29 marca
niedziela
Wiktoryna, Helmuta, Eustachego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rozmawiajcie z dziadkami

Ocena: 5
758

 

W pierwszej katechezie Franciszek postawił zadanie: „Kościół nie może i nie chce dostosować się do mentalności wyrażającej zniecierpliwienie, a tym bardziej obojętność i pogardę w stosunku do starości. Musimy rozbudzić zbiorowe poczucie wdzięczności, uznania, gościnności, dzięki któremu osoba starsza poczuje się żywą częścią wspólnoty”. Przypomniał, że „starość ma w sobie łaskę i misję, prawdziwe powołanie od Pana”, tymczasem ani społeczeństwo, ani duchowość chrześcijańska nie przygotowały się na zorganizowanie wolnego czasu, który współcześnie mają osoby starsze. Dlatego papież widzi konieczność „określenia duchowości osób starszych”. Zachęca przy tym, by seniorzy stali się „poetami modlitwy”, służąc nią młodszym pokoleniom. Wskazuje na przykład Benedykta XVI, który ostatnie lata życia postanowił oddać modlitwie. Podkreślił też wartość świadectwa wierności dla młodych pokoleń, którego wymownym przykładem są małżeństwa z długim stażem. „Słowa dziadków są czymś specjalnym dla młodych. I oni o tym wiedzą”. Na koniec Franciszek zdradził, że słowa, które przekazała mu babcia Rosa w dniu święceń, zawsze nosi w brewiarzu.

 


NONA ROSA

Była najdroższą osobą w jego życiu. Nazywał ją „Nona”, i praktycznie to ona go wychowała. Po urodzeniu drugiego syna Oscara mama nie dawała rady z wychowywaniem trzynastomiesiecznego Jorgego. Dlatego babcia Rosa przychodziła codziennie rano i brała go do swojego domu, gdzie się nim zajmowała. Przekazała mu wiarę, nauczyła się modlić, wprowadziła i rozkochała w pobożności ludowej, była pierwszą katechetką-teologiem dla swoich małych wnucząt, ucząc ich podstawowych prawd wiary. Opowiadała żywoty świętych, zwłaszcza tych z Piemontu. Pozostała wzorem cnót, „mistrzynią wiary”, a także wyjątkowym nauczycielem ojczystego dialektu piemonckiego, który panował w domu dziadków. Nauczyła wnuka gotować słynną bagna cauda. Sam papież wspomina, że mama nie umiała gotować przed ślubem i nauczyła ją tego właśnie przyszła teściowa. Była spoiwem całej rodziny Bergogliów.

Babcia Rosa Margherita Vassallo urodziła się 27 lutego 1884 r. w małej wiosce Cagna, dziś San Massimo kolo Piana Crixia, w okolicach Langhe, pomiędzy Piemontem a Ligurią, zaledwie kilka metrów od Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Łaskawej (Santuario Beata Vergine delle Grazie), zwanej Todocco. Chrzest przyjęła w kościele św. Pantaleona, w Cortemilia. Była ósmą córką z dziewięciorga rodzeństwa. Jej rodzice Pietro i Angela Cremowie byli rolnikami. Kiedy Rosa miała osiem lat, przeniosła się do Turynu, do siostry mamy, która była bezdzietna. Rosa uczyła się w szkole, co było nowością w tamtych czasach, ale też Turyn był pionierskim miastem we wprowadzeniu obowiązkowego nauczania dla wszystkich dzieci. Tu nauczyła się krawiectwa – stolica Piemontu słynęła wtedy z wysokiego poziomu krawiectwa, pretendując do stolicy mody włoskiej i stanowiąc jedno z centrów mody Europy; w 1911 r. było tam 798 pracowni. Krawcowe stały się znaczącą grupą zawodową i 25 listopada, w dniu swojej patronki, św. Katarzyny Aleksandryjskiej, urządzały „Katarzynki”. Składały się na nie parady wytwornie ubranych krawcowych połączone z nagrodami i wyborem „Katarzynki” roku. Rosa należała też do rodzącej się Akcji Katolickiej. Wygłaszała publiczne konferencje nt. odpowiedzialności chrześcijańskiej. Jedna z nich została opublikowana pod tytułem „Święty Jozef w życiu kobiety niezamężnej, wdowy i mężatki”. Kolejnym wielkim wydarzeniem, które miało wpływ na życie Rosy, było wystawienie Całunu Turyńskiego w 1898 r.

Zapewne wszystkie te doświadczenia i wiedza stanowiły – obok rzeczy materialnych – „bagaż”, który Rosa zabrała, wsiadając na statek w Genui, by wraz z mężem Giovannim Bergogliem oraz synem Mariem wyruszyć ku Argentynie. Papież wielokrotnie dzielił się wspomnieniami rodzinnymi i opowiadał też, że kiedy babcia Rosa schodziła z pokładu, miała na sobie płaszcz z wilczym futrem, wolała jednak zemdleć z upału, niż go oddać, bo przechowywała w podszewce wszystkie rodzinne oszczędności. Siły i determinacji w trudnościach życia uczyła potem wnuki.

To ona najbardziej entuzjastycznie z całej rodziny zareagowała na decyzję Jorgego o wstąpieniu do seminarium. Kiedy już tam był, powiedziała mu znamienne słowa: „Nie zapominaj nigdy, że (…) rzeczą najważniejszą dla kapłana jest sprawowanie Mszy Świętej”.

Jej „testament” zawiera piękne słowa: „Niech moje wnuki, którym dałam od siebie, co najlepsze, żyją długo i szczęśliwie. Ale jeśli pewnego dnia cierpienie, choroba lub odejście drogiej osoby ma napełnić je strapieniem, nigdy nie zapominajcie, że jeden uśmiech w kierunku tabernakulum, gdzie zamieszkuje największy i najbardziej czcigodny z męczenników, i jedno spojrzenie ku Maryi pod krzyżem mogą upuścić kroplę balsamu na najgłębsze i najbardziej bolesne rany”.

Do dziś papież Franciszek – sam już osiemdzisięciotrzyletni – przechowuje w brewiarzu ów „testament” oraz dwa listy babci.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 29 marca

Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie.
Dziś w Kościele: V Niedziela Wielkiego Postu
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ez 37,12-14; Ps 130,1b-8; Rz 8,8-11; J 11,1-45
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ Wielkopostne Kościoły Stacyjne
29 marca – Konkatedra MB Zwycięskiej, Parafia Bożego Ciała na Kamionku (ul. Grochowska 365, DW-P)
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

E-WYDANIE

Tygodnik Idziemy dostępny w e-wydaniu!
Zachęcamy także do prenumeraty wydań drukowanych.

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter