21 kwietnia
niedziela
Anzelma, Bartosza, Feliksa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pamięć o księdzu Kotlarzu

Ocena: 3.575
1628

Ostatni klaps do filmu „Klecha” o ks. Romanie Kotlarzu padł w miesiącu jego urodzin, pod koniec października. Z kolei 1 grudnia ruszył jego proces beatyfikacyjny. Odżywa pamięć o „drugim Popiełuszce”.

Rolę ks. Romana Kotlarza w filmie "Klecha" gra Mirosław Baka. W tej scenie wraz z Piotrem Fronczewskim; fot. TVP

W Radomiu 25 czerwca 1976 r. znalazł się przypadkiem: szedł do stołówki sióstr zakonnych przy parafii św. Jana Chrzciciela, gdy robotnicy wciągnęli go w tłum skandujący: „Chcemy chleba!”. Poprzedniego wieczoru premier Piotr Jaroszewicz ogłosił w „Dzienniku Telewizyjnym” „zmiany w strukturze cen”. Oznaczało to podwyżkę cen żywności nawet o kilkadziesiąt procent. „Może Warszawa to wytrzyma, może Kraków, może Śląsk, ale Radom jest na to za biedny” – skomentował ks. Roman.

 

Bomby spadają

Już 25 czerwca w wielu zakładach ruszyły strajki: w Ursusie, Płocku i największy w Radomiu. Robotnicy z Zakładów Metalowych im. gen. Waltera poszli pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ksiądz Roman wyskoczył z tłumu, by ze schodów kościoła Świętej Trójcy go pobłogosławić. – Wiedział, że ktoś może zginąć, i rzeczywiście dwóch budujących barykady mężczyzn dosięgły milicyjne kule – mówi Tomasz Świtka, ministrant ks. Romana z tamtych czasów.

Na demonstrujących uderzyły oddziały MO i ZOMO, doszło do podpalenia budynku. Odpowiedzią było brutalne tłumienie protestów, areszty i „ścieżki zdrowia”. O tym, jak ks. Roman przeżywał traktowanie robotników, mówił w swoich kazaniach w Pelagowie, gdzie był proboszczem. – Pamiętam, jak podczas Mszy przed kościół zajechał samochód, a była to u nas rzadkość, z dwoma mężczyznami – wspomina Tomasz Świtka. – Ksiądz kazał mi wyłączyć nagłośnienie na zewnątrz kościoła.

Tajniacy i tak spisali treść kazania. Kilka dni później ks. Roman został wezwany do Prokuratury Wojewódzkiej w Radomiu, gdzie usłyszał: „Kazania są poważnym przestępstwem zagrożonym surową karą pozbawienia wolności”.

Kilka dni później na plebanię przyszli trzej smutni panowie i pobili proboszcza. Kiedy wstawiła się za nim gosposia, uderzyli i ją. Ksiądz Roman krzyczał: „Uciekaj do domu, do dzieci”. – Plecy miał potem całe czarne – wspomina Tomasz Świtka, który miał wtedy 17 lat. – Nikomu nie mówił o pobiciu ani o wcześniejszych najściach „nieznanych sprawców”. Mnie powiedział wtedy tylko tyle: „Patrz, Tomek, bomby lecą i na mnie spadają”. Mój ojciec powiedział, że ksiądz ma w oczach coś strasznego, stał się nieufny nawet wobec najbliższych.

Na Wniebowzięcie odprawiał Mszę Świętą, kiedy zasłabł. Zdążył tylko krzyknąć: „Matko, ratuj!”, i stracił przytomność. Wzięto go do szpitala psychiatrycznego w Krychowicach, w którym posługiwał i gdzie miał zaprzyjaźniony personel. Zdiagnozowano u niego nerwicę, nieżyt żołądka, zapalenie wątroby i krwotoczne zapalenie płuc. Nie mógł chodzić, drżały mu ręce i nogi, cierpiał. Dwa dni później był bardzo pobudzony, nie mógł usiedzieć w miejscu, lekarzom wyjawił, co robił 25 czerwca i że był potem dręczony psychicznie. Środki uspokajające nie pomagały, unieruchomiono go. Jego agonia trwała do godz. 8; zmarł, przyjąwszy sakramenty.

Wbrew woli rodziny Kotlarzów, komendant wojewódzki MO podjął decyzję o sekcji zwłok, by oddalić podejrzenie o sprowadzenie na księdza śmierci przez funkcjonariuszy tajnej milicji. Śladów pobicia lekarze „nie znaleźli”, za przyczynę śmierci uznali obustronne krwotoczne zapalenie płuc.

Pogrzeb ks. Romana odbył się 20 sierpnia 1976 r. Na kościółku powiewała biało-czerwona flaga z kirem, którą zawiesił ojciec Tomasza Świtki; kondukt szedł po kwietnym dywanie. Po nabożeństwie żałobnym trumnę postawiono pionowo, by pokazać zgromadzonym ks. Kotlarza po raz ostatni. – Uczestniczyło w pogrzebie kilkuset księży – wspomina o. Marian Sojka, który był ministrantem w rodzinnych Koniemłotach ks. Romana i spotykał duchownego, gdy ten odwiedzał rodziców. – Na cmentarzu w Koniemłotach powiedziano więcej niż w kościele na temat prawdziwej przyczyny śmierci ks. Romana. Rodzina tego nie potwierdzała, potem się okazało, że była nachodzona przez SB.

Prokuratura nie widziała powodu, aby wszczynać śledztwo w sprawie śmierci „z przyczyn naturalnych”. Sprawie nie dał jednak ucichnąć KOR: doprowadził do śledztwa w 1982 r., jednak zostało ono umorzone. Po 1989 r. wszczęto je ponownie – jednak dokumenty a to ginęły, a to „cudownie” się odnajdywały; część z nich dołączona była do materiałów śledztwa w sprawie śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Wbrew zeznaniom świadków, funkcjonariusze SB wypierali się pobicia, co więcej: rozpowszechniali w okolicach Pelagowa własną wersję śmierci kapłana. Śledztwo znów umorzono.

 

Religia w rowie

Dzień przed radomskimi strajkami, 24 czerwca, ks. Roman odwiedzał z życzeniami parafialnych solenizantów. Zajrzał do rodziców Tomasza Świtki, Janiny i Jana. – Ja też załapałem się na cukierka – wspomina pan Tomasz. – Ksiądz Roman lubił dzieci i młodzież. Przebierał się za św. Mikołaja, organizował nam czas wolny, uczył nie tylko religii, ale też zachowania w teatrze, spotykał nas ze świadkami historii, np. Franciszkiem Gajowniczkiem. Potrafił odkrywać nasze zdolności. Mojej mamie przynosił zdjęcia, bo dbał o dokumentację życia parafialnego. Sam od młodości prowadził album, w którym uwieczniał ważne wydarzenia. Mieliśmy kilkaset zdjęć, ale „rozeszły się”: do filmów, albumów, na wystawy, do IPN.

Pierwszą parafią wyświęconego w 1954 r. ks. Kotlarza był Szydłowiec. W pokoju miał dwa krzesła, łóżko polowe i stół, książki zalegały na podłodze. Pieniądze z kolędy potrafił oddać biednej rodzinie. Ludzie składali się potem na nową sutannę, bo na starą żal było patrzeć.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -