10 grudnia
poniedziałek
Julii, Danieli, Bogdana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Życie najwyższą sztuką

Ocena: 0
6438
Żyje z pasją – zarówno jako historyk sztuki, jak i kapłan, który tak właśnie podchodzi do swojego spotkania z Bogiem i z drugim człowiekiem. Ksiądz Michał Janocha 14 czerwca przyjmie święcenia biskupie w warszawskiej archikatedrze.
Msza św. w Grecji, w okolicach Olimpu, 2007 r.

Przyjaciele mówią o nim: stworzył środowisko, takie jak tworzył Karol Wojtyła. – Krępuje mnie to porównanie. Trochę za wysokie progi… – komentuje zmieszany ks. Janocha. – Zawsze niechętny był temu, by mówiono o nim za dużo. Po nominacji na biskupa laudacje są oczywistością. Nie wiem, jak to przeżyje, ale rozumiem, że sytuacja tego wymaga – mówi dr Irina Tatarova z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie pracuje prof. Michał Janocha.

Poszedłem za niego

Przyszedł na świat 29 października 1959 r. na warszawskiej Pradze, w kamienicy przy ul. Poborzańskiej, której właścicielem był jego dziadek. Po pięciu latach rodzice z Michałem i jego starszym o 14 lat bratem przeprowadzili się z parafii Matki Bożej Różańcowej do parafii św. Aleksandra na pl. Trzech Krzyży. – Rodzice są kochającym się małżeństwem. Dali mi to, co najważniejsze: miłość i początek wiary. Pamiętam, jak uczyli mnie pacierza – wspomina ks. Janocha. Ojcem chrzestnym został brat mamy, mecenas Jan Olszewski, późniejszy premier.

– Wujkowi zawdzięczam umiłowanie Ojczyzny. Od niego się uczyłem, co to znaczy kochać Polskę i jak jej służyć. Zawsze był dla mnie przykładem człowieka oddanego służbie prawdzie i sprawiedliwości. Kiedy został premierem – oddanego sprawie Ojczyzny w sposób bezinteresowny i prawy. Cały czas jest dla mnie punktem odniesienia. Jak porażka może stać się zwycięstwem, to też ważna lekcja, której mi udzielił – mówi ks. Michał.

Mówi o sobie, że nie był dzieckiem ani młodzieńcem szczególnie pobożnym. – Wychodziłem z domu na religię, ale na nią nie docierałem. Wróciłem kiedyś z takich „religijnych wagarów” i zastałem w domu księdza prałata katechetę z moimi rodzicami. Nie było to miłe spotkanie, ale potem zawiązała się między nami przyjaźń – opowiada ks. Janocha.

Przełom nastąpił pod koniec nauki w szkole średniej.

Ksiądz Mirosław Krzeszewski wspomina: – W 1976 r. w kościele św. Aleksandra trafiliśmy z Michałem pod skrzydła ks. Leona Firleja, wspaniałego księdza, który wychował wielu kapłanów. Byliśmy ministrantami. Obdarzał nas dobrocią i uczył miłości do drugiego człowieka. Kształtował naszą wiarę – mówi.

Rodzice nie spodziewali się, że w rodzinie będzie kapłańskie powołanie.

– Byli zaskoczeni taką perspektywą – wspomina ks. Janocha. Na decyzję wpływ miał tragiczny wypadek podczas młodzieżowego spływu kajakowego. – Mój przyjaciel Konrad Gałka utonął, a chciał iść do seminarium. Poszedłem jakby za niego, na jego miejsce. Tak to zawsze czułem – mówi wzruszony ks. Janocha.

W przeżyciu tego trudnego doświadczenia pomógł mu ks. Józef Michalik. – Poznaliśmy się wtedy i zawiązała się między nami bliska znajomość. Był świadkiem dojrzewania mojego powołania kapłańskiego. Relacje utrzymywaliśmy przez kontakt osobisty, potem listowny – mówi ks. Janocha. Arcybiskupa Michalika poprosił, by był współkonsekratorem podczas sakry biskupiej 14 czerwca o godz. 15 w archikatedrze św. Jana w Warszawie. Uroczystość będzie transmitowana przez Telewizję Trwam.

Autokarem przez starożytność

Zanim pojawiła się myśl o seminarium, Michał Janocha poszedł na historię sztuki. – Sztuką zachwycili mnie rodzice. Tata jest architektem, od dziecka wyjeżdżałem na różne wyprawy po Polsce i za granicą, gdzie poznawaliśmy piękno kultury – wspomina ks. Janocha. Podjął studia na UKSW, wówczas ATK. – Konrad również interesował się sztuką.

Ksiądz Mirosław Krzeszewski wspomina czasy seminarium duchownego, gdzie byli na jednym kursie. – Michał bardzo dobrze się uczył. Jest bardzo zdolny, egzaminy zdawał na czwórki i piątki. I był dobrym kolegą i przyjacielem, zawsze uśmiechniętym.

Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1987 r. z rąk kard. Józefa Glempa. Duży wpływ na jego duchowość miała pierwsza praca w Izabelinie.

– Pierwsza parafia w życiu księdza to jak pierwsza miłość – śmieje się ks. Janocha. – Byłem tam tylko rok, ale do dzisiaj mam w pamięci kościół i całe środowisko Izabelina, blisko związane z duchem Lasek i pierwszym tamtejszym proboszczem, śp. ks. Fedorowiczem, którego wizja parafii była wciąż obecna w ludziach.

Tam zaprzyjaźnił się z Małymi Braćmi Jezusa, a relacja trwa do dziś. – Bardzo dużo się od nich nauczyłem: Ewangelii przeżywanej w zwyczajności i codzienności, ducha prostoty, bezpośredniości, ubóstwa, bliskości ludzi. Charyzmat założyciela Małych Braci, Karola de Foucauld, jakoś mi towarzyszy w życiu – mówi ks. Janocha. Od tamtego czasu systematycznie odbywa rekolekcje w ich siedzibie, w leśnej pustelni. – Zawsze szukałem miejsca w ciszy. Każdemu kapłanowi cisza potrzebna jest jak chleb i woda – mówi ks. Janocha.

Swoje życie naukowe związał z historią sztuki. – Kiedy zostałem księdzem, zacząłem sobie uświadamiać, że te drogi nie są ze sobą sprzeczne, że Bóg jest przecież największym pięknem, a najwyższą sztuką jest dobrze przeżyć życie – mówi ks. Janocha.

W 1994 r., kiedy obronił doktorat z historii sztuki, został adiunktem w Instytucie Historii Sztuki UKSW, potem profesorem, a w końcu kierownikiem Katedry Historii Kultury Chrześcijańskiego Wschodu. Potem przeniósł się na Uniwersytet Warszawski na Wydział Artes Liberales, do komisji Speculum Byzantinum, gdzie pracuje do dziś.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -