14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polskie i Chrystusowe

Ocena: 0
735

– Kiedy się jest z Chrystusem, to nie można być przeciw komuś – mówi bp Wiesław Mering

fot. ks. Henryk Zieliński / Idziemy

Z biskupem włocławskim Wiesławem Alojzym Meringem  rozmawia ks. Henryk Zieliński

 

Mija rok od Aktu przyjęcia w Polsce Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Jakie znaczenie ma ten akt?

Jest to odświeżenie istoty naszego chrześcijaństwa. Chrześcijanin to człowiek należący do Chrystusa i pragnący dawać o Nim świadectwo. Jeśli tego świadectwa brakuje, również w naszym życiu społecznym, jeśli nie mamy odwagi bronić nauki Chrystusa, to nie jesteśmy w pełni chrześcijanami. Chrześcijaństwo to dążenie do świętości, do pełnego zjednoczenia z Chrystusem, zgodnie z przyrzeczeniami składnymi podczas chrztu. Wszystkie inne postawy są nieporozumieniem. Dlatego przyjęcie na nowo Chrystusa jako Króla, czyli kogoś po ludzku najważniejszego, jest wyrazem normalności naszego chrześcijaństwa. Uroczystość Chrystusa Króla stanowi jakby pieczęć tego wszystkiego, co przeżywamy w roku liturgicznym. Tak samo powinno być w naszym życiu – żeby Chrystus królował we wszystkim.

 

Akt ten miał również wymiar ogólnonarodowy. Jak to rozumieć?

Cieszę się, że elementy związane z naszym życiem narodowym, tradycją i kulturą znowu odżywają w polskich sercach. Nikt przecież nie realizuje wartości ewangelicznych w samotności. Wiarę w znacznym stopniu zawdzięczamy innym ludziom, rodzi się ona we wspólnocie Kościoła, narodu i rodziny. Dlatego położenie akcentu na elementy narodowe nie jest niczym złym. Przeciwnie, uważam to za właściwe odczytanie wiary. Brak zaangażowania w życie narodowe byłby rodzajem grzechu społecznego, który oznacza obojętność, stawanie w pozycji obserwatora, a nie uczestnika życia narodowego. Im więcej będzie Chrystusa nie tylko w ludzkich sercach, ale i w życiu narodowym, tym będzie lepiej. Kiedy się jest z Chrystusem, to nie można być przeciw komuś.

 

Początkowo jednak biskupi byli sceptycznie nastawieni wobec idei intronizacji Chrystusa na Króla Polski. Dlaczego?

Może nie sceptycznie, ale ostrożnie. Trzeba bowiem postawić zastrzeżenie, że jeżeli Chrystus jest Królem Wszechświata, to Polska jest tego wszechświata częścią i nie było powodów, żeby to w specjalny sposób akcentować. Ale przy poprawnym zrozumieniu tego władztwa Chrystusa, który nam Polakom ma pomóc w kroczeniu drogami Ewangelii ku Bogu, nie ma w tym jakiegokolwiek zagrożenia. Chodziło tylko o doprecyzowanie pojęć, żebyśmy nie zawłaszczali Chrystusa jako tylko naszego Króla.

 

Niektórzy, także wśród polskich biskupów, ostrzegają przed narodowym mesjanizmem. Czy coś takiego realnie nam grozi?

Nie widzę obecnie takiego zagrożenia. Ludzie głęboko wierzący i rozumiejący, co to znaczy, że Chrystus jest Królem, nie uważają przez to, że naród polski jest szczególnie wybrany do przewodzenia innym. Jeśli mamy być dla innych przykładem, to w czynieniu pokuty i naprawianiu siebie samych, w służbie, a nie w przewodzeniu. Jeśli będziemy o tym częściej pamiętali, to nie będzie nam się spieszyć do podkreślania tego wybrania. Jeśli w Biblii czytamy o ludzie Bożego wybrania, to dowiadujemy się, że nie dlatego został wybrany, że był najlepszy na świecie, tylko że został uzdolniony przez Boga do głoszenia nadejścia Mesjasza. Ktoś napisał, że Bóg nie powołuje zdolnych, tylko uzdalnia powołanych. Nie dlatego przecież zostaliśmy wybrani do kapłaństwa Jezusa Chrystusa, że jesteśmy najlepsi, tylko że Bóg uzdalnia nas do wypełniania naszych zadań. Podobnie jest z narodem.

 

Przed Kościołem w Polsce i przed Polską w perspektywie europejskiej stoją obecnie jakieś szczególne zadania?

Na rzeczywistość europejską patrzę z dużym niepokojem, zawłaszcza na bliski mi kiedyś katolicyzm francuski. Dzisiaj Kościół instytucjonalny we Francji jest prawie nieobecny. Kiedy przed dwoma laty chciano oddać muzułmanom katolicką świątynię, zaprotestował przeciwko temu tylko jeden biskup, zresztą mający polskie korzenie, bp Stanislas Lalanne z Pontoise. Nie ma co sobie wmawiać, że w otwieraniu się Europy

Zachodniej na islam chodzi o „ubogacenie kulturowe” i o prawa człowieka. To wszystko są hasła, które mają zaciemnić rzeczywistość. Faktycznie bowiem Europa przestała bronić swojego dziedzictwa i tym samym nie zyskuje sobie szacunku ze strony innych kultur i tradycji.

Prawdy i wartości, które kształtowały Europę przez dwa tysiąclecia, zasługują na to, żebyśmy pozostali im wierni. Nie wolno się ich wyzbywać w imię źle rozumianej tolerancji. Bo o jaką tolerancję tu chodzi? Przecież ja nie mogę pojechać do Arabii Saudyjskiej i przechadzać się z krzyżem na piersi. Niemożliwe jest tam nawet jakiekolwiek chrześcijańskie zgromadzenie modlitewne czy czytanie Biblii. Tymczasem słyszę, że Arabia Saudyjska otwiera w Warszawie Centrum Dialogu i Tolerancji… W jaki sposób tak nietolerancyjny kraj może u nas promować tolerancję? To jest zakłamanie, na które wielu daje się złapać.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły