25 lipca
czwartek
Walentyny, Krzysztofa, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Uderzenie w białoruskich katolików

Ocena: 0
1336

 

Zaczęło się więc od tego, że dyżurująca w kościele kobieta usłyszała silny huk. W budynku obok niej był też pracownik, który spał na piętrze. Zadziałała instalacja przeciwpożarowa, a kobieta szybko weszła do zakrystii, gdzie było pełno dymu. Niemal natychmiast przyjechali strażacy i ugasili w sumie niewielki pożar, który nie spowodował znaczących zniszczeń.

Na wezwanie do świątyni wraz ze strażą pożarną przyjechała milicja, przedstawiciele Komitetu Śledczego, a nawet OMON, czyli jednostka specjalna milicji. Później służby nakazały zamknięcie całego obiektu. Został on zapieczętowany do czasu wyjaśnienia okoliczności incydentu. Przy tej okazji skonfiskowane zostały nagrania wideo z zainstalowanych w kościele kamer monitoringu. Do świątyni przestali być wpuszczani zarówno wierni, jak i księża. Komisja ds. Sytuacji Nadzwyczajnych zabroniła korzystania z budynku „do czasu całkowitego odremontowania i sprawnego funkcjonowania wszystkich systemów gaśniczych oraz urządzeń elektrycznych”.

W tej sytuacji wierni zaczęli modlić się pod kościołem, m.in. koło grobu jego fundatora, Woyniłłowicza. Tymczasem 30 września milicja oraz OMON nie pozwoliły ludziom zgromadzić się wokół figury Chrystusa na grobie. Milicjanci twierdzili, że w tym miejscu odbywają się czynności śledcze. Jedyny dostępny czas na modlitwę to ranek i popołudnie. Ale według wiernych od 27 września w zamkniętym kościele nie odbywały się żadne „czynności śledcze”, czyli milicja po prostu szykanowała katolików.

 


ODEBRANIE KOŚCIOŁA

Nikt jednak nie spodziewał się najgorszego. Latem w pożarze ucierpiał kościół katolicki w Budsławiu – i władze nakazały jego zamknięcie. Ale tam ogień ogarnął setki metrów kwadratowych, a sklepienie świątyni groziło zawaleniem. I władze pozwoliły wejść do środka księżom. A tu, niespodziewanie, 6 października 2022 r. władze miejskie Mińska wypowiedziały parafii umowę najmu kościoła ze skutkiem natychmiastowym. A gdy Minskaja Spadczyna wypowiedziała umowę, pojawiły się nowe, duże problemy. Parafia otrzymała zaledwie kilka dni na wyprowadzenie się. Było to tak naprawdę ultimatum. Miejski Komitet Wykonawczy (urząd miasta) w Mińsku stwierdził, że właściciel budynku nie może wywiązać się ze swoich zobowiązań umownych, i zażądał od wspólnoty opróżnienia budynku z mienia ruchomego w celu przeprowadzenia prac remontowych i renowacyjnych. Oznaczało to konieczność wyniesienia dosłownie wszystkiego, co się tam znajduje – od świętych relikwii, poprzez obrazy, naczynia i stroje liturgiczne, aż po ławki. To zupełnie nierealne w tak krótkim czasie.

Wierni napisali list do Łukaszenki. Stwierdzili w nim, że „pożar, który miał miejsce w odizolowanym pomieszczeniu, nie może i nie powinien prowadzić do zaprzestania działalności całego obiektu (…) Czerwonego Kościoła”. Parafianie zwrócili uwagę Łukaszenki na to, że „wbrew wymogom prawa” są „pozbawieni dostępu do kościoła”, i podkreślili, że demontaż obiektów sakralnych „jest nierozsądną i nieadekwatną reakcją na zaistniały incydent”. Jak zauważyli, „Kościół rzymskokatolicki ma wielowiekowe doświadczenie w prowadzeniu prac remontowych i restauratorskich w sanktuariach bez zamykania kościoła na nabożeństwa i wizyty wiernych”. Do czasu opublikowania tego artykułu brak było jakiejkolwiek reakcji ze strony białoruskiego dyktatora.

Nie wiadomo, jakie działania podjęli hierarchowie Kościoła katolickiego na Białorusi – z pewnością były jakieś rozmowy z władzami państwowymi, jednak o nich nie informowano. Parafię św. Szymona i św. Heleny odwiedzili emerytowany metropolita mińsko-mohylewski abp Tadeusz Kondrusiewicz oraz bp Kazimierz Wielkosielec. Świadkowie mówili, że abp Kondrusiewicz nie mógł powstrzymać łez. Przypomnijmy, że po sfałszowanych przez władze wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 r. to on wzywał publicznie do pokojowego rozwiązania kryzysu i zaprzestania stosowania przemocy wobec protestujących. Gdy wracał z Polski, nie został wpuszczony na Białoruś, choć jest obywatelem białoruskim. Ostatecznie wrócił, ale dopiero w grudniu i po interwencji Stolicy Apostolskiej.

 


ŁUKASZENKA PRZECIW KATOLIKOM

Niestety, działania białoruskich władz można uznać za celowe uderzenie w Kościół katolicki. Niewielki pożar nie jest rzeczywistym powodem odebrania świątyni.

Po pierwsze, Łukaszenka i jego ludzie usiłują całkowicie wymazać polskość, Polska jest bowiem uznawana przez nich za głównego wroga. Stąd też w kraju tym nie ma obecnie żadnych polskich mediów; nawet te łukaszenkowskie zostały zamknięte. Likwidowane są polskie szkoły i polskie organizacje. A Kościół katolicki, zwłaszcza na zachodzie kraju, tworzą głównie Polacy.

Kościół katolicki, inaczej niż Cerkiew (będąca częścią Cerkwi rosyjskiej), jest od władz niezależny – i często też zarówno wierni, jak i księża wykazują postawy opozycyjne. Na placu Niepodległości w Mińsku często odbywały się opozycyjne demonstracje, a podczas ich rozpędzania przez milicję demonstranci skrywali się w Czerwonym Kościele. Władze chcą to ukrócić.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, analityk spraw międzynarodowych, doktor nauk społecznych, adiunkt na uczelni Vistula w  Warszawie


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 lipca

Czwartek, XVI Tydzień zwykły
Święto św. Jakuba, apostoła
Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem,
abyście szli i owoc przynosili.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 20, 20-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Anny 17-25 lipca
+ Nowenna do św. Szarbela 19-27 lipca



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter