5 czerwca
piątek
Waltera, Bonifacego, Walerii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Przyjaciel z obrazka

Ocena: 5
1028

Dla jednych to mąż stanu, dla innych książę Kościoła, jeszcze inni mówią o nim „Ojciec”. Dla mnie to po prostu Mój Prymas. Kościół niebawem potwierdzi to, co dla mnie jest oczywiste od zawsze: jego świętość.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Zaprzyjaźniłem się z nim – jakkolwiek by to brzmiało – gdy miałem niespełna pięć lat. Było to w kościele w Leoncinie. Przyjazd Prymasa był wówczas wydarzeniem niemalże tak wielkim, jak dzisiaj spotkanie z papieżem. Wielu mieszkańców puszczańskich wiosek, które w dniach powstania warszawskiego wchodziły w skład niepodległej Rzeczypospolitej Kampinoskiej, znało ówczesnego kapelana szpitala powstańczego w Laskach, którym był ks. Stefan Wyszyński, działający pod pseudonimem „Radwan III”. Szli więc zobaczyć swojego. Ale też spotkać herosa wiary, którego nie złamały internowania ani żadne komunistyczne represje, i usłyszeć słowo prawdy, którego byli głodni.

Ludzie wypełnili szczelnie nie tylko świątynię, ale i plac przed kościołem. Prymas szedł powoli, dostojnie. Błogosławił, rozdawał przywiezione z Rzymu obrazki i nagle zatrzymał się z ostatnim emaliowanym medalikiem Matki Bożej Częstochowskiej. Zakłopotany zaczął się rozglądać, kogo nim obdarować. Wypatrzył mnie jako chyba najmniejszego szkraba stojącego między nogami rodziców. Wtedy po raz pierwszy spotkały się nasze spojrzenia. Prymas podszedł, przykucnął przede mną i osobiście wpiął mi w klapę marynarki ten ostatni medalik – na oczach tysięcy ludzi, którzy chwytali każde jego słowo i każdy gest. Czym to było dla pięciolatka, nie trzeba tłumaczyć. Czymś więcej – zachowując proporcje – niż późniejszy Krzyż Kawalerski od prezydenta Andrzeja Dudy dla redaktora naczelnego „Idziemy”.

 


MÓJ PRYMAS

Odtąd to był już na zawsze Mój Prymas. Mimo jego wielkości nie miałem nigdy wobec niego poczucia dystansu. Pierwszą książką Prymasa, która trafiła w moje ręce, był „List do moich kapłanów”. Dostałem ją od pewnego księdza, dla którego była „za trudna”. Przeczytałem wszystkie trzy tomy, też niewiele wówczas rozumiejąc. Ale była to przecież książka Mojego Prymasa. Dzisiaj wracam do niej już z innej pozycji.

Miałem to szczęście, że w ostatnich latach życia Prymasa mogłem być w jego pontyfikalnej asyście – grupie kilku alumnów, którzy posługują przy biskupie w czasie największych uroczystości. Dzięki temu mogłem spotykać Mojego Prymasa częściej niż inni. Nigdy się nie spóźniał. Jadąc do parafii, potrafił się zatrzymać w samochodzie kilkaset metrów przed kościołem, żeby być dokładnie na czas. Nie wcześniej, żeby nie sprawiać kłopotu, i nie później, żeby nie kazać na siebie czekać. Do archikatedry warszawskiej przychodził czasem pieszo, nieraz długo przed rozpoczęciem liturgii. Wdawał się wówczas w rozmowy, pytał o naukę, o rodziców, żartował. Zastał mnie kiedyś przed lustrem, zaczesującego bujną wówczas czuprynę. Uśmiechnął i powiedział: „Też kiedyś tak dokładnie czesałem. Jak jeszcze było co”.

Innym razem, widząc mnie znów przed lustrem, szepnął: „Kiedyś też myślałem, że w katedrze wszyscy patrzą tylko na mnie. Teraz już tak nie myślę”. Miał bardzo subtelne poczucie humoru i wielki dystans do siebie. W seminarium opowiadał kiedyś z podziwem o możliwościach wokalnych kard. Karola Wojtyły – wówczas już Jana Pawła II. Na koniec z udawanym zakłopotaniem dodał: „A ja, choć jestem synem organisty, to, jak widać, syn się ojcu nie udał”.

 


PRYMAS TYSIĄCLECIA

Kiedy zmarł 28 maja 1981 r., dokładnie w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, było dla mnie oczywiste, że jest to najlepszy dzień na odejście z tego świata takiego Prymasa. O którym podczas pogrzebu czytałem na transparentach, niosąc jego „hiszpański” pastorał, że „Takiego Ojca i Prymasa Bóg daje raz na tysiąc lat”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 5 czerwca

Piątek, IX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Bonifacego, biskupa i męczennika
Istotą Twojego słowa jest prawda *
i każdy Twój sprawiedliwy wyrok jest wieczny.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2 Tm 3,10-17; Ps 119,157,160.161 i 165.166 i 168; Mk 12,35-37
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter