29 lutego
czwartek
Lecha, Lutoslawa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Po roratach chodziliśmy na pączki

Ocena: 0
594

Wygrzebać się z ciepłej pościeli i mroźnym przedświtem ruszyć do kościoła? Perspektywa mało zachęcająca. Chyba że chodzi o roraty, drogę oświetla lampion, a po wszystkim proboszcz zaprasza na śniadanie.

fot. archiwum parafii św. Hieronima w Sulejówku-Miłośnie

Na robienie śniadań po roratach decyduje się coraz więcej parafii: dzieci po liturgii zwykle spieszą prosto do szkoły i dobrze byłoby, gdyby nie szły na czczo. Poczęstunek pozytywnie wpływa na frekwencję na porannej Mszy. – Siedem lat temu, gdy zaczynałem tu posługę, na roraty, wówczas w godzinach wieczornych, przychodziła garstka dzieci – mówi ks. prał. Dariusz Marczak, proboszcz parafii św. Hieronima w Starej Miłośnie. – Wydawałoby się, że wprowadzenie tradycyjnej pory liturgii dodatkowo zdziesiątkuje uczestników. Tak się jednak nie stało!

To między innymi pomysł roratnich śniadań, z początku przez wielu uważany za ekscentryczny, przyciągnął do kościoła parafian ks. Marczaka. W tej chwili na roraty przychodzi ponad sto dzieci.

Śniadania organizowane są w salce parafialnej. Miejsca przy stołach wystarczy dla każdego. Czekają skrzynki z jeszcze ciepłymi drożdżówkami. Przywozi je codziennie między czwartą a piątą rano pan Grzegorz, właściciel piekarni w Sulejówku. Żyje w takim pędzie – żartuje piekarz – że gdyby nie te roratnie dostawy, pewnie zdarzyłoby mu się przegapić Adwent. I mimo że nie uczestniczy w roratach, to jest obecny w pamięci dzieci, które nie tylko malują dla niego laurki, ale i modlą się za niego. Trudno się dziwić – pan Grzegorz dba, by śniadanie nie zionęło nudą. Raz są drożdżówki z budyniem, raz z dżemem, serem lub cukrem pudrem. Do picia kakao, herbata owocowa i kisiel w kilku smakach. W soboty zaś nagrodą dla tych, którzy dzielnie zrywają się z łóżek, mimo że mogliby spać do południa, są pączki i gorąca czekolada.

Ksiądz Paweł Bąk, wikariusz w kościele Matki Bożej Królowej Polski w Aninie, w którym śniadania po roratach są już od lat, zauważa, że to z pozoru niewielkie przedsięwzięcie wymaga dużego zaangażowania parafian. Co roku zgłasza się kilka rodzin, które oferują pomoc. Rozpisują dyżury: kto odpowiada za zakupy, kto za transport bułek z piekarni.

Proboszcz parafii św. Hieronima na początku organizował śniadania samodzielnie. Na szczęście szybko znaleźli się chętni do pomocy. – Ktoś musi przecież te dwieście litrów mleka kupić, przywieźć, zagrzać – mówi. Zajmują się tym w większości rodzice dzieci, które chodzą na roraty. Sami też chętnie wpadają na śniadania, chociażby po to, żeby w towarzystwie wypić poranną kawę.

Wedle obserwacji ks. Marczaka często to dzieci wyciągają rodziców na roraty, a nie odwrotnie. – Ostatnio jeden z ojców narzekał, że syn obudził go o trzeciej w nocy, pytając, czy nie zaspali – śmieje się proboszcz od św. Hieronima. Najmłodszych na Mszę nie przyciąga wyłącznie perspektywa śniadanka. Każdego dnia dostają bowiem naklejkę do albumu i element szopki do złożenia. Od siebie zaś przynoszą serduszka, na których wcześniej zapisują dobre uczynki. Na koniec Mszy odbywa się losowanie, a właściciel szczęśliwego serduszka zabiera do domu na jedną dobę figurkę Matki Bożej Niepokalanej.

Dziewięcioletnia Hania Stefańska, która na roraty chodzi od trzeciego roku życia, ma nadzieję, że tym razem Maryja zagości również w jej domu. – Roraty pomagają mi w czekaniu na narodziny Jezusa. Przypominam sobie o tym zwłaszcza wtedy, gdy nie chce mi się wstać. Pomaga też myślenie o drożdżówce i kakao – wyznaje. Jej mama Karolina mówi, że kilka lat temu ściągnięcie córki z łóżka graniczyło z cudem. – Ale warto było, bo dziś Hania czeka na roraty z wielką radością – zauważa Karolina. Sama też bardzo lubi ten ich adwentowy zwyczaj, gdy z lampionami w ręku zmierzają w kierunku podświetlonej na fioletowo wieży kościoła św. Hieronima – mówi.

Znaczenie dla więzi, tyle że z parafianami, widzi też ks. Marczak. – Śniadania po roratach to szansa na bezpośredni kontakt z tymi wiernymi, których widujemy wyłącznie zza ołtarza. Czy jest lepszy czas na budowanie relacji niż ten, kiedy gryząc bułki, dyskutujemy o wyższości kisielu cytrynowego nad truskawkowym? Że ma to sens, widać chociażby podczas kolędy, kiedy najmłodsi parafianie, zamiast chować się po kątach, zagadują i przybijają ze mną piątkę – uśmiecha się kapłan.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 29 lutego

Czwartek, II Tydzień Wielkiego Postu
Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i szlachetnym zatrzymują słowo Boże
i wydają owoc dzięki swojej wytrwałości.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Łk 16, 19-31
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna zawierzenia woli Bożej - o. Dolindo

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter