14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Słowa i życie

Ocena: 0
890

– Ostatecznie zwyciężą świadkowie, którzy będą gotowi oddawać życie za prawdę – mówi abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Z abp. Markiem Jędraszewskim, zastępcą przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia ks. Henryk Zieliński

 

Często cytowany przez Księdza Arcybiskupa Antonio Gramsci, ideolog włoskich komunistów, mówił, że do zwycięstwa rewolucji konieczny jest długi marsz przez instytucje. Czy ten marsz dokonuje się także przez instytucje Kościoła?

Nie potrafię odpowiedzieć, co dokładnie byłoby tym lewicowym marszem w Kościołach lokalnych. Wiem, że we Francji w okresie posoborowym pojawiło się w Kościele nastawienie bardzo socjologizujące i niemalże syndykalistyczne. To się radykalnie zmieniło, kiedy znaczący głos w tamtejszym Kościele zyskał kard. Jean-Marie Lustiger. Uważał on, że Kościół jest od duchowości, a nie od związków zawodowych i polityki społecznej. Nie oznaczało to, oczywiście, dla niego, że sprawy społeczne miałyby być Kościołowi obojętne. Twierdził jednak, że trzeba radykalnie zmienić duszpasterskie priorytety. Z ogromną mocą ducha zaczął więc budować życie duszpasterskie w Paryżu, oparte na pewnych fundamentach, o których we Francji jakby zapomniano.

Przed Wielkim Jubileuszem Roku 2000 kard. Lustiger nakazał wszystkim parafiom, żeby w adwencie 1999 r. przed kościołami urządziły bożonarodzeniowe żłóbki. Chodziło o to, żeby ludziom przypomnieć, że nie jest to jakiś magiczny rok 2000, tylko rocznica narodzenia Pana Jezusa. Prowadziłem wtedy w Paryżu rekolekcje dla Polonii i było to dla mnie niezwykłe doświadczenie. Przed kościołem polskim przy ulicy Saint Honoré był wspaniały żłobek z Nowego Sącza, w którym były naturalnej wielkości postacie w strojach góralskich i cygańskich. Przyjeżdżała telewizja, żeby to filmować jako ewenement. Na ścianie kościoła Sainte Madelaine wyświetlano przeźrocza z obrazami przedstawiającymi narodziny Pana Jezusa. Kardynał Lustiger uważał, że wtedy, w Adwencie 1999 r., konieczny był ów zwrot ku samemu fundamentowi, jakim jest wcielenie Jezusa Chrystusa i nasze odkupienie. Dopiero na tych prawdach Bożych i ewangelicznych można budować inne wymiary życia, także kościelnego i społecznego.

 

Gramsci mówił, że z Kościołem nie ma co walczyć siłą, bo on sam zamieni się w muzeum, ponieważ wymagania Ewangelii są nie do zrealizowania. Czy dzisiaj wielu ludzi Kościoła w to nie uwierzyło?

Z pewnością różne ataki na Kościół ze strony środowisk liberalnych i lewicowych idą w kierunku zmiękczenia doktryny Kościoła. Dotyczy to również jego dyscypliny wewnętrznej, bo na przykład celibat nie jest przedmiotem wiary, to rodzaj dyscypliny. Ale już wierność małżeńska jest treścią doktryny Kościoła wynikającą z Ewangelii. Otóż uderza się w Kościół, mówiąc m.in., że nauka o życiu małżeńskim wyrażona w encyklice bł. Pawła VI Humanae vitae jest niemożliwa do spełnienia przez tzw. zwykłego człowieka. Dlatego głosi się, że w nauce Kościoła trzeba przede wszystkim uwzględniać to, co ludzie są w stanie przyjąć, a nie trwać przy doktrynie, która w swej istocie pozostaje martwa. Tymczasem doktryna Kościoła jest żywa, w tym sensie, że staje się konkretnym wymaganiem dla coraz to nowych pokoleń chrześcijan. Prawdą w Kościele nie jest to, co wynika z sondaży oczekiwań społecznych. Dotyczy to również życia małżeńskiego i rodzinnego. Wpatrywanie się w słupki poparcia to droga donikąd. To, co zrobili protestanci, idąc na ustępstwa doktrynalne i chcąc „zrozumieć ducha czasu”, wcale nie przysporzyło im wyznawców. Przeciwnie, dzisiaj znaleźli się w totalnym kryzysie.

Prawdą o Kościele jest to, co zostało powiedziane już w czasie prześladowań w trzech pierwszych wiekach: Sanguis martyrum semen christianorum (Krew męczenników jest posiewem chrześcijan). Tym, co sprawia, że Kościół jest ciągle młody i przyciąga coraz to nowych wyznawców, jest świadectwo chrześcijan. W pierwszych wiekach też często się zdawało, że kolejna fala okrutnych prześladowań stanowi nieuchronny koniec Kościoła, że nikt z jego członków nie przeżyje. Tymczasem chrześcijanie trwali. Oddawali życie, nie wiedząc dokładnie, co będzie dalej, ale głęboko wierzyli, że Bóg jest z nimi i że to On ostatecznie zwycięży. Jeżeli Kościół dzisiaj będzie się trzymał tej postawy, to na pewno twierdzenie Gramsciego o przeobrażeniu się Kościoła w muzeum będzie tylko kolejną lewicową iluzją.

 

Tylko że także część hierarchów w Kościele zdaje się być przekonana, iż wymagania Ewangelii są naprawdę nie do zrealizowania. Stąd bierze się choćby dyskusja o Komunii Świętej dla ludzi w związkach niesakramentalnych. Wyszło to nawet przy okazji ostatniego synodu o rodzinie…

W adhortacji Amoris laetitia jest mowa przede wszystkim o konieczności pochylenia się nad sytuacją konkretnych ludzi. Chodzi o to, żeby im pomóc w ich zagubieniu, choćby przez zastanowienie się, czy ich pierwszy związek małżeński z punktu widzenia prawa kościelnego był ważny. Jeśli był nieważny, to nie ma problemu, aby zawarli nowy. Prawdą jest natomiast, że niektóre interpretacje teologów, a nawet biskupów, idą w tym kierunku, że można odnieść wrażenie, jakobyśmy wycofywali się z zasad doktrynalnych wynikających z Ewangelii. Oni sami, oczywiście, do tego się nie przyznają, mówiąc, że chodzi o nowe podejście duszpasterskie, bez zmieniania doktryny. Ale takie mówienie nie wytrzymuje krytyki.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły