzymki po sanktuariach maryjnych i obozy w górach. Grono parafian w połowie stanowi młodzież i dzieci, co daje nadzieję na przyszłość – mówi z uśmiechem misjonarz.

– Młodzież z wielką chęcią angażuje się w każde podejmowane dzieło. Z entuzjazmem odpowiada na każdą prośbę, by podnieść duchowną i materialną sferę życia religijnego parafii. Pracy jest bardzo wiele. Łączymy siły, by zadbać o stan naszych świątyń parafialnych, którymi są tutaj po prostu oddane do użytku sakralnego stare domy. Latem spędzaliśmy czas w ogrodzie, na wspólnej rekreacji – podkreśla. I zwraca uwagę, że bez zaangażowania młodzieży byłoby ciężko cokolwiek zrobić. – Wywieźliśmy śmieci, przycięliśmy drzewka, zbudowaliśmy miejsce na ognisko i boisko do siatkówki, zrobiliśmy remont starego ogrodzenia. To nas zintegrowało i nauczyło odpowiedzialności za wspólne dobro.

– Podobnie jak w innych republikach radzieckich, religia była tutaj przez dziesięciolecia zakazana, a w najlepszym wypadku traktowana jako przejaw zacofania – mówi misjonarz. – „Ojciec (bo tak tu wszyscy na nas mówią), ja o katolickiej cerkwi słyszałam czasem tylko w radio albo w telewizji, tu o rzymskiej wierze nikt nic nie wiedział” – opowiadała mi jedna z parafianek.

– Zapewne też dlatego katolików jest tutaj tak mało: około 2 proc. populacji; muzułmanów (kazachskich sunnitów) jest około 60 proc., a wiernych rosyjskiej Cerkwi prawosławnej 35 proc. Wszyscy tu już wiedzą, że jestem „ksiądz z Polski”. Prawie wszędzie chodzę w sutannie lub w koloratce – robiąc zakupy na bazarze, załatwiając sprawy w urzędzie czy tankując – i na własnej skórze doświadczam, że kazachski islam jest wolny od ekstremizmów i nastawiony tolerancyjnie wobec chrześcijaństwa. Ani ja, ani inni pracujący tutaj księża ze strony środowiska muzułmańskiego nie odczuwamy żadnego przejawu nieżyczliwości, wręcz przeciwnie – odbieramy sympatię i szacunek. „A... wy batiuszka? To możecie spokojnie tutaj poczekać na dzieci” – mówi do mnie woźna w szkole. Na wschodzie duchowny, także i katolicki, jest szanowany i lubiany.

Ksiądz Tomasz Cieniuch z diecezji kieleckiej przyleciał do Peru w czerwcu 2014 r. Ponad rok pracował w Wikariacie Apostolskim San Jose de Amazonas. Teraz jest w selwie, czyli w dżungli.

– Myślimy, by uruchomić radio, dzięki któremu będę mógł dotrzeć do wielu ludzi z Dobrą Nowiną o Jezusie. Bardzo ważne obok duszpasterstwa są działania na polu edukacji, której poziom jest bardzo niski tutaj – mówi misjonarz.

– Moja praca ma dwie ramy. Pierwsza to organizowanie życia religijnego młodzieży i dorosłych. Odwiedzam wioski, w których kapłan był ostatni raz około dwadzieścia lat temu, albo i nigdy. Oczywiście są też ochrzczeni i oni potrzebują katechezy. W wielu przypadkach jednak jest to praca od podstaw. Zacząłem odprawiać w języku asháninka Mszę Świętą, chrzcić i śpiewać. Moi Indianie lubią śpiew – opowiada. – Druga rama to praca na polu socjalnym; przez Caritas organizuję pomoc materialną dla moich parafian.

– Moja misja, zresztą jak każda inna placówka misyjna, jest jak czarna dziura, która pochłania wszystko. Pracy jest ogromnie dużo. Kiedy tu przybyłem, rozpocząłem remont domu. Dzięki wielkiej pomocy i zaangażowaniu wiernych z mojej diecezji kieleckiej udało się wspólnie wykonać prace remontowe. Na parafialnym polu już rosną banany. Założyłem hodowlę kur. Z czasem – taką mam nadzieję – pieniądze otrzymane z uprawy i hodowli pomogą wspierać finansowo projekty parafialnej Caritas. W ubiegłym roku otworzyłem szkołę dla osób, które z różnych powodów nie ukończyły gimnazjum. Uczyliśmy w niej języka hiszpańskiego, religii, psychologii, komunikacji i filozofii. Mój pomocnik César uczył matematyki, fizyki i geografii. Niestety, szkoła nie przetrwała, zabrakło chęci do nauki.

– Dzięki ofiarności pewnej rodziny z Polski zakupiłem panel słoneczny z całą instalacją dla wioski w Santaro. Rozpoczęliśmy budowę kaplicy w Puerto Prado i Santa Cruz. To są tylko niektóre z działań podejmowanych w mojej misji – opowiada misjonarz.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 
- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -