19 lutego
wtorek
Arnolda, Konrada, Marcelego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wciąż w budowie

Ocena: 5
873

Choć po dziesięcioleciach przymusowej ateizacji, niszczenia świątyń i prześladowań księży Kościół katolicki w krajach byłego Związku Radzieckiego się odrodził, to jednak wciąż potrzebuje wsparcia. W niedzielę 9 grudnia przypada Dzień Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie.

fot. Piotr Kościński/Idziemy

Krakowiec, tuż przy granicy ukraińsko-polskiej, obok przejścia granicznego. Znajdujący się w tym mieście kościół św. Jakuba zbudowany został w XVIII w., w stylu neoklasycystycznym. W 1939 r. ucierpiał od pożaru, a w 1946 r. został przejęty przez władze sowieckie. W 1958 r. świątynię przebudowano, tworząc zakład o nazwie „Rytm”, jako część pracującej dla wojska Lwowskiej Fabryki Aparatury Telegraficznej. Już w niepodległej Ukrainie fabryka przestała istnieć, a w 2000 r. świątynię zwrócono Kościołowi rzymskokatolickiemu.

W listopadzie abp Marian Jaworski poświęcił tymczasową kaplicę w pomieszczeniach należących do parafii. Bo piękna, neoklasycystyczna budowla jest w ruinie. Budynek podzielono na piętra, częściowo zrujnowane. Dach też jest zniszczony. W środku straszy dziurawa podłoga, zasypana ułamkami kafelków. Po odnowieniu może być naprawdę pięknie, ale potrzeba ogromu pracy i ogromu pieniędzy…

Na szczęście Krakowiec jest dzisiaj wyjątkiem. Na Ukrainie bardzo wiele kościołów zostało zwróconych wiernym i odnowionych, przy ogromnym wysiłku księży i parafian oraz wielkiej pomocy z zagranicy, w tym z Polski. Ale to wcale nie oznacza, że sytuacja Kościoła jest tam łatwa. Podobnie jest w innych byłych republikach radzieckich.

 

Berdyczów: klasztor symbolem

Podobnie jak dziś w Krakowcu, wyglądała przed laty sytuacja w Berdyczowie, liczącym ok. 90 tys. mieszkańców i, według różnych (oficjalnych i nieoficjalnych) danych, zamieszkanym przez 5-20 proc. Polaków. Po powstaniu niepodległej Ukrainy słynny klasztor berdyczowski mieścił szkoły i różne inne obiekty. Z kolei kościół św. Barbary niespecjalnie przypominał świątynię, przebudowany i podobnie jak ten w Krakowcu podzielony na piętra. Skromna tablica pamiątkowa głosiła, że „w tym budynku w 1850 r. ożenił się francuski pisarz Honoré de Balzac” – ale ani słowa z kim i czemu właśnie tutaj. Dziś klasztor wygląda coraz piękniej, podobnie jak kościół.

– Klasztor jeszcze nie został oddany w całości. W jego pomieszczeniach wciąż ulokowana jest szkoła plastyczna i muzyczna – opowiada tygodnikowi „Idziemy” szefowa polskiego stowarzyszenia w tym mieście Larysa Wermińska. – Zakonnicy opiekują się murami otaczającymi cały klasztor. Wiele dla tego zrobili. Władze miejskie nic nie dokładają do opieki nad zabytkiem – podkreśla. I znów: odbudowa była możliwa w znacznej mierze dzięki wsparciu z zagranicy, zwłaszcza z Polski. I Polska pomogła w stworzeniu tu niewielkiego muzeum Józefa Conrada Korzeniowskiego, który z Berdyczowa pochodził.

Szefowa polskiej organizacji dodaje, że księża mają poważne problemy finansowe. – Ludzie dają na tacę rożne kwoty, zależnie od zamożności rodzin. Najmniej emeryci i studenci – opowiada Larysa Wermińska. – Ale gdy są wesela, chrzciny, pogrzeby, to dają więcej niż zwykle. Ustalonej kwoty nie ma, jak u prawosławnych – dodaje. I podkreśla, że proboszczowie największe trudności mają z opłaceniem usług komunalnych, szczególnie drogo kosztuje ogrzewanie. I dlatego w zimie w kościołach jest zazwyczaj zimno.

Słynny dzięki Balzakowi kościół św. Barbary nadal nie ma środków na likwidację stropu, który podzielił świątynie na dwa piętra. – Dziesięć lat temu zbieraliśmy na ten cel. Każda rodzina dawała określoną kwotę, 200 hrywien [wówczas równowartość 90 zł – przyp. red.] od osoby, ale nic nie zostało zrobione. Parafia św. Barbary jest wciąż bardzo biedna… – dodaje Larysa Wermińska.

Trzeba przy tym powiedzieć, że akurat w Berdyczowie wiele się w miejscowych kościołach dzieje. Co rok, latem, w rocznicę koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Berdyczowskiej zwanej Szkapalerzną do miasta przybywają z pielgrzymką tysiące ludzi z całej Ukrainy.

 

Oziornoje: kościół centrum wsi

Jak mówił w wywiadzie dla tygodnika „Idziemy” abp Tomasz Peta, ordynariusz archidiecezji Najświętszej Marii Panny w Astanie, w Kazachstanie „polskość została zachowana głównie dzięki wierze katolickiej. To wiara była bardziej wyznacznikiem narodowości niż język. Trzeba pamiętać, że niektórzy Polacy kazachstańscy nie mieszkają już ok. 250 lat w państwie polskim. Już w I i II zaborze trafili do Imperium Rosyjskiego, a w 1936 r. zostali wywiezieni do Kazachstanu z sowieckiej Ukrainy, tylko dlatego, że byli Polakami”.

A w 1936 r. Kazachstan zamieszkiwali głównie wyznający islam Kazachowie oraz prawosławni Rosjanie, tylko że w czasach ZSRR żadna religia nie miała tu szans na normalne funkcjonowanie. To właśnie Polacy oraz wysiedleni z Powołża Niemcy przynieśli do republiki katolicyzm. Ale modlić mogli się w zaciszu swoich domów, czy też raczej, przez pierwsze lata, w zimnych i nieprzyjaznych wnętrzach własnoręcznie wybudowanych ziemianek. Dopiero w latach 70. powstały pierwsze kaplice, a w 1977 r. katolicy Karagandy uzyskali zgodę na budowę pierwszej świątyni. I gdy już stało się to możliwe, kościoły trzeba było budować od zera, bo przecież ich tu wcześniej nie było. Nierzadko zresztą, w ślad za kościołami, Kazachowie budowali też meczety. W położonej 50 km od Astany wsi Szortandy stanął piękny kościół z cegły. Ale w leżącej 100 km od kazachskiej stolicy Pierwomajce na świątynię przebudowano wiejską chatę…

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -